Test Turtle Beach Stealth Pro II. Lata doświadczeń zaklęte w parze słuchawek do gier

Test Turtle Beach Stealth Pro II

Odkąd tylko duże zestawy słuchawkowe wyzwoliły się z okowów kabli, wiele osób chętnie sięga po tego typu systemy nagłośnienia. O ile jednak z czasem gamingowe headsety zyskiwały na prędkości połączenia, niezawodności czy wielofunkcyjności, tak przez lata musieliśmy z zazdrością spoglądać na jakość dźwięku oferowaną przez typowo muzyczne modele. Na szczęście ten okres minął, a rynek bezprzewodowego bezstratnego audio dla graczy rośnie.

Kolejną cegiełkę do rozwijającego się segmentu tej klasy urządzeń dołożyły amerykańskie „Żółwiki”, prezentując światu słuchawki Turtle Beach Stealth Pro II. Para tych odznaczonych certyfikatem Hi-Res Audio Wireless cudeniek kilka tygodni temu trafiła w moje ręce, więc nie mogłem przegapić okazji, by sprawdzić je dogłębnie w każdy znany mi sposób.

Jak druga generacja najwyższej linii headsetów z palmą w logo wypada na tle innych dokonań producenta z San Diego? Jakie funkcje dla graczy znajdziemy na pokładzie modelu z segmentu premium? Co jednak kluczowe: jak się na tym słucha muzyki, ogląda filmy i gra? Zapraszam do lektury mojej recenzji, w której odpowiadam na te i sporo innych pytań!

Turtle Beach Stealth Pro II — najważniejsze parametry

Turtle Beach Stealth Pro II
Turtle Beach Stealth Pro II

Niemal wszystkie słuchawki, niezależnie od tego, do czego zostały stworzone i jak mocne mają „papiery”, da się opisać podobnym zestawem parametrów. Dzięki temu możemy dość łatwo porównywać różne komplety między sobą, a przy odrobinie zaangażowania nawet wstępnie wywnioskować potencjał danego modelu.

Tego typu akcesoriami zajmowaliśmy się na naszym portalu nie raz, nie tylko przy okazji testów konkretnych urządzeń, ale też przygotowując zestawienia okraszone niezbędnymi dawkami teorii. Wszystkich zainteresowanych tematem gorąco zachęcam do sięgnięcia między innymi do artykułów dotyczących:

Bazując na wskazanych powyżej tekstach oraz własnym doświadczeniu ośmielę się wskazać najważniejsze elementy specyfikacji zestawów nagłownych. Moim zdaniem powinniśmy skupiać się na typie budowy słuchawek, wielkości przetworników, pasmach przenoszenia, obsługiwanej jakości dźwięku, komunikacji, obecności ANC oraz funkcjach przydatnych dla graczy. Oficjalna specyfikacja modelu Stealth Pro II wygląda następująco:

  • Budowa: zamknięte
  • Komunikacja: 2.4 GHz (stacja dokująca i adapter), Bluetooth 5.3, przewodowo (USB)
  • Pasmo przenoszenia słuchawek: 20 – 40 000 Hz
  • Wielkość przetworników: 60 mm
  • Pasmo przenoszenia mikrofonu: 100 – 16 000 Hz
  • Impedancja: brak danych
  • Czułość słuchawek: brak danych
  • Mikrofony: tak, dwa (odłączany i wbudowany)
  • Czas pracy na jednym ładowaniu: do 40 godzin każda z dwóch wymiennych baterii
  • Port ładowania: USB-C
  • Zasięg: do 15 m
  • Obsługiwane platformy: PC, Xbox One, Xbox Series X|S, PS4, PS5, Nintendo Switch, Android, iOS
  • Waga: 393 g z podłączonym mikrofonem
  • Cena: ~1500 zł
Turtle Beach Stealth Pro II
To dość zabawne, pudełko w pudełku.

Inżynierowie Turtle Beach dostali zadanie stworzenia najmocniejszego headsetu na podstawie dotychczasowych doświadczeń i cóż, najwyraźniej im się udało. Świetne (i zaskakująco wielozadaniowe) przetworniki Eclipse znane chociażby z modelu Stealth 700 Gen 3 robią tu kawał znakomitej roboty, a pasmo przenoszenia i jakość obsługiwanego sygnału w końcu doczekały się potwierdzenia w postaci certyfikatu Japońskiego Stowarzyszenia Audio (JAS).

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Same liczby to jednak tylko wierzchołek góry lodowej, gdy chodzi o ostateczne wrażenia dotyczące korzystania ze słuchawek, a godnych opisania aspektów jest o wiele więcej. By zachować maksymalną przejrzystość artykułu, test Turtle Beach Stealth Pro II podzieliłem na następujące podrozdziały:

  1. Zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia
  2. Proces instalacji urządzenia na różnych platformach, oprogramowanie i ustawienia słuchawek
  3. Jak to działa i brzmi, czyli Turtle Beach Stealth Pro II w praktyce
  4. Podsumowanie

Co ważne: nie jestem audiofilem i bardzo daleko mi do takiej postawy, a moje niezobowiązujące próby bezpośrednio poprzedzające test wykazały, że (być może ze względu na wiek i niezbyt higieniczną akustycznie przeszłość) rejestruję dźwięki do około 16 kHz w zależności od słuchawek. Niemniej nie uważam, bym na co dzień miał problemy z pełnowartościowych cieszeniem się muzyką czy innymi treściami.

Turtle Beach Stealth Pro II
Pokrowiec jest solidny, dzięki czemu sprzęt bez problemu zniesie trudy podróży.

Przed podejściem do praktycznej części testu zadbałem o aktualizację wszystkiego, co możliwe: od samych słuchawek i nadajników, aż po OS. Headset sprawdzałem przede wszystkim na komputerach z systemem Windows 11, ale nie powstrzymałem się także od podłączenia akcesorium do telefonu z Androidem 17, stareńkiego Xboxa One S czy Nintendo Switch.

Muszę zaznaczyć, że według zaktualizowanych danych zniwelowano część różnic między wersjami Stealth Pro II dla PC i Xboxów. Największą bolączką w edycji dla sprzętów Microsoftu było ograniczenie „bezstratnej” jakości dźwięku dla połączenia Bluetooth — kodek LDAC obecnie dostępny jest w obu odsłonach zestawu. Niestety według producenta testowany model nie wspiera LC3plus inną drogą niż przy użyciu adaptera 2.4 GHz.

Teoretycznie istnieją za to rozbieżności w działaniu funkcji Game/Chat Balance i Chat Boost. Upraszczając: dostosowanie poziomów głośności dźwięków z rozgrywki i z rozmów w słuchawkach przeznaczonych do Xboxów powinno działać tylko na konsolach MS, a w headsetach stworzonych z myślą o komputerach osobistych tylko na Windows. W dalszej części tekstu będę jednak zmuszony poddać to pod wątpliwość.

Zanim przejdę do głównej części recenzji, chciałbym bardzo serdecznie podziękować firmie Turtle Beach za udostępnienie mi słuchawek do testu.

1. Turtle Beach Stealth Pro II — zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia

Sprzęt przychodzi do nas w eleganckim, czarnym pudełku ze srebrnymi akcentami i magnetycznym zamknięciem. Na opakowaniu znalazło się miejsce dla wizualizacji słuchawek, wykazu ich atutów, zawartości zestawu oraz skróconej specyfikacji, nie zabrakło także oznaczeń dotyczących docelowej platformy, obsługiwanych technologii czy zdobycia certyfikatu Hi-Res Audio Wireless. No dobrze, a co znajdziemy w środku?

Po otwarciu kartonu naszym oczom ukazuje się pokaźnych rozmiarów, usztywniane czarne etui. Skrywa ono wszystkie elementy zestawu, a więc sam headset, stację ładowania z zainstalowanym drugim akumulatorem, adapter 2.4 GHz, odłączany pałąk mikrofonu, przewód USB-C -> USB-A oraz instrukcję obsługi. Muszę przyznać, że całość robi naprawdę dobre wrażenie. Przejdźmy do głównego bohatera niniejszego tekstu.

Słuchawki Turtle Beach Stealth Pro II to bezprzewodowy gamingowy zestaw audio dla wymagających. Ważące niecałe 400 g urządzenie wykonano z wysokiej jakości materiałów: muszle z dobrego tworzywa sztucznego domykają nakładki z anodowanego aluminium, a pałąk i zawieszenie nauszników wzmocniono wytrzymałym stopem. Do tego dochodzi gumowany, pływający headband z siateczką poprawiający komfort oraz chromowane wstawki.

Turtle Beach Stealth Pro II
Zestaw prezentuje się wzorowo.

Warto też zwrócić uwagę na przyjemnie pracujące aluminiowe pokrętła oraz ogólnie dobre wrażenia płynące z kontaktu z elementami sterującymi. Wszystko wygląda naprawdę estetycznie i podkręca poczucie obcowania ze sprzętem z wyższej półki.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Powierzchnie przylegające do naszych uszu pokryto oddychającą tkaniną, która powleka profile z pianki memory foam. Pozycję słuchawek możemy regulować przez zmianę długości pałąka, przechył nauszników w górę i dół oraz rotację wokół ruchomych przegubów — ta ostatnia pozwala na obrót o około 90°, dzięki czemu sprzęt da się złożyć na płasko (w takiej formie zresztą spoczywa w pokrowcu).

Wyrażę też pewne zdziwienie: producent zadbał o długowieczność swojego topowego modelu i daje nam możliwość wymiany wewnętrznej wyściółki słuchawek, co się chwali. Części zamienne bez problemu znajdziemy w oficjalnym sklepie, ale niestety zabrakło instrukcji, jak zdemontować oryginalne poduszki bez ich uszkadzania. Nie podjąłem się zaawansowanych prób z użyciem narzędzi, by nie zniszczyć sprzętu, ale nie wygląda to na szczególnie łatwe.

Przeciwnicy gamingowego oświetlenia z pewnością docenią elegancko-minimalistyczny design akcesorium. Występujące w zestawie diody, czy to na samych słuchawkach, czy w adapterach, służą tylko i wyłącznie udzielaniu informacji o stanie baterii, mikrofonie i tym podobne. Nawet logo na aluminiowych nakładkach jest dość stonowane, choć nadal schludne.

Jeśli chodzi o dostępne elementy sterujące, to znajdziemy ich tu całkiem sporo. Na lewej słuchawce umieszczono przycisk zmiany trybu, pokrętło głośności, rolkę domyślnie przypisaną do balansu gra/czat (co można zmienić w dedykowanym oprogramowaniu), port USB-C do ładowania urządzenia i odtwarzania dźwięku z PC, guzik zasilania oraz gniazdo dla głównego mikrofonu (stare dobre mini-USB).

Prawą muszlę wyposażono w prztyczek do parowania i obsługi połączeń Bluetooth, kółko do sterowania głośnością BT, przełącznik adapterów CrossPlay 2.0, jak również diodę stanu sinozębnego połączenia. Na obu słuchawkach znajdziemy niewielkie otwory najprawdopodobniej skrywające wbudowane mikrofony do rozmów oraz obsługi ANC, a na szczytach owalne dziurki z maskownicami, stanowiące zapewne element akustyki urządzenia.

Turtle Beach Stealth Pro II
Literatura, głupcze!

Pewnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że po raz kolejny (chociażby tak jak w modelu Atlas Air) nie przewidziano dedykowanego elementu sterującego do zmiany presetów korektora. Na szczęście da się tę funkcję przypisać do guzika MODE z pomocą programu Swarm II, choć to niepotrzebnie okrężna droga.

Ciekawym rozwiązaniem jest za to wymienna bateria schowana pod zdejmowalną nakładką lewej słuchawki. Jednym szybkim ruchem możemy usunąć aluminiowy dekielek, po czym w kilka sekund zastąpić wyładowany akumulator gotowym do akcji ogniwem.

Zajmijmy się teraz tym, co sprzęt z palemką skrywa w środku. Zestaw napędzają dwudrożne przetworniki Eclipse o średnicy 60 mm, reprodukujące dźwięki o częstotliwościach od 20 do 40 000 Hz (dane z pudełka, na stronie widnieje informacja o dolnej granicy na poziomie 10 Hz), a maksymalna obsługiwana przez model Stealth Pro II jakość sygnału sięga 96 kHz przy głębi 24-bit.

Niestety nie udostępniono nam danych dotyczących czułości słuchawek, ale w moim odczuciu w niektórych scenariuszach (połączenie Bluetooth) mogłyby one być ciut głośniejsze — przypominam jednak, że moje preferencje odsłuchu nie należą do najzdrowszych. Muszę za to pochwalić żółwiowy headset za absolutny brak przesterowywania dźwięku nawet na maksymalnej intensywności odsłuchu.

Pasywna izolacja jest niezła, choć nie tak intensywna, jak w modelach z poduszkami pokrytymi syntetyczną skórą. Z drugiej strony dostajemy wyraźnie szerszą scenę i mniejszy „zaduch” w uszach, co jest niewątpliwą zaletą recenzowanego zestawu.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Wrażenie może robić też główny mikrofon na dołączanym pałąku. Rejestrator wyłapuje dźwięki o częstotliwości od 100 do 16 000 Hz w jakości sięgającej 32 kHz/16-bit (tylko na PC, który i tak udaje, że dostaje sygnał 48 kHz/16-bit). Gdyby tego było mało, to „pływający”, zawieszony na gumkach 9-milimetrowy przetwornik można wyciszyć prostym złożeniem wysięgnika ( funkcja flip-to-mute), co upraszcza korzystanie z urządzenia.

Turtle Beach Stealth Pro II
Model Stealth Pro II zwarty i gotowy do akcji-instalacji.

Jak wspomniałem, sprzęt wyposażono także we wbudowane mikrofony — te działają na zasadzie „kształtowania wiązki” (beamforming), co wykorzystują do izolowania dźwięków tła i wzmacniania naszego głosu. Odpowiadają także za sprawne działanie aktywnej redukcji szumów, która pozwala także ustawić stopień eliminacji hałasów.

Deklarowany zasięg słuchawek sięga 15 metrów, choć oczywiście mowa tu o idealnych warunkach i braku przeszkód architektonicznych. Sam bez problemu odszedłem od źródła sygnału jakieś 10 metrów i piętro niżej w budynku, co nie zrobiło na akcesorium większego wrażenia. Sytuacja dotyczyła zarówno połączenia przez BT, jak i adapter USB.

Skoro dotknęliśmy już kwestii łączności, warto trochę rozwinąć temat. Model Turtle Beach Stealth Pro II obsługuje połączenie 2.4 GHz przy użyciu zarówno stacji dokującej z nadajnikiem, jak i dongle’a USB-A. Jeśli mamy w domu więcej komputerów lub konsol, możemy zawsze dokupić kolejne gwizdki — testowany headset obsługuje do 4 adapterów CrossPlay 2.0.

Urządzenie wyposażono w moduł Bluetooth 5.3, który pozwala na odtwarzanie dźwięku w jakości „bezstratnej” z użyciem kodeka LDAC. Niestety na ten moment nie możemy liczyć na wsparcie LC3plus na urządzeniach mobilnych, (słuchawki obsługują połączenie BT LE, ale tylko ze „zwykłym” LC3), jednak to rozwiązanie wykorzystywane jest przy połączeniu przez adaptery USB.

Warto zwrócić uwagę, że topowy model od inżynierów z San Diego pozwala na jednoczesne odtwarzanie dźwięku z użyciem nadajników 2.4 GHz oraz Bluetooth. Możemy zatem pozostać w kontakcie ze światem zewnętrznym nawet w trakcie najbardziej angażującej rozgrywki bez konieczności rezygnacji z błyskawicznego połączenia lub podmienić soundtrack w grze na ulubioną ścieżkę z odtwarzacza w telefonie.

Co więcej, wspomniana przed chwilą technologia łączności CrossPlay 2.0 zapewnia niemal natychmiastowe przełączanie się między źródłami typu komputery i konsole — wystarczy krótkie kliknięcie przycisku na słuchawkach. Jeżeli ktoś systematycznie korzysta z kilku sprzętów do grania, to rozwiązanie wprost wymarzone.

Turtle Beach Stealth Pro II
W detalu siła!

Istnieje również możliwość połączenia przewodowego przy użyciu kabla USB. Opcja ta zapewnia minimalne opóźnienia przy zachowaniu maksymalnej jakości audio, do tego pozwala ładować akumulator w trakcie zabawy. Nie da się jednak ukryć, że raczej nie powinniśmy narzekać na niedobór energii w nowym nausznym systemie audio od Turtle Beach.

Zasilanie słuchawek to bowiem kolejna mocna strona Stealthów. W zestawie dostajemy dwa ogniwa po 1000 mAh każde, a jeden akumulator pozwala na nieprzerwaną zabawę do 40 godzin (choć informacja na pudełku sugeruje czas 30h). Druga bateria w tym czasie może czekać na swój moment w sporych rozmiarów, za to bardzo praktycznej stacji ładującej — uzupełnienie energii od 0 do 100% trwa około 3 godzin.

Sama ładowarka pełni jednocześnie funkcje przekaźnika 2.4 GHz oraz diody powiadomień. Z tyłu urządzenia znajduje się niewielki przełącznik między trybami PC i Xbox, który pozwala naszym sprzętom poprawnie rozpoznawać headset. Na pochwałę zasługuje też dość solidna, przemyślana budowa tego akcesorium, obejmująca między innymi pokaźną powierzchnię antypoślizgową na spodzie.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Zestaw obejmuje również gwizdek USB-A, który możemy podłączyć do komputera lub konsoli PS5. Dongle zapewnia najwyższą dostępną przepustowość sygnału i jakość dźwięku, oczywiście w zależności od urządzenia źródłowego. W przypadku konsol 9. generacji oznacza to 48 kHz przy 16-bitowej głębi, a dla PC nawet 96 kHz z 24-bitową rozdzielczością.

Obecny w etui interkonektor USB-C -> USB-A jest poprawny, choć nie wyróżnia się w żaden sposób na tle konkurencji. Dwumetrowy kabel bez oplotu pozwala ładować słuchawki i odtwarzać dźwięk z komputera, ale równie dobrze może posłużyć do instalacji stacji ładującej z nadajnikiem. Biorąc pod uwagę jego nie do końca pancerny charakter, to ostatnie zastosowanie wydaje się najbardziej sensowne.

Muszę pochwalić coś niewidocznego, ale dość istotnego. Urządzenie wyposażono we wbudowaną pamięć na 5 profili ustawień (w tym mapowania dwóch dostępnych do programowania elementów sterujących) oraz 9 presetów equalizera. Co prawda nie dostajemy przycisku do przeskakiwania między całymi zestawami konfiguracji, ale coż, może to byłoby zbyt proste.

2. Turtle Beach Stealth Pro II — proces instalacji urządzenia na różnych platformach, oprogramowanie i ustawienia słuchawek

Turtle Beach Stealth Pro II
Cisi bohaterowie czasem są tymi najważniejszymi.

Choć podobnie jak w przypadku większości współczesnych urządzeń instalacja słuchawek Turtle Beach Stealth Pro II odbywa się na zasadzie plug and play, to jest kilka podstawowych zasad, o których musimy pamiętać, podłączając headset do naszych sprzętów. Nie jest to oczywiście nic skomplikowanego, co za chwilę postaram się udowodnić.

Najbardziej interesująca nas forma komunikacji wykorzystuje adaptery 2.4 GHz i stację ładującą — oba typy nadajników pozwalają osiągnąć maksymalną dostępną jakość audio. Co ważne: by odtwarzać dźwięk z konsol Xbox 8. i 9. generacji, musimy korzystać z dużego „docka”, kompatybilne ze sprzętami Microsoftu gwizdki trzeba dokupić osobno. Ładowarkę akumulatorów musimy także przestawić w tryb XBOX małym prztyczkiem z tyłu akcesorium.

Jeśli chcemy podłączyć peceta lub konsolę PS5, to możemy skorzystać z dołączonego do zestawu nadajnika USB lub wspomnianej przed chwilą stacji ładującej ustawionej w trybie PC. Między sparowanymi ze słuchawkami adapterami przeskakujemy błyskawicznie za pomocą przycisku CrossPlay na prawej słuchawce, w przypadku większej ilości urządzeń niż przewidziane w zestawie niezbędna będzie konfiguracja z poziomu aplikacji Swarm II.

Turtle Beach Swarm II
Nie da się ukryć, że dla Turtle Beach sprzęt zajmuje centralne miejsce.

Łączność przez moduł Bluetooth 5.3 przebiega dość standardowo, choć i tu czeka kilka ciekawostek. Po pierwsze, jak już wspominałem, Stealthy obsługują stary, ale jary LDAC, czyli kodek pozwalający transmitować dźwięk o właściwościach określanych jako Hi-Res. Warto pamiętać, że włączenie BT LE (mniej energożernej komunikacji) uniemożliwia korzystanie z LDAC i zostawia nas z nie tak zjawiskowym liczbowo, ale stabilniejszym LC3.

Jeszcze jedną, dość niewygodną konsekwencją korzystania z Bluetooth LE jest niemożność połączenia z mobilną apką Swarm II. Jest to o tyle kłopotliwe, że albo mamy dostęp do szybkiej zmiany ustawień, „przepalając” więcej baterii nawet podczas niewymagających tego zadań, albo możemy zapomnieć o wyłączeniu ANC czy choćby zmianie equalizera w zamian za dłuższy czas pracy urządzeń.

Ostatnim obsługiwanym typem połączenia jest przewodowe przesyłanie sygnału przez kabel USB. Niestety recenzowane akcesorium nie daje się oszukać i nie odtwarza dźwięku przez przejściówkę USB-minijack, więc nasz sprzęt źródłowy musi mieć funkcję wysyłania audio przez uniwersalną magistralę szeregową.

Jeśli chodzi o zmiany ustawień, które możemy wprowadzić z poziomu samych słuchawek, to szczerze mówiąc „nie ma szału”. W konfiguracji „prosto z pudełka” zyskujemy dostęp do kontroli głośności z 2.4 GHz i Bluetooth, zmiany balansu chat/gra, przełączania nadajników CrossPlay 2.0 i wyciszania mikrofonów. Niewiele tego.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Pełen potencjał możemy rozwinąć dopiero po zainstalowaniu aplikacji Turtle Beach Swarm II na PC lub urządzenia mobilne. Obie wersje oferują niemal identyczną funkcjonalność, choć edycja dla komputerów stacjonarnych pozwala wybrać sterownik dźwięku wykorzystywany przez urządzenie (różnią się one dostępnymi formami spacjalizacji dźwięku). Do najważniejszych opcji dostępnych w programie Turtle Beach Swarm II można zaliczyć:

  • kontrolę nad głośnością słuchawek i mikrofonu
  • zmianę sterownika dźwięku, konfigurację funkcji czat/gra i Chat Boost (tylko PC)
  • ustawienia bramki szumów mikrofonu
  • włączanie technologii wirtualizacji dźwięku przestrzennego
  • zmianę ustawień Superhuman Hearing
  • konfigurację ANC
  • szczegółowe ustawienia korektora graficznego
  • mapowanie elementów sterujących
  • zmianę ustawień oszczędzania energii i skrótów klawiszowych
Turtle Beach Stealth Pro II
Ładowarka i nadajnik w jednym. Sprytne.

Kwestia głośności nie jest trudna do zinterpretowania, więc przejdźmy od razu do spornej funkcji balansu sygnału z chatu oraz z gry (to pewne uproszczenie). Przypomnę: według Turtle Beach słuchawki w wersji Xbox nie pozwalają na takie zabawy w połączeniu z komputerami osobistymi, tylko z konsolami MS. To jednak nie do końca zgodne ze stanem faktycznym.

Jeżeli w aplikacji Swarm II zmienimy sterownik dźwięku słuchawek na Waves Audio, to na naszym PC pojawia się nowe urządzenie: „Headset Chat (Turtle Beach) (Virtual Audio Device)”. To „udawany” odbiornik sygnału, który ustawiamy jako głośnik w aplikacji do komunikacji (Discord etc.). Kontrola balansu chat/gra oraz Chat Boost działają wtedy jak złoto, więc dostajemy sprzęt bardziej wszechstronny, niż sugerował producent.

O ile bramka szumów zakładana na sygnał z mikrofonu jest dość standardowym, a często wręcz pożądanym rozwiązaniem, tak Turtle Beach udostępniło nam dodatkową opcję w postaci filtra wspomaganego przez AI. Działa to dość prosto: algorytm obniża wartość progową odcięcia, gdy wykryje nasz głos lub inny pozornie istotny dźwięk, a podbija treshold w trakcie pozornej ciszy. Dość praktyczne.

Moim zdaniem dobrym krokiem ze strony Turtle Beach było dołączenie dożywotniej licencji na Dolby Atmos. Dla porządku przypomnę, że headset od Żółwików nie odbiega swoją budową od innych zestawów — próżno tu szukać większej liczby przetworników niż standardowe dwa. Rozwiązanie Dolby, tak samo zresztą jak pomysły konkurencji, bazuje na wirtualizacji, czyli „udawaniu”, że dźwięk dobiega z systemu przestrzennego.

Dolby Atmos uruchomimy na kompatybilnych urządzeniach, a w przypadku PC teoretycznie powinniśmy pamiętać o zmianie sterownika audio w Swarm II na Dolby (choć wirtualizację da się włączyć nawet z poziomu rozwijanego menu ustawień dźwięku). Bardziej szczegółowa konfiguracja, w tym EQ obejmujący uprzestrzennienie i normalizację głośności znajdziemy za to w aplikacji Dolby Access.

Producent oddał w nasze ręce również alternatywne rozwiązanie w postaci Waves 3D. To pojawiało się już wcześniej w headsetach od Amerykanów i tak samo wymaga zaznaczenia odpowiedniej opcji w dedykowanym programie od Żółwików. Nie byłem wcześniej wielkim fanem wirtualizacji od Waves, bo lubiła nieco za mocno „przydudnić” basem i silić się na efekt „wow”, ale mam nieodparte wrażenie, że to się nieco zmieniło.

No dobrze, może nadal jest ona nieco efekciarska, ale nie da się odmówić, że scena poszerza się w stosunku do odsłuchu bez spacjalizacji (choć zyskuje nieco pogłosu), a dźwięk rozjaśnia. Mnie najbardziej odpowiada sound w presecie Movie, bo Games za bardzo „trąci puszką”, a Music zostawia pewien niedosyt w dolnej części pasma, a podkręca środek. Oczywiście wszystko jest kwestią gustu, ale tak czy inaczej, jestem pozytywnie zaskoczony.

Superhuman Hearing to legalny sposób inżynierów z San Diego na „oszukiwanie” w grach, przynajmniej w teorii. Jak nietrudno się domyślić, mówimy o uwydatnianiu częstotliwości ułatwiających nam wykrycie przeciwników w kompetytywnych grach sieciowych. Standardowo dostajemy trzy opcje: Legacy, Gunshots i Footsteps, które podkreślają konkretne efekty w zadanym przez nas stopniu.

