Recenzja gry Kangurek Kao. Powrót w wielkim stylu?

Kangurek Kao

Wiele osób, niezależnie od wieku, lubi pobawić się przy dobrej platformówce. Ostatnie lata obfitują w satysfakcjonujące, zręcznościowe tytuły, jednak czy jednym z nich okaże się powracający po latach kangurzy bohater? Postanowiłem przekonać się o tym na własnej skórze i ostatnie dni spędziłem na wirtualnym skakaniu i wymierzaniu sierpowych wszelkim złoczyńcom. Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją gry Kangurek Kao.

Recenzja Kangurek Kao — kilka słów wstępu

Kangurek Kao to reboot serii zapoczątkowanej w 2000 roku, tworzonej przez polskie studio Tate Multimedia. Najnowsza odsłona to trójwymiarowa platformówka dla pojedynczego gracza, traktująca o przygodach sympatycznego torbacza z bokserskim zacięciem.

Co istotne, omawiana gra nie ma fabularnego związku ze starszymi częściami. Jak łatwo się domyślić, w produkcji nie brakuje skakania, biegania, turlania się, tłuczenia przeciwników i zbierania wszelkich „znajdziek”.

W Kangurka Kao grałem na PC o następującej specyfikacji:

  • System operacyjny: Windows 11
  • CPU: Intel Core i7 10700 KF
  • RAM: Patriot Viper 32 GB 3400 MHz
  • GPU: Palit NVidia GeForce RTX 3080 Gaming Pro OC
  • Płyta główna: Gigabyte Z490M
  • Dysk: M.2 1 TB

Rozgrywka przebiegała bezproblemowo, gra nie „chrupała” nawet w intensywnych scenach, nie trafiłem też na żadne artefakty obrazu wynikające ze złej współpracy z GPU. Dla celów recenzji Kangurka Kao sprawdziłem też na biurowym ultrabooku z procesorem Intel Core i7-1065G7, 12 GB RAM i zintegrowanym układem graficznym Intel Iris Plus. Po zredukowaniu rozdzielczości do wartości 1366 x 768 px i obniżeniu jakości obrazu do niskiej tytuł był jak najbardziej grywalny, a do tego nadal wyglądał całkiem dobrze.

Na obu urządzeniach testowych obyło się w zasadzie bez problemów technicznych. Jeden jedyny raz, kiedy gra zawiesiła się podczas wczytywania jednego z etapów traktuję jako „wypadek przy pracy” bez istotnego wpływu na niezawodność produkcji. Skoro kwestie techniczne mamy już wyjaśnione, przechodzimy do rzeczy.

Po co właściwie tyle skakania, czyli o fabule i świecie gry

Naszego małego bohatera poznajemy, gdy ten ucinając sobie drzemkę, doświadcza proroczego snu. Dowiadujemy się z niego, że siostra Kangurka Kao zaginęła za sprawą niejakiego Wiecznego Wojownika, a dzielny młodzian postanawia wyruszyć jej na ratunek. Kaia nie jest jedyną nieobecną — nieznany jest też los ojca protagonisty. Po krótkiej konwersacji z kangurzą mamą udajemy się do dojo Mistrza Walta, by zmierzyć się z krótkim samouczkiem. Właściwa przygoda rozpoczyna się tuż po nim, gdy przed nami otwierają się bramy Miasta Kangurów na wyspie Hopalloo.

W grze przemierzamy cztery części świata o zróżnicowanym wyglądzie i klimacie. Wspomniana wcześniej rodzinna miejscowość Kangurka Kao to urocza tropikalna wyspa pełna zieleni i piaszczystych plaż, z kolei w Głodnej Dżungli prym wiodą olbrzymie drzewa zamieszkałe przez złośliwe małpy. Nie zabrakło też miejsca dla wysokogórskich lodowców i zniszczonego magicznym kataklizmem wesołego miasteczka. Każdy biom posiada sporych rozmiarów centralną lokację, która stanowi rodzaj bazy wypadowej do poszczególnych etapów. Zwiedzając ją, zbieramy dukaty (stanowiące walutę w grze), zwiększamy swoją kolekcję run i odwiedzamy lokalny sklepik. Zgromadzone wcześniej środki możemy w nim przeznaczyć na dodatkowe życia, ulepszenia zdrowia lub nowe elementy garderoby. Naszym podstawowym zadaniem jest jednak odnalezienie i otwarcie wrót do poszczególnych etapów.

Twórcy gry przygotowali 19 poziomów, z którymi musimy się zmierzyć w drodze do uratowania rodziny. Uzyskanie dostępu do kolejnych etapów wymaga od nas zebrania odpowiedniej liczby kryształowych run rozsianych po świecie gry. Poszczególne lokacje mają bardzo zróżnicowany charakter, biegać i skakać przyjdzie nam zarówno we wnętrzu wulkanu, jak i pośród koron drzew czy we wnętrzach lodowych pałaców. Przemierzane przez nas krainy bynajmniej nie są puste — wprost przeciwnie, na każdym kroku musimy konfrontować się z agresywnymi zwierzakami, którym obecność Kao wyraźnie przeszkadza. Na naszej drodze staną żaby, małpy, kozy i inne stworzenia, próbujące pozbawić naszego bohatera wartościowych punktów życia zarówno z bliska, jak i z dystansu.

W trakcie przygody bardzo szybko spotkamy się z magicznym wymiarem, zwanym w grze „Wiecznym Światem”, jak również przedmiotami nasyconymi jego tajemną energią. Jej obecność jest główną przyczyną niewyjaśnionych zdarzeń w grze i ma związek z zaginięciem siostry i ojca głównego bohatera. Kao może jednak wykorzystywać tę moc na swoją korzyść, używając zaczarowanych rękawic bokserskich odziedziczonych po tacie. Prosta, nastawiona głównie na młodszych odbiorców fabuła co prawda nie porywa oryginalