Dobry kontroler do gier to bez dwóch zdań jeden z najważniejszych warunków, by w pełni cieszyć się angażującą rozrywką w wielu tytułach. Postępująca unifikacja co prawda odarła większość dostępnych propozycji z oryginalności, ale nadal na rynku trafiają się wyjątkowe, wyróżniające się urządzenia.
Spis treści
Mniej oczywistą ścieżką kroczy między innymi amerykańskie Turtle Beach, które weszło w sektor gamepadów „dopiero” w 2021 roku, a już zdążyło wyraźnie zaznaczyć swoją obecność. Miałem okazję zaprzyjaźnić się bliżej z przyciągającym spojrzenia modelem Stealth Ultra — pierwszym bezprzewodowym wolantem w portfolio producenta.
Czy kontroler z palemką w logo to tylko „czaderski” gadżet, czy naprawdę godny pochwały sprzęt? Jakie funkcje i udogodnienia dla graczy znalazły się na pokładzie? Co jednak absolutnie najważniejsze: jak się na tym gra? Zapraszam do lektury mojej recenzji, będącej owocem kilku tygodni wspólnych przygód!
Turtle Beach Stealth Ultra — najważniejsze parametry

Mimo obecności pewnych cech wyróżniających model Stealth Ultra na tle konkurencji, główne zasady działania urządzenia pozostają tożsame, podobnie jak zestaw możliwych do opisania parametrów. Z perspektywy graczy to właściwie dobra informacja — dzięki temu łatwiej zrozumieć potencjał sprzętu już na etapie poznawania specyfikacji.
Na co jednak warto zwracać szczególną uwagę? Tematem tym zajmowaliśmy się już na naszym portalu w artykułach dotyczących godnych polecenia gamepadów do komputera oraz najlepszych kontrolerów do telefonu, jak również przy okazji innych recenzji wolantów. Wszystkich chętnych nieco odświeżyć sobie tę wiedzę serdecznie zachęcam do lektury.
Do najważniejszych cech kontrolerów do gier wymieniłbym technologię wykonania analogów i spustów, rodzaj przełączników pod przyciskami, częstotliwość raportowania, kompatybilność z różnymi platformami do gier, dostępne rodzaje łączności, konfigurowalność urządzenia, jakość zastosowanych materiałów oraz dodatkowe udogodnienia dla graczy. Oficjalna specyfikacja testowanego modelu wygląda następująco:
- Kompatybilność: Xbox Series X|S, Xbox One, PC, urządzenia mobilne, Smart TV
- Łączność: bezprzewodowa (adapter 2.4 GHz i Bluetooth) / przewodowa
- Liczba przycisków: 23 (w tym 4 programowalne)
- Układ głównych elementów sterujących: analogiczny do Xbox Series X|S
- Wibracje: tak
- Dodatkowe funkcje: 4 przyciski w uchwytach, blokada spustów, aplikacja sterująca, komunikacja przez Bluetooth, kolorowy wyświetlacz, odłączany kabel USB, port minijack 3,5 mm
- Dodatkowe wyposażenie: stacja dokująca, adapter 2.4 GHz, 3 m przewód USB-C -> USB-A, etui, 4 gumowe nakładki na analogi
- Waga: 246 g
- Cena: ~ 650-850 zł

Już po powyższych danych widać, że mamy do czynienia z urządzeniem z wyższej półki, w dodatku wyposażonym w kilka dodatkowych atrakcji jak kolorowy wyświetlacz. Warto także pochwalić szeroką kompatybilność i kilka dostępnych rodzajów komunikacji, w tym połączenie przez Bluetooth ze smartfonami czy Smart TV — w dobie coraz lepszego streamingu gier te formy zabawy moim zdaniem będą zyskiwać na popularności.
Producent przygotował jednak jeszcze więcej „ciekawostek” mających bezpośredni wpływ na jakość czasu spędzanego z kontrolerem, a każda z nich zdecydowanie zasługuje na omówienie. By zachować optymalną czytelność tekstu, test Turtle Beach Stealth Ultra podzieliłem na następujące podrozdziały:
- Zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia
- Proces instalacji na komputerze PC oraz konsolach
- Oprogramowanie i konfiguracja gamepada
- Jak się na tym gra, czyli Turtle Beach Stealth Ultra w praktyce
- Podsumowanie

Co ważne: gamepad przez większość czasu współpracował ze stosunkowo mocnym pecetem, ale podłączałem go także do stareńkiego Xboxa One S, smartfona z systemem Android oraz telewizora z WebOS. Przed zabraniem się do pracy zaktualizowałem także oprogramowanie recenzowanego sprzętu i wszystkich moich urządzeń.
Nim przejdę do dalszej części tekstu, chciałbym bardzo serdecznie podziękować firmie Turtle Beach za udostępnienie mi kontrolera do testu.
1. Turtle Beach Stealth Ultra — zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia






Urządzenie przychodzi w schludnym jasnym pudełku, na którym umieszczono atrakcyjne wizualizacje kontrolera wraz z opisem jego najważniejszych zalet. Na opakowaniu nie zabrakło także informacji o kompatybilności z konsolami Xbox 8. i 9. generacji oraz listy z zawartością zestawu. Co zatem znajdziemy w środku?
Po otwarciu kartonika naszym oczom ukazuje się mocne, czarne etui z fioletową palemką i obszyciem zamka w podobnym kolorze. Nie ukrywam, że zawsze entuzjastycznie reaguję na wszelkie pokrowce, zwłaszcza w przypadku sprzętów tak osobistych i chętnie zabieranych w podróż jak wolanty. Punkt dla „Żółwików”.
Pod spodem znajdziemy skróconą instrukcję obsługi oraz dość skromną naklejkę z tropikalnym logo — jeśli ktoś lubi takie gadżety, to może czuć się nieco zawiedziony, zwłaszcza w zderzeniu z produktami od Glorious, Razera czy im podobnych zawodników. Nie wpływa to oczywiście w najmniejszym stopniu na jakość samego sprzętu. Dobierzmy się do niego.





Kontroler w swoim pokrowcu jest magnetycznie połączony ze stacją dokującą, do której z kolei wpięty jest adapter 2.4 GHz. W schowku górnej osłony umieszczono za to 3-metrowy przewód USB-A -> USB-C oraz cztery gumowe nakładki na grzybki analogów. Czyli wszystko, co moglibyśmy chcieć zabrać na turniej czy wspólne granie u przyjaciół mieści się w jednym, mocnym etui.
Case skrywa jeszcze jeden „sekret”, który początkowo zupełnie przegapiłem, a warto o nim wspomnieć. Na tylnej ścianie pokrowca znajduje się mała gumowa klapka — po jej otwarciu… zyskujemy dostęp do portu USB-C stacji dokującej. Oznacza to, że możemy ładować nasz wolant bez wyciągania go z pokrowca. Proste, a genialne.
Sam „dock” wizualnie sprawia bardzo dobre wrażenie, mimo że nie wyposażono go w efektowne oświetlenie czy zestaw wyjątkowych funkcji. Ot szybka stacja ładowania z miejscem na adapter USB ozdobiona ładnym logotypem Turtle Beach, w dodatku od spodu zabezpieczona antypoślizgową warstwą gumy. Czegóż chcieć więcej?



Przejdźmy do kontrolera. Model Stealth Ultra to bezprzewodowy gamepad o układzie przycisków analogicznym do tego znanego z akcesoriów do Xbox One czy Xbox Series X|S. Jakość zastosowanych materiałów i ogólny design sprzętu umieściłbym na osi czasu właśnie gdzieś pomiędzy tymi dwiema generacjami konsol Microsoftu.
W moim odczuciu wolant jest trochę oldschoolowy, na przykład ze względu na wygląd głównych elementów sterujących (może poza d-padem) czy brak powłok antypoślizgowych na triggerach. Jednocześnie nie zabrakło tu tworzyw „premium”, gumowanych uchwytów, uroczych smaczków (jak dyskretne logo po bokach) czy naprawdę mocnego oświetlenia RGB, o kolorowym wyświetlaczu LED nie wspominając. Niezły fikołek wizualny.
Skupmy się na technikaliach. Analogi typu AntiDrift to nic innego jak joysticki z czujnikami hallotronowymi — możemy więc spać spokojnie bez obaw o uciekający celownik. Do tego zastosowanie technologii magnetycznej przekłada się na zwiększoną precyzję i bardziej perspektywiczną żywotność bądź co bądź kluczowym elementów kontrolera. To bez wątpienia duży plus.

Niestety nie możemy liczyć na takie samo rozwiązanie w przypadku spustów. Triggery, które w dużej części tytułów odgrywają bardzo ważną rolę, nie mają łatwego życia. Sensory z efektem Halla dałyby użytkownikom większą pewność, że sprzęt nie zawiedzie w kluczowym momencie, a co bardziej zaawansowani zawodnicy mogliby nawet poczuć różnicę w precyzji sterowania.
Spusty wyposażono w blokady skracające zakres ruchu łopatek. Nie odnoszę jednak wrażenia, by był tam podsuwany alternatywny „prztyczek” jak na przykład w znakomitym Wolverine V3 Pro od Razera, tylko jakiś element „kończy za nas dzieła”. Oczywiście to najczęściej spotykana wersja i działa ona bardzo poprawnie, a sam Trigger Lock zdecydowanie przypadnie do gustu fanom strzelanek czy gier akcji.
Bezwzględnie na pochwałę zasługuje wykorzystanie mikroprzełączników pod wszystkimi kluczowymi elementami sterującymi, od d-pada, przez kwartet ABXY, bumpery aż po dodatkowe guziki P1-P4. Dzięki temu działają one tak, jakbyśmy klikali główne przyciski myszy, czyli chrupko, precyzyjnie i szybko. Co ważne, cechują się one także dużo większą wytrzymałością sięgającą 5 milionów aktywacji.

Na froncie znajdziemy także przyciski Xbox, Menu, Share i View, jak również niewielki przełącznik Focus, który „przenosi nas” na wbudowany ekran kontrolera. Wyświetlacz nie tylko pozwala zmienić szereg przydatnych ustawień, o czym wspomnę dokładniej w dalszej części tekstu, ale też dostosować oświetlenie RGB wbudowane w uchwyty gamepada.
To ostatnie potrafi być zaskakująco intensywne, co w połączeniu z szeroką gamą obsługiwanych kolorów i efektów daje naprawdę zjawiskowe efekty. Faktem jest, że w trakcie zabawy niezbyt często jest czas podziwiać te wszystkie iluminacje, ale już w przerwach w rozgrywce jak najbardziej sprawia to frajdę.
Warto zwrócić uwagę na obecność gniazda minijack 3,5 mm, dzięki któremu bez problemu podłączymy nasz ulubiony zestaw słuchawkowy. Całkiem zgrabnie osadzono także port USB-C na przedniej ścianie urządzenia — umieszczono go w sporym zagłębieniu, więc wpięty przewód nie „wierci się” w slocie, ale jednocześnie nie blokuje to korzystania z uniwersalnych kabli spoza zestawu.

Ku mojej wielkiej uciesze specjaliści z Turtle Beach nie zrezygnowali z silników wibracyjnych, dzięki czemu kontroler trzęsie się w kluczowych momentach rozgrywki. Wyładowania skupiają się w uchwytach, ale też wyraźnie uderzają w stronę triggerów, do tego ich częstotliwość jest zmienna. Wrażenia jak najbardziej pozytywne, choć efekty mogłyby być jeszcze mocniejsze, ale to kwestia gustu.
Urządzenie wspiera trzy typy połączeń, w tym szybką komunikację bezprzewodową przez adapter 2.4 GHz, łączność przez protokół Bluetooth w wersji 5.1 oraz przewodowy transfer informacji. W zasadzie teoretycznie wyczerpuje to potrzeby lwiej części graczy, choć warto pamiętać o kwestiach kompatybilności. Rozwinę to kawałek niżej.
Niewymienialny akumulator pozwala na zabawę do 30 godzin, a za pomocą stacji dokującej naładujemy go „do pełna” w około 2 godziny. Trzeba przyznać, że to całkiem niezły wynik, do tego w razie czego zawsze możemy podłączyć wolant przewodowo — przyjemna rozgrywka i uzupełnianie energii jednocześnie jest jak najbardziej możliwe.

Muszę podważyć pewne informacje z oficjalnych źródeł, a mianowicie te dotyczące częstotliwości raportowania gamepada. Niezależnie od tego, czy łączymy się z komputerem przez kabel, czy przy użyciu adaptera 2.4 GHz, polling rate w obu przypadkach wynosi 250 Hz. Sprawdziłem to z pomocą programu Polling 2, więc wyniki są dość wiarygodne.
Z perspektywy graczy to oczywiście bardzo dobra wiadomość, bo latencja na wejściu w trybie bezprzewodowym spadła z 8 do 4 ms. Przypuszczam, że jest to zasługa aktualizacji firmware’u, którą przeprowadziłem zaraz po podłączeniu gamepada do komputera, a producent po prostu nie zdążył zaktualizować wszystkich informacji w swoich materiałach. Przy opisie update’u widnieje zapis o poprawie częstotliwości raportowania, tylko trzeba się tam dokopać.
Muszę przyznać, że byłem zaskoczony pojemnością wbudowanej pamięci. Ta pomieści aż 10 pełnych profili ustawień, co zdecydowanie wystarczy do przygotowania się na niemal każdy scenariusz zabawy. To dodatkowy argument, by uczynić z modelu Stealth Ultra swojego towarzysza wyjazdowych potyczek ze znajomymi.

Z dodatkowych gadżetów dostajemy także gumowe nakładki na analogi. W zestawie znajdziemy dwie pary gumek, różniące się kształtem i liczbą antypoślizgowych wypustek. Mam jednak mieszane odczucia co do tego rozwiązania, bo z założonymi analog capami całość staje się dziwnie duża i jakby mniej precyzyjna. Może to kwestia przyzwyczajenia, ale ja na razie podziękuję.
Na koniec wspomnę o dołączonym do zestawu przewodzie USB-A -> USB-C. Trzymetrowy kabel jest zabezpieczony mocnym oplotem i choć do codziennego grania jest nieco zbyt sztywny, to w awaryjnych sytuacjach może posłużyć do zabawy nawet w dość dużej odległości od komputera czy konsoli. Może on również pełnić funkcję przedłużacza stacji dokującej, dzięki czemu nie powinniśmy mieć problemu z uzyskaniem stabilnego połączenia.
2. Turtle Beach Stealth Ultra — proces instalacji na komputerze PC oraz konsolach

Recenzowany kontroler da się podłączyć do naszego sprzętu na trzy różne sposoby: z użyciem adaptera 2.4 GHz, przez Bluetooth oraz za pomocą wspomnianego przed chwilą interkonektora. Żadna z wymienionych metod nie sprawia najmniejszych problemów, chyba że chcielibyście połączyć wolant do telewizora z systemem WebOS. Powraca problem z modelu Stealth Pivot, ale to raczej wina braku wsparcia ze strony LG.
By zapewnić sobie najlepsze wrażenia z rozgrywki, warto postawić na „gwizdek” USB. Ten można podłączyć bezpośrednio do komputera PC czy konsoli Xbox One lub Series X|S, ale domyślnie jest on wpięty do gniazda stacji dokującej. Potem wystarczy wybrać na wbudowanym ekranie gamepada Menu „Connect”, a następnie „Wireless Xbox/PC”, chyba że była to ostatnia wykorzystywana forma komunikacji. Wtedy tylko włączamy oba sprzęty i gotowe.

Połączenie przez Bluetooth rozpoczynamy od wejścia w to samo Menu „Connect”, ale tym razem klikamy opcję „Smart Devices”. Następnie wyszukujemy wolant na naszym smartfonie, tablecie czy Smart TV i parujemy tak jak z każdym innym urządzeniem.
Niestety, jak wspomniałem chwilę wcześniej, sprzęt od Turtle Beach jest rozpoznawany przez mój telewizor i działa w menu, ale aplikacje do streamowania gier go zwyczajnie nie widzą. Znalazłem teoretyczne obejścia problemu w internecie, jednak moim zdaniem nie tędy droga. Może czas, by producenci urządzeń się zwyczajnie dogadali?

Warto pamiętać także o specjalnym quasi-połączeniu w trybie App Link. Ten pozwala nam nie tylko na konfigurację kontrolera z poziomu mobilnej wersji Turtle Beach Control Center 2, ale też umożliwia odbieranie powiadomień z telefonu na wbudowanym ekranie gamepada.
Sprawdziłem również możliwość podłączenia recenzowanego urządzenia do smartfona z Androidem za pośrednictwem adaptera 2.4 GHz i przewodu USB. Niestety model Stealth Ultra nie podejmuje współpracy w takiej formie. Przez to jesteśmy skazani na połączenie przez BT nawet na przenośnych konsolach do gry w chmurze, co nieco ogranicza wszechstronność sprzętu od „Żółwików”. Szkoda.
3. Turtle Beach Stealth Ultra — oprogramowanie i konfiguracja gamepada

Bez wątpienia kontroler od inżynierów z San Diego może pochwalić się wyjątkowymi jak na ten segment urządzeń możliwościami konfiguracji bez dostępu do komputera czy konsoli. Prawdę mówiąc, trudno znaleźć ważne ustawienie, które byłoby ograniczone do dedykowanej aplikacji Control Center 2, ale po kolei.
Wbudowany wyświetlacz pozwala nam na sprawowanie szczegółowej kontroli nad wieloma aspektami pracy z gamepadem, a to między innymi dzięki intuicyjnej konstrukcji poszczególnych segmentów Menu oraz możliwości przedstawienia kontrolek w formie wizualnej. Wśród dostępnych opcji znajdziemy:
- przełączanie się między formami komunikacji bezprzewodowej
- mapowanie dodatkowych przycisków P1-P4
- zmianę martwych stref, konfigurację odpowiedzi oraz kalibrację triggerów i analogów
- zmianę ustawień jasności ekranu, oświetlenia LED i oszczędzania energii
- wybór jednego z 10 zapisanych profili
- kontrolę nad headsetem podłączonym przez minijack
- zmianę siły każdej z czterech stref wibracji
- kontrolę nad efektami świetlnymi
W ramach przypomnienia: do wyboru mamy dwa sposoby na połączenie bezprzewodowe: 2.4 GHz oraz BT. Obok menu „Connect” znajdziemy także przycisk do uruchamiania funkcji App Link, która służy do konfiguracji z poziomu smartfona oraz przesyłania powiadomień z telefonu do gamepada. Proste i skuteczne.

Jeśli chodzi o mapowanie tylnych guzików P1-P4, to możemy im przypisać funkcje innych przełączników dostępnych na kontrolerze (w tym LSB i RSB) lub uczynić z nich tak zwane sprzęgło czułości, tu określane jako Pro-Aim. Działa to na tej samej zasadzie, co przyciski snajperskie w myszkach — gdy dusimy dany prztyczek, kursor na ekranie porusza się wolniej, dzięki czemu zwiększa się precyzja ruchów.
Niestety, mimo obecności czytelnego wyświetlacza oraz pełnoprawnego oprogramowania sterującego na PC, Xboxach i smartfonach, Turtle Beach nie dało nam możliwości programowania krótkich makr czy choćby dwuguzikowych kombinacji. W niektórych grach singleplayer nie byłoby to przecież niczym złym, a część użytkowników z pewnością doceniłaby taką opcję.
Trzeba za to przyznać, że dość rzadko mamy możliwość zmiany ustawień martwych stref analogów i triggerów z poziomu samego urządzenia — tu zrobimy to błyskawicznie dzięki wspomnianemu wyżej wbudowanemu ekranowi. Gdyby tego było mało, to w modelu Stealth Ultra da się także dostosować „odpowiedź” joysticków, czyli dla uproszczenia krzywą czułości.






Do wyboru mamy trzy opcje: standard, precision i fast. Pierwsza z nich to liniowe przeniesienie ruchu analoga na drogę kursora na ekranie, druga jest nieco wolniejsza, zwłaszcza w początkowej fazie, a trzecia umożliwia szybką reakcję już od najmniejszych wartości wychylenia. Biorąc pod uwagę, że zmiany możemy wprowadzić w kilka sekund, można to postrzegać jako bardzo praktyczne rozwiązanie.
Mam pewne wątpliwości dotyczące tak zwanej kalibracji analogów i „cyngli”. Sam proces najwyraźniej polega tylko na sprawdzeniu, czy dany element możemy aktywować w pełnym zaprogramowanym zakresie, jednak nie daje możliwości wprowadzenia żadnej korekty. Działa to podobnie zarówno na poziomie samego sprzętu, jak i programu Control Center 2.
Bez wątpienia na aprobatę zasługuje za to wysoka konfigurowalność headsetów podłączanych do wolanta przez gniazdo minijack. Możemy zatem nie tylko kontrolować ogólną głośność słuchawek, ale też balans czat/gra, głośność mikrofonu (włącznie z błyskawicznym wyciszeniem) oraz jego monitorowanie, jak również zmieniać presety autorskiego equalizera Turtle Beach.






Ba, bez problemu włączymy nawet Superhuman Hearing, czyli podbicie kluczowych dźwięków w kompetytywnych grach. Oczywiście można narzekać na sztywne ustawienia wszystkich wersji korektora graficznego od „Żółwików”, ale nadal jest to ciekawa funkcja, jak również niezły prognostyk na przyszłość.
Producent pozwala nam również ustawić siłę wibracji we wszystkich czterech strefach, zlokalizowanych na uchwytach i triggerach. W przeciwieństwie do modelu Stealth Pivot tu bez wątpienia mamy do czynienia z wyładowaniami w spustach, co zresztą można poczuć podczas konfiguracji efektów haptycznych. To wypada nawet lepiej niż podczas konfiguracji z poziomu aplikacji.
Dostępne efekty świetlne mogą się podobać, zwłaszcza że mamy ich kilka rodzajów. Do tego dochodzi zmiana prędkości oraz kolorów, więc z dużym prawdopodobieństwem każdy dobierze odpowiednie iluminacje do swoich potrzeb estetycznych. Oczywiście wszystkie te pokazy da się po prostu wyłączyć, dzięki czemu oszczędzamy baterię i nie rozpraszamy uwagi.








Warto jednak zwrócić uwagę, że LED-owe paski w uchwytach pełnią też funkcje informacyjne. Gdy przychodzi do nas powiadomienie z telefonu, migają one na ustalony wcześniej kolor, czym powinny przyciągnąć uwagę gracza. Po odczytaniu wiadomości oświetlenie wraca do normy.
Jak wspomniałem, konfiguracja z poziomu aplikacji Control Center 2 oferuje niemal te same funkcje, co zmiana ustawień na wbudowanym ekranie pada. Na dobrą sprawę jedyne różnice stanowi możliwość tworzenia większej liczby profili, niż pozwala pamięć wolanta i wysyłanie ich w miarę potrzeb do urządzenia, dobranie indywidualnego koloru do efektów świetlnych oraz aktualizacja oprogramowania układowego.








Program występuje też w formie mobilnej, jak również można z niego korzystać na konsolach Xbox One i Series X|S, gdzie 1:1 przypomina wersję PC. Co nieco mnie zdziwiło: kiedy podłączyłem akcesorium do smartfona i chciałem właśnie z poziomu urządzenia mobilnego przeprowadzić konfigurację, to gamepad oszalał i resetował się bez sensu.
Właściwie od tego momentu wszystko się posypało, a ja nie mogłem zrozumieć dlaczego. Jedyne, co pomogło, to wymazanie połączeń między wolantem a telefonem i usunięcie danych aplikacji. Wtedy wszystko zadziałało tak, jak należy.
Co ciekawe, w żadnym miejscu nie znalazłem opcji uruchomienia trybu turniejowego. Paradoksalnie to korzystniejsze rozwiązanie niż niedziałająca wydmuszka w Stealth Pivot. W ogóle na każdym kroku mam wrażenie, że model z oznaczeniem Ultra mimo dłuższego stażu na rynku prawie wszystko robi lepiej od swojego młodszego kuzyna, choć ten i tak ustawił poprzeczkę dość wysoko.
4. Jak się na tym gra, czyli Turtle Beach Stealth Ultra w praktyce

Kiedy dopieścimy już wszystko zgodnie z naszymi oczekiwaniami, najwyższy czas zabrać się do grania. Pora więc, by test Turtle Beach Stealth Ultra wszedł w decydującą fazę. Platformy testowe stanowiły rozmaite sprzęty, od mocnego peceta, przez Xboxa One S, niezbyt zjawiskowy ultrabook, chmurową konsolę z Androidem po smartfon.
Chciałem także zachować dość dużą różnorodność pod względem wybranych przeze mnie tytułów. Inne priorytety będziemy przecież mieli w ścigałkach, akcyjniakach i shooterach, a przecież i wewnątrz danego gatunku rodzaj rozgrywki potrafi się diametralnie różnić. Oto gry, na które postawiłem:
- DOOM (2016)
- Sniper Elite: Resistance
- Ace Combat 7: Skies Unknown
- Test Drive Unlimited Solar Crown
- RIDE 5
- Stellar Blade
Moja próba zmierzenia się z restartem legendarnej serii FPS-ów upływała lepiej, niż się tego spodziewałem, co mogło być związane z wysoką jakością narzędzi, z których mogłem korzystać. Jednym z nich był właśnie TB Stealth Ultra — sprzęt w dynamicznych potyczkach pokazuje niezły pazur, do tego oferuje kilka funkcji przydatnych w takim rodzaju rozgrywki.

Nie bez znaczenia są tu bowiem takie rozwiązania jak Pro-Aim czy zmiana odpowiedzi analogów. Osobiście postawiłem na wersję w pełni liniową, ale rzeczywiście przeskok na opcję „fast” dodaje Demon Slayerowi nieco wigoru w poruszaniu się. Mimo że nie porzucę swojego ukochanego duetu klawiatura+mysz, to mogę pochwalić recenzowany sprzęt za dobre wrażenia z gry.
Skradankowo-strzelankowe Sniper Elite: Resistance wymusiło bardziej stonowane ruchy oraz większą kontrolę nad celownikiem. W tym przypadku szybki przejście na jeszcze niższą czułość w trybie Pro-Aim i zmiana charakterystyki pracy joysticków na wersję „precision” ułatwiła mi eliminowanie złoli z dużej odległości i kontrolowanie tempa podczas skradania.
Ace Combat 7 to ciekawy przykład gry, która wymaga od nas niezłego „ogarniania” wszystkich elementów sterujących. Stealth Ultra dzięki postawieniu na znany i sprawdzony układ przycisków zbliżony do kontrolerów do Xbox Series X|S radzi sobie w tej materii całkiem dobrze, choć mam drobne zastrzeżenie.

Guziki Menu i View są mocno rozsunięte na boki, a ten drugi niemal wciska się pod lewy analog. Jeśli więc trzeba w trakcie intensywnej potyczki skorzystać z któregoś ze wspomnianych przycisków, to można się nieco zdziwić. Oczywiście taki stan rzeczy wynika z obecności wyświetlacza i da się do tego przyzwyczaić, ale nie jest to najbardziej fortunne rozwiązanie.
TDU Solar Crown to za to samochodówka wyjątkowa pod innym względem — dosyć, że jazda na padzie i na kierownicy daje totalnie odmienne wrażenia (zwłaszcza autami z tylnym napędem), to wymaga niekiedy wyjątkowo dokładnej kontroli nad gazem i hamulcem. Swoją drogą, pamiętajcie, by dopilnować martwe strefy w ustawieniach gry, nie chcecie ich mieć.
Tu przyczepię się do delikatnie wyczuwalnego post-travel w spustach. Jestem przyzwyczajony do tego, że maksymalne otwarcie przepustnicy lub wciśnięcie hamulca wymaga pełnego „domknięcia” triggerów, ale już podczas kalibracji zauważyłem, że w testowanym sprzęcie 100% aktywacji następuje jakiś milimetr od końca zakresu ruchu. Po akcesorium tej klasy oczekiwałbym pełnej precyzji, ale oczywiście jest to do przeżycia.

Mimo wszystko Stealth Ultra zapewnił mi dobre wrażenia z rozgrywki, a intensywne czterostrefowe wibracje i możliwość kontrolowania podłączonego przez minijack headsetu potęgowały immersję. Można powiedzieć, że jest to jeden z najważniejszych elementów gry od Nacon, bo najprzyjemniejsza w tym wszystkim była niezobowiązująca jazda po Hongkongu.
Chwili wytchnienia nie daje za to RIDE 5. W poświęconej miłości do motocykli produkcji specjalistów z Milestone nawet najcudowniejsze chwile wymagają pełnej kontroli nad jednośladem, nie można więc tracić koncentracji. Na szczęście wspominany przed chwilą niewielki post-travel na triggerach nie przeszkadza w płynnym posługiwaniu się gazem i hamulcem, a precyzyjne analogi świetnie spisywały się przy bujaniu mechanicznym rumakiem na zakrętach.
Jedną z gier, w których definitywnie przydaje się dobry kontroler, jest Stellar Blade. Oprócz niekiedy bardzo intensywnych walk dochodzi tu nieszczególnie responsywna mechanika walki, która potrafi doprowadzić człowieka do białej gorączki. Na szczęście po stronie sprzętowej jest znakomicie.

Bardzo doceniam działanie przycisków z mikroprzełącznikami — ich wyrazista aktywacja dodaje pewności ruchów, nawet mimo nieco chodzących na boki kapsli strefy ABXY. Co więcej, choć nie jest to NieR: Automata, w którym triggery pracują niemal bez przerwy, to i w dziele Shift Up kilka razy skorzystałem z blokad spustów, najczęściej w misjach dla Nikke.
Miałem drobny problem z wciskającymi się bez mojej intencji LSB i RSB, czyli guzikami aktywującymi się przy naduszeniu analogów. Kiedy próbuję odwzorować ten sam efekt „na sucho”, nie mam wrażenia, by wymagany nacisk był za mały, ale w początkowej fazie testu kilka razy zdarzyło mi się przypadkowo uruchomić jedną z ciekawych umiejętności EVE. Myślę, że to kwestia wprawy.
We wszystkich wybranych przeze mnie grach, niezależnie od platformy, mogłem w 100% liczyć na sprawne działanie kontrolera, który bije standardowe gamepady Microsoftu pod prawie każdym względem. Jedyny wyjątek stanowi brak kompatybilności z niektórymi systemami Smart TV (jak WebOS), ale prawdopodobnie to tymczasowy problem.

Urządzenie zapewnia wysoki komfort użytkowania nawet podczas wielogodzinnych sesji, choć jak już nadmieniłem, trzeba trochę przyzwyczaić się do umiejscowienia przycisków View i Menu. Cała reszta to dobrze znany układ elementów sterujących, a prawdziwa magia kryje się pod spodem.
Przełączniki działają bardzo sprawnie, dodając pewności naszym działaniom i gwarantując błyskawiczną gotowość do kolejnych aktywacji — to dzięki krótkiemu zakresowi ruchu oraz wyraźnym kliknięciom. Być może w tej chwili nie są to najlepsze przyciski na rynku, ale w moim odczuciu są naprawdę godne pochwały.
Oczywiście sprawdziłem także działanie opatentowanego systemu powiadomień. Wszystko działa zgodnie z założeniem, a my możemy bez przeszkód w trakcie gry odczytać wiadomość czy maila. Faktem jest, że nie da się odpowiedzieć bez sięgnięcia po smartfon, ale być może w przyszłości pojawi się możliwość wysłania chociażby sygnału „tak” lub „nie”.

W ogólnym rozrachunku trzeba przyznać, że gamepad bardzo dobrze spisuje się w dowolnym scenariuszu. Sprzęt jest szybki, dobrze leży w rękach, daje nam pewność tego, co robimy, a jednocześnie umożliwia przeprowadzenie konfiguracji bez przełączania się do zewnętrznego oprogramowania.
Nie zauważyłem także problemów z łącznością, a dzięki wygodnej stacji dokującej po skończonej zabawie szybko naładujemy kontroler na kolejną sesję. Turtle Beach Stealth Ultra to mocne akcesorium, które może stanowić świetne narzędzie do zabawy na długie lata, jak również służyć jako centralny punkt estetyczny naszego małego centrum dowodzenia.
5. Test Turtle Beach Ultra — podsumowanie recenzji

Odkryliśmy już wszystkie karty, jakie skrywał pierwszy bezprzewodowy gamepad od Turtle Beach, to zatem najlepszy moment, by rozstrzygnąć kluczowe kwestie poruszone na samym wstępie. Jak to zatem jest: czy model Stealth Ultra to atrakcyjne wyposażenie dla fanów cyfrowej rozgrywki, czy niczym niewyróżniająca się kalka z gadżetem w postaci zbędnego ekranu? Bez cienia wątpliwości pierwsza odpowiedź jest tą właściwą.
Spójrzmy raz jeszcze na plusy sprzętu z symbolem tropikalnej palmy. Kontroler wykonano z materiałów wysokiej jakości, jest dobrze spasowany, ma analogi z czujnikami efektu Halla, przyciski kryją pod sobą mikroprzełączniki, a częstotliwość raportowania nawet w trybie bezprzewodowym (2.4 GHz) trzyma się stabilnie w okolicach 250 Hz.
Warto także pamiętać o trzech trybach łączności, dodatkowych guzikach z tyłu, atrakcyjnym wizualnie, a jednocześnie funkcjonalnym oświetleniu RGB, wyjątkowych możliwościach konfiguracji bez dostępu do komputera czy systemie powiadomień ze smartfona. Plus należy się także za pamięć mieszczącą 10 profili ustawień, przemyślaną stację dokującą i świetne etui.
Oczywiście w trudnym środowisku akcesoriów gamingowych nie ma urządzeń doskonałych. Do recenzowanego wolanta można się przyczepić o kilka rzeczy, choć większość z nich to drobiazgi ostatecznie niepsujące dobrej zabawy. Zacznę od najważniejszego w moich odczuciach mankamentu.
Wskażę tu brak czujników hallotronowych w triggerach i ich niewielki, ale obecny post-travel. Jeśli ktoś często oscyluje między 90 a 100% wciśnięcia na przykład gazu lub hamulca, może to odczuć. Niestety kalibracja nie zmienia tego w żaden sposób, a jej działanie w ogóle oceniam jako co najmniej niejasne.
Trudno mi zaprzyjaźnić się z aplikacją Turtle Beach Control Center 2, która w moim odczuciu mogłaby być bardziej intuicyjna. Żałuję także, że zamiast wymiennych grzybków dostajemy gumowe nakładki na szczyty analogów, które znacznie pogrubiają i zwiększają główki joysticków. Możecie to uznać za moją fanaberię, ale czuję się rozpieszczony po teście Victrixa Pro BFG Reloaded.












Komu zatem mogę polecić recenzowany model? Z pewnością wszystkim graczom, którzy szukają nowego, lepszego zastępstwa swojego standardowego kontrolera do komputera lub konsoli Xbox Series X|S czy Xbox One. Turtle Beach Stealth Ultra sprawdzi się także świetnie jako towarzysz rozgrywki na tablecie albo smartfonie, jak również chętnie podejmie współpracę z konsolami do grania w chmurze.
Trzeba przyznać, że jak na debiut w sektorze bezprzewodowych wolantów, Turtle Beach naprawdę pokazało się od razu z mocnej strony. Mimo „wieku” gamepada nadal bez wstydu może on stawać w szranki z wieloma modelami konkurencji, co samo w sobie mówi sporo o jego jakości.
Co więcej, producent nie porzucił swojego sprzętu, a istotne aktualizacje firmware’u (chociażby przyspieszające polling rate) były dostarczane nawet w 2025 roku. W moim odczuciu zespół z San Diego pokazuje w ten sposób, że dba o użytkowników, co wcale nie jest tak oczywiste w obecnych czasach.












Spodziewałem się, że testując Stealth Ultra, poczuję powiew początku III dekady XXI wieku, dostrzegę niedoskonałości, pochylę się nad brakami i będę prawił pochlebstwa nowoczesnym modelom. Dostałem powrót do przeszłości, ale inny, niż myślałem. W moich rękach znalazł się sprzęt, którym inżynierowie mówili „sprawdzam” ówczesnym technologiom, a ich chęć stworzenia czegoś wyjątkowego przetrwała w tej niewielkiej obudowie do dzisiaj.
I nie, testowany gamepad nie jest idealny i ma swoje mankamenty. Jednocześnie jestem przekonany, że każdy, kto da mu szansę, może się z nim bardzo polubić. Nie ukrywam także, iż z niecierpliwością wyczekuję hipotetycznego następcy — Stealth Ultra 2, jeśli kiedyś powstanie, może z siłą huraganu zawładnąć umysłami graczy. Tymczasem chwytam kontroler od „Żółwików” i wracam do zabawy.
Turtle Beach Stealth Ultra
Na plus
- Analogi z efektem Halla
- Mikroprzełączniki pod najważniejszymi przyciskami
- Częstotliwość raportowania w trybie bezprzewodowym sięga 250 Hz
- Funkcjonalny kolorowy ekran
- System wyświetlania powiadomień ze smartfona
- Dodatkowe przyciski z tyłu obudowy
- Blokady triggerów
- Niemal pełna konfiguracja z poziomu urządzenia
- Obecność portu minijack 3,5 mm
- Szybka, stabilna komunikacja 2.4 GHz
- Trzy formy połączenia
- Dobrze przemyślana stacja dokująca
- Atrakcyjne oświetlenie RGB
- Znakomite etui
- Bardzo dobra jakość wykonania i zastosowanych materiałów
Na minus
- Triggery bez czujników hallotronowych, z niewielkim post-travel
- Brak wymiennych grzybków
- Sporadyczne problemy łączenia się z aplikacją mobilną
- Delikatnie „pływające” nakładki przycisków sekcji ABXY i tylnych
- Brak wsparcia telewizorów LG z systemem WebOS
Jakub Foss
Turtle Beach Stealth Ultra to bezprzewodowy kontroler do gier, który potrafi pozytywnie zaskoczyć. Urządzenie wyposażono w joysticki z czujnikami Halla, przyciski oparto na mikroprzełącznikach, częstotliwość raportowania zarówno w trybie przewodowym, jak i bezprzewodowym sięga 250 Hz, zestaw zawiera stację dokującą i etui, jakość wykonania stoi na dobrym poziomie, a wbudowany kolorowy wyświetlacz jest bardziej funkcjonalny, niż można się spodziewać. Trochę szkoda, że producent nie zdecydował się na wykorzystanie sensorów magnetycznych również w spustach, zamiast wymiennych grzybków analogów dostajemy gumowe nakładki, a dedykowana aplikacja nie należy do najlepszych, ale nie są to mankamenty nie do przeżycia. W ogólnym rozrachunku jest to atrakcyjny gamepad dla graczy, również pod względem wizualnym.








Dyskusja na temat wpisu
Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Mimo że pozwalamy na komentowanie osobom bez konta na platformie Disqus, to i tak zalecamy jego założenie, bo wpisy gości często trafiają do spamu.