Dźwięk podczas gry jest wtedy zniekształcony, ale wystrzały czy kroki faktycznie słychać lepiej. Jeżeli obrócimy się kilka razy naszą postacią, namierzymy naszego oponenta kroczącego korytarzem jeszcze zanim będziemy mieli szansę go zobaczyć (lub on nas, co ważniejsze). Intensywność SH można dość płynnie regulować w aplikacji, a nawet aktywować i dezaktywować za pomocą przycisku zasilania.

Turtle Beach Swarm II
Taki EQ to ja rozumiem, nawet jeśli najchętniej używam totalnie płaskich ustawień.
■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

ANC, czyli aktywna redukcja szumów, pozwala wyciąć z tła nieraz irytujące, stałe zakłócenia takie jak dźwięk odkurzacza, wentylatora w komputerze albo pompy powietrza w akwarium. Pewną odmianą tej technologii jest dokładna odwrotność eliminacji niechcianych hałasów, czyli tryb Ambient — pozwala on zachować większą czujność w świecie zewnętrznym, na przykład na spacerze.

W modelu Stealth Pro II dostajemy też możliwość regulacji intensywności tych efektów, dzięki czemu łatwiej znajdziemy złoty środek między zmniejszeniem/wzmocnieniem sygnałów dookoła. Część osób (ze mną włącznie) woli zrezygnować z nadmiernej ochrony, by zachować najbliższe oryginału brzmienie słuchanych treści. W dobrych warunkach możemy bez problemu zwyczajnie wyłączyć ANC, nawet z poziomu samych słuchawek.

Ku mojej wielkiej uciesze producent zadbał o dość rozbudowany, 10-punktowy korektor graficzny. Wstępnie przygotowano 4 presety: płaski (dumnie nazwany Signature Sound), z podbitym basem, z podkręconymi tonami niskimi i wysokimi oraz uwydatniający głos. Możemy też przygotować i zapisać w pamięci wewnętrznej urządzenia 5 dodatkowych ustawień brzmienia, choć wspólnych dla wszystkich profili.

Na równie bogatą konfigurację możemy liczyć w kwestii rejestrowania naszego głosu. Szczegółowy (jak na sprzęt służący głównie do komunikacji) EQ pozwala uwydatnić interesujące nas częstotliwości, a w Swarm II znajdziemy także kilka przygotowanych wstępnie ustawień. Jest więc spora szansa, że niezłej jakości mikrofon zewnętrzny obecny w zestawie zbliży się brzmieniem do naszych oczekiwań.

Muszę przyznać, że hasło „mapowanie elementów sterujących” kojarzy mi się z bardziej rozbudowanym zestawem możliwości, niż ma to miejsce w przypadku Turtle Beach Stealth Pro II. Mimo wszystko dobrze, że producent w ogóle przewidział taką opcję, a dostępne alternatywne funkcje przycisku MODE i jednej z rolek głośności mogą być przydatne.

Na całe szczęście do guzika trybu możemy przypisać rolę przełącznika presetów equalizera — w innym wypadku byłoby to olbrzymie przeoczenie. Co prawda wtedy tracimy dostęp do switcha ANC, ale cóż… najwyraźniej nie można mieć wszystkiego. Trochę szkoda, że słuchawki informują nas o wybranym presecie tylko liczbą „piknięć” zamiast wypowiadanej formułki, ale to kwestia drugorzędna.

Nieźle przemyślano funkcje proponowane dla programowalnego kółka. Dostajemy wybór między głośnością monitorowania mikrofonu, siłą bramki szumów rejestratora, wzmocnieniem basów lub „trebli” oraz balansowaniem sygnału na linii chat/gra. Co prawda nie przygotowano żadnego sygnału „końca zakresu”, ale to detal.

Nie zabrakło także sekcji dotyczącej oszczędzania energii, tworzenia skrótów klawiszowych do obsługiwania headsetu bez jego dotykania czy zarządzania adapterami USB. W połączeniu z odnośnikami do różnych ustawień dźwięku systemu Windows Swarm II w wersji pecetowej może się naprawdę podobać.

Ku mojemu zaskoczeniu, nawet nie mogę za bardzo narzekać na problemy z aktualizacją samego softu czy firmware’u słuchawek — procesy te bywały problematyczne w przeszłości, jednak oprogramowanie z palemką sprawia wrażenie stabilniejszego, niż jeszcze chwilę przed niniejszym testem. Mam nadzieję, że tak pozostanie na dłużej.

Oczywiście, aplikacji nadal zdarzają się proste wpadki, takie jak wyświetlanie nieaktualnych informacji o ustawionej w systemie jakości dźwięku, pozorny brak łączności wymagający zamknięcia okna czy sugerowanie, że sprzęt działa w trybie Xbox mimo 100% ustawienia go pod PC. To jednak detale wersji na komputery osobiste, a edycja mobilna też spisuje się w porządku. O ile widzi słuchawki.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Kilka razy byłem zmuszony usuwać headset i parować go z BT na nowo, na szczęście w końcu apka Swarm II dogadała się z urządzeniem. Co jednak z pewnością nie działa, to próba komunikacji ze słuchawkami, gdy te są w trybie Bluetooth LE. Nie wiem, od czego to zależy i w zasadzie nie musi mnie to obchodzić — sprzęt z segmentu premium powinien działać bez zarzutu albo chociaż informować o swoich ograniczeniach.

3. Jak to działa i brzmi, czyli Turtle Beach Stealth Pro II w praktyce

Turtle Beach Stealth Pro II
Słuchawki leżą dobrze na prawie każdej głowie.

Budowę oraz konfigurację zestawu słuchawkowego mamy za sobą, ale oczywiście test Turtle Beach Stealth Pro II nie byłby kompletny bez sprawdzenia headsetu podczas słuchania muzyki, oglądaniu filmów czy przede wszystkim zabawy w grach. Zabrałem się do pracy w takiej właśnie kolejności.

Szczerze? Byłem entuzjastycznie nastawiony do recenzowanego sprzętu od Żółwików jeszcze zanim założyłem go na głowę — wszystko dlatego, że na pokładzie znalazły się dwudrożne drivery Eclipse, które bardzo miło wspominam z modelu Stealth 700 Gen 3. Jakież było moje zaskoczenie, gdy w pierwszym kontakcie topowy komplet wydał mi się nieco jaśniejszy w brzmieniu.

700-tki od wyjęcia z pudełka sprawiały wrażenie minimalnie mocniejszych w dolnej części pasma i bardziej zamkniętych, co może wynikać z kształtu muszli i materiału wyściółki. 60-milimetrowe Eclipsy jednak nie straciły nic ze swojego ciosu, a do uzyskania podobnego brzmienia wystarczyło podciągnąć niższe częstotliwości o raptem 1 dB, choć równie dobrze można się przez chwilę przyzwyczaić do nowej specyfiki dźwięku.

I tak nasza gwiazda dostała nie lada wyzwanie, na którym w przeszłości wyłożyło się kilka headsetów. Zacząłem od poszukiwania nowych szczegółów i przestrzeni między instrumentami w klasyce oraz ulubionych OST (Ghost of Tsushima, Stellar Blade, NieR: Automata), przewinęło się też Cream. Mimo swojego sporego rozmiaru przetworniki pozostały precyzyjne, nie ucinały detali, ale też nie powodowały uczucia nieprzyjemnego wiercenia w uszach. Plusik.

Rozgrzewka się jednak skończyła i przyszedł czas na zabójców systemów audio — przekrojówka przez dyskografię Slayera potrafi zmusić do kapitulacji niejeden sprzęt. Dość wspomnieć, że całkiem miło grające, otwarte Atlasy Air, czy nawet 50-mm głośniki TriForce w razerowskich Kaira HyperSpeed nie do końca dobrze się tu spisały. Cóż, dla żółwiowych „prosiaczków” to był wymarzony scenariusz.

W skrócie: dały radę oddać wszystko, włącznie z hałasem ze starych płyt czy wykraczającym poza zwykłe „mięcho” ciosem riffów z Repentless (strzały w blachy w When the Stillness Come i Pride in Prejudice pięknie się zgrywały z resztą). Ba, nawet stary dobry, choć pełen bałaganu Angel of Death zyskał mnóstwo surowej energii. Obroniły się też płyty Nevermore, Gojiry czy jeszcze cięższych zespołów, więc dla mnie headset zdał egzamin na trzy szóstki.

Turtle Beach Stealth Pro II
Nawet pokrętła są z aluminium.

Wobec takiego sprawdzianu odsłuch muzyki z Alana Wake’a 2 czy Cyberpunk 2077 nie stanowiły żadnego zagrożenia dla wystawionej wcześniej noty. Podsumowując, mamy do czynienia ze świetnym zestawem, który jest w stanie zreprodukować bardzo dobrej jakości dźwięk, nie gubiąc detali nawet w gęsto tkanych, intensywnych utworach. Co więcej, działa tak nawet na płaskim EQ, a na wszelkie (nawet drobne) korekty reaguje w odczuwalnym stopniu.

Mający sprawdzić wszechstronność Turtle Beach Stealth Pro II test filmowy obejmował zarówno kinowe blockbustery pokroju pierwszej Diuny na Blu-ray UHD, jak i programy dokumentalne z platform streamingowych, stare kino oraz najtrudniejsze z możliwych zadań — polskie seriale (z recenzenckiego obowiązku, nie dla przyjemności). Poszło lepiej, niż się spodziewałem.

Choć wstępnie przygotowałem programowalne pokrętło lewej słuchawki do podbijania wysokich tonów, to nawet z niego nie skorzystałem. Odtwarzany dźwięk był klarowny i szczegółowy, a dialogi były słyszalne zawsze wtedy, gdy twórcy filmu to zaplanowali. Jedyne, co mi przeszkadzało, to drobny niedosyt głośności podczas odtwarzania treści z Netflixa na telefonie, co jednak nie było w żaden sposób związane z samymi słuchawkami.

Turtle Beach Stealth Pro II
Gdyby tylko dało się tak samo łatwo wymienić baterię u siebie. Swoją drogą — akumulator nie wygląda trochę jak w starej Nokii?
■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Nie zauważyłem za to osławionych nieznośnych opóźnień audio, gdy korzystałem z kodeka LDAC, nawet w produkcjach nastawionych typowo na akcję. Prawdą jest, że w opcjach programisty ustawiony był tryb optymalny dźwięku HD, więc mogło dochodzić do chwilowych spadków przepustowości, ale w żadnym momencie tego nie odczułem.

Przejdźmy zatem do najważniejszego: jak Turtle Beach Stealth Pro II sprawdza się grach? By w pełni wykorzystać potencjał headsetu, przetestowałem go w kilku produkcjach z różnych gatunków. Oto tytuły, na które postawiłem:

  1. Counter-Strike 2
  2. Dune: Awakening
  3. Final Fantasy XVI
  4. Forza Horizon 6
  5. Spiritfarer (Android)

O ile do samego CS’a nigdy nie miałem większych zastrzeżeń, tak zdecydowanie nie jestem fanem rozgrywki z innymi graczami — to kwestia mojego braku skilla, jak przypuszczam. Tak czy owak, popularna strzelanka od Valve stanowi idealny poligon doświadczalny dla funkcji Superhuman Hearing.

Przygotowane przez producenta presety spełniają swoje zadanie, a dźwięki wystrzałów czy kroków są istotnie wyciągane z tła. Nie zmienia to faktu, że o ile bez najmniejszego problemu ocenimy, czy nasz oponent przybywa z lewej, czy prawej strony, to oczywiście dookreślenie kierunku na liniach przód-tył i góra-dół nie jest już takie proste. Wynika to ze stereofonicznego charakteru urządzenia i nie spotkałem się z zestawem, który robiłby to lepiej.

Counter-Strike 2
W CS’ie nie ma litości, trzeba wykorzystywać każdą okazję do zdobycia przewagi.

Choć już w filmowej części testu odwiedziłem Arrakis, to nie mogłem powstrzymać się przed ponownym zagłębieniem się w piaskach królestwa Szej-Huluda. Dune: Awakening przy okazji oferuje pełne wsparcie dla Dolby Atmos, więc liczyłem na znakomite wrażenia podczas rozgrywki.

Nie rozczarowałem się, a gamingowy zestaw słuchawkowy z San Diego podkręcił emocje z kolejnych przygód w tak nieprzyjaznym świecie. I tak efekty wystrzałów, odgłosy pojazdów czy dźwięk butów osuwających się na wydmach tworzyły spójną z obrazem scenę, a ryk wiecznie goniącego mnie czerwia sprawiał, że niemal wstawałem z kanapy, by salwować się ucieczką. Tu od razu wspomnę, że odradzam gwałtowne ruchy z testowanym modelem na uszach.

Rzecz w tym, że słuchawki co prawda są bardzo wygodne i dobrze leżą na głowie, ale nieszczególnie się jej trzymają. O ile pozostajemy w miarę w pionie, to sytuacja jest pod kontrolą — problem zaczyna się na przykład podczas sprzątania. Sprzęt jest nad wyraz chętny do opuszczenia pochylonej łepetyny, a jeżeli ktoś nie ma szczęścia, to może za chwilę zbierać mimo wszystko dość wartościowy headset z podłogi (co u mnie na szczęście się nie stało).

Dune: Awakening
Kolekcja wiosna/lato/jesień/zima prosto z Arrakis.

Final Fantasy XVI potrafi wciągnąć mnie na długie godziny i padam ofiarą syndromu „jeszcze jednego questa” dużo częściej, niż bym sobie tego życzył. Z drugiej strony mogłem dzięki temu sprawdzić długofalowy komfort użytkowania testowanego modelu, choć przede wszystkim skupiałem się na jakości zabawy.

Korytarzowy, ale mimo wszystko atrakcyjny świat przedstawiony w nieco zapomnianym hicie jRPG nabrał dodatkowych kolorów, kiedy mogłem usłyszeć wszystkie przygotowane przez twórców atrakcje. Rozmowy NPC, odgłosy żwiru pod nogami, dźwięki podczas walk czy przede wszystkim znakomita muzyka sprawiły, że jeszcze bardziej zaangażowałem się w przygodę Clive’a i spółki, nawet jeśli sama produkcja ma swoje słabsze (lub zwyczajnie głupiutkie) strony.

Forza Horizon 6 stanowi krok naprzód pod względem oprawy audio w stosunku do poprzedniej części, więc to niezły kandydat do testowania słuchawek. To jak spisał się zespół Playground Games w tworzeniu odświeżonej warstwy dźwiękowej to jedno, ale headset od Turtle Beach dał prawdziwy popis. Z wielką radością zmieniłem kamerę na widok z kokpitu, by wsłuchiwać się w pieśń tłoków, turbin, dolotów i wylotów. Taka motosymfonia.

Final Fantasy XVI
Bunkrów może nie ma, ale też jest… sympatycznie.
■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Przydała się tu bardzo duża precyzja i wszechstronność przetworników Eclipse. Z jednej strony niski bulgot niemal trzęsie naszą głową, a z drugiej nie tracimy nic z efektów operujących na wysokich tonach. Dzięki temu wrażenia z jazdy są bardzo intensywne i choć nie wiem, w jakim stopniu realistycznie to wszystko brzmi (nie miewam częstych kontaktów z takimi autami), to zdecydowanie możemy mówić o istotnym podbiciu immersji i przyjemności z zabawy.

Na koniec sparowałem model Stealth Pro II z telefonem i odpaliłem dwie rzeczy. Najpierw wróciłem do FH6 w aplikacji GeForce NOW i przekonałem się, że apka Zielonych nie dogaduje się z kodekiem LDAC — dźwięk był bardzo zniekształcony, za to na LC3 było w porządku. Następnie szukałem gry uruchamianej lokalnie na Androidzie.

Od miesięcy na moim telefonie czeka uroczy indyk z charyzmatyczną Stellą w roli głównej. Spiritfarer: The Farewell Edition to pełna nadziei i pozytywnych emocji produkcja o przemijaniu, w której mimo wszystko poważna tematyka zachęca do bardziej intymnego doświadczania gry, najlepiej ze słuchawkami na uszach.

Forza Horizon 6
I cóż, że ze Szwecji?

Muszę nadmienić, że tym razem nie było najmniejszych problemów ze współpracą z leciwym kodekiem Hi-Res od Sony. Co więcej, nie odczułem opóźnień dźwięku i ich negatywnego wpływu na rozgrywkę, choć po części może to być kwestia nieco mniej dynamicznego charakteru przygód następczyni Charona.

Niezależnie od wybranej przeze mnie produkcji zabawa przebiegała bezproblemowo, a ewentualne zmiany konfiguracji można dość szybko wprowadzić z poziomu aplikacji na urządzenia mobilne lub PC. W każdym scenariuszu użytkowania słuchawki pokazały kawał dobrego brzmienia, choć przy połączeniu przez BT w moim odczuciu bywały zbyt ciche podczas oglądania na Netflixie — nie uciekało nic z delikatnych detali, ale najmocniejsze dźwięki miały za słaby cios.

Headset współpracując z PC za pośrednictwem adaptera lub stacji dokującej oferuje bezprzewodowy dźwięk Hi-Res z bardzo niskimi opóźnieniami. Zdecydowanie warto postawić na to rozwiązanie, bo podkręca emocje z rozgrywki, jednocześnie nie wpływając negatywnie na naszą responsywność. Całkiem dobrze wypada też audio przez Bluetooth, zarówno przez wysokiej jakości LDAC, jak i szybki LC3 (bez plusa).

Spiritfarer
Tu trzeba mieć łeb na karku, żeby wszystkiego dopilnować.

No dobra, szczerze: czy słyszę różnicę między 48 kHz/24- bit a osławionym 96 kHz/24-bit? Nie jestem przekonany, ale też nie o mnie i mój słuch tutaj chodzi. Rzecz w tym, że dostajemy znakomicie grające słuchawki gotowe na niemal każde wyzwanie filmowo-gamingowo-muzyczne, które przed nimi postawimy — nawet jeśli dysponujemy wyjątkowo rozwiniętymi zmysłami.

Dołączony do zestawu mikrofon nienagannie spełnia swoje zadanie, choć nadal nie stanowi on pełnoprawnego zastępstwa dla dużego rejestratora pojemnościowego. Możemy więc bardzo komfortowo porozumiewać się z członkami naszej drużyny czy brać udział w wideokonferencjach, ba, nawet przeprowadzić audycję z rozgrywki i tym podobne, ale nie należy oczekiwać studyjnej jakości nagrań.

Świetną sprawą jest także system wbudowanych mikrofonów, które nie tylko pozwalają na rozmowy telefoniczne bez podłączania pałąka z dużym „majkiem”, ale odpowiadają za sprawnie działającą aktywną redukcję szumów. To właśnie dzięki nim (oraz niezłej, ale nie przesadzonej pasywnej izolacji) możemy pozbyć się z tła różnych „przeszkadzaczy” utrudniających pełne wsiąknięcie w rozgrywkę.

Baterii niby nie trzeba pilnować, ale przezorny zawsze ubezpieczony.

Wszystko to wraz z wysokim komfortem użytkowania sprzętu zachęca, by oderwać się od biurka i zabrać headset na spacer lub zaprosić do współpracy podczas wykonywania domowych obowiązków. I tu właśnie pojawia się problem, który moim zdaniem stanowi największą wadę testowanego zestawu — słuchawki spadają z głowy przy byle pochyleniu lub dynamiczniejszym ruchu, a o takie przecież nietrudno na przechadzce po mieście.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Odrobinę przeszkadza mi także chyba nie do końca przemyślany schemat obsługi urządzenia pod względem mocnego uzależnienia od aplikacji. Wyraźnie widać, iż producent założył stałą obecność smartfona pod ręką, co oczywiście nie jest odosobnionym przypadkiem, ale więcej kombinacji klawiszy lub zastąpienie prostych piknięć instrukcjami głosowymi z pewnością by nie zaszkodziło.

4. Test Turtle Beach Stealth Pro II — podsumowanie recenzji

Turtle Beach Stealth Pro II
Nie jest to może najbardziej odkrywczy design na rynku, ale nadal dostajemy kawał eleganckiego sprzętu.

Tym sposobem dogłębnie poznaliśmy prawdziwe oblicze flagowego zestawu słuchawkowego od Amerykanów, przyszła więc pora zważyć jego mocne i słabe strony. Jak to zatem jest: czy Turtle Beach Stealth Pro II to warty uwagi, bezkompromisowy headset dla graczy, czy przereklamowany system audio bez polotu? Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to pierwsza odpowiedź jest prawdziwa.

Zacznijmy od łatwiejszego zadania, czyli wskazania plusów urządzenia. Testowane słuchawki wyposażono w stosunkowo duże, oferujące zarówno mocny bas, jak i wyraźne detale 60 mm przetworniki Eclipse, których jakość pozwala im pracować w zakresie 20 – 40 000 Hz. Drugim wielkim atutem sprzętu jest certyfikowany dźwięk Hi-Res Audio Wireless zarówno przy połączeniu przez adapter 2.4 GHz i Bluetooth.

System audio z San Diego został wykonany z bardzo dobrych materiałów, a sam design headsetu również nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Do tego należy pamiętać o sprawnym ANC, szerokiej kompatybilności, wymiennych akumulatorach, zaawansowanym mikrofonie, wzorowym wyposażeniu zestawu, wysokiej konfigurowalności oraz komforcie użytkowania.

Dostajemy więc akcesorium, które bez wahania można określić mianem kompletnego, choć nie idealnego. Nie da się jednak ukryć, że wskazane przeze mnie minusy słuchawek nie dla każdego muszą stanowić realną wadę, a i tak ich kaliber jest nieporównywalnie mniejszy od wskazanych wcześniej argumentów na plus.

Co zatem nie zagrało? Trochę brakuje wsparcia kodeka LC3Plus na urządzeniach mobilnych, bo leciwy LDAC nie zawsze dobrze współpracuje z niektórymi aplikacjami (na przykład z GeForce NOW). W ogóle wykorzystanie BT w standardzie 5.3 nieco dziwi swoim brakiem aktualności, wszak w chwili pisania niniejszej recenzji jesteśmy już dłuższy czas po wdrożeniu wersji z 6-tką na początku. Wszystko działa poprawnie, ale mogło być lepiej.

Nieco irytujące bywały też drobne potknięcia aplikacji w obu dostępnych formach (mobilna i PC), a brak komunikacji między apką a urządzeniem w trybie BT LE na smartfonie jest uciążliwy. W moim odczuciu największym mankamentem była za mała stabilność sprzętu na głowie — upadek słuchawek na podłogę lub chodnik w trakcie odkurzania czy spaceru stanowi tu realne zagrożenie. Uwierzcie, nie chcecie tego.

Komu zatem mogę polecić testowany headset? Z pewnością każdemu graczowi marzącemu o osobistym zestawie audio z najwyższej półki, który spisze się doskonale nie tylko podczas intensywnej rozgrywki, ale też przy oglądaniu filmów, słuchaniu muzyki, prowadzeniu transmisji czy odbywaniu ważnych wideokonferencji. Jednym słowem mamy sprzęt do wszystkiego, pod warunkiem że zostajemy względnie bez ruchu.

Muszę przyznać, że dużo oczekiwałem po modelu Stealth Pro II jeszcze zanim go dotknąłem, ale obawiałem się też pewnych niedociągnięć, głównie pod względem programowym. Ostatecznie zarówno hardware, jak i software spisały się lepiej, niż się spodziewałem, a Turtle Beach może dopisać sobie do listy osiągnięć dołączenie do branżowej elity z „odznakami” Hi-Res Audio Wireless na koncie. Co jednak najważniejsze, ten sprzęt po prostu znakomicie brzmi.

Turtle Beach Stealth Pro II

Na plus

  • Rewelacyjne brzmienie
  • Dźwięk wysokiej jakości również w trybach bezprzewodowych
  • System podwójnej łączności 2.4 GHz i BT
  • Możliwość łączności przewodowej
  • Wymienne akumulatory
  • Skuteczne ANC
  • Bardzo dobry, odłączany mikrofon z funkcją flip-to-mute
  • Materiały bardzo dobrej jakości
  • Wysoki komfort użytkowania
  • Szeroka kompatybilność
  • Wbudowana pamięć na 9 presetów equalizera i 5 profili ustawień
  • Kompletne wyposażenie w zestawie
  • Dużo elementów sterujących
  • Bezpieczne, wygodne etui
  • Elegancki design

Na minus

  • Za mała stabilność na głowie
  • Okolicznościowe bugi oprogramowania
  • Brak kompatybilności aplikacji mobilnej z połączeniem Bluetooth LE
  • Wstępne mapowanie przycisków nie jest optymalne
  • Brak wsparcia LC3Plus na urządzeniach mobilnych

Jakub Foss

Turtle Beach Stealth Pro II to bezprzewodowe słuchawki gamingowe dla najbardziej wymagających użytkowników. Amerykański headset może pochwalić się świetnym, pełnym brzmieniem, znakomitym wykonaniem, systemem podwójnej łączności bezprzewodowej, dobrym odpinanym mikrofonem, wysokim komfortem użytkowania oraz nienaganną jakością dźwięku. Ewentualne mankamenty to detale, takie jak zbyt mocne postawienie na używanie aplikacji nawet do podstawowych funkcji, drobne bugi w oprogramowaniu Swarm II czy nie do końca praktyczne zastosowanie dostępnych elementów sterujących, a największy minus stanowi za słaba stabilność na głowie — nie da się jednak ukryć, że w sprzęcie dla graczy to kwestie drugorzędne. Bez żadnych wątpliwości mamy do czynienia ze słuchawkami klasy premium, które rewelacyjnie spiszą się na stanowisku każdego, nawet obdarzonego dobrym słuchem fana wirtualnej rozrywki.

Ocena końcowa: Zdecydowanie godne polecenia

O autorze
Jakub Foss
Zastępca redaktora naczelnego

Od trzech dekad zapalony miłośnik gier komputerowych. Od przyjaźni z Commodore, przez konsolki i konsole miał przyjemność dotrzeć do ekosystemu Xboxa. Zobacz więcej...

Niektóre odnośniki w powyższej publikacji to linki afiliacyjne. Jeżeli klikniesz taki link i dokonasz zakupu, otrzymamy niewielką prowizję, a Ty nie poniesiesz żadnych dodatkowych kosztów. | Etyka redakcyjna

Zastanawiasz się nad zakupem subskrypcji Xbox Game Pass Ultimate? Skorzystaj z naszych poradników i oszczędź nawet 80% ceny!

Dyskusja na temat wpisu

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Mimo że pozwalamy na komentowanie osobom bez konta na platformie Disqus, to i tak zalecamy jego założenie, bo wpisy gości często trafiają do spamu.

Ładowanie kolejnych wpisów...
Nie przepłacaj!
Zgłaszanie błędu

Błędy zdarzają sie każdemu, nawet nam. Jeżeli uważasz, że w niniejszej publikacji coś się nie zgadza, to poinformuj nas o tym korzystając z formularza poniżej. Autor tekstu otrzyma Twoje zgłoszenie, dzięki czemu będzie mógł go poprawić, jeśli zajdzie taka potrzeba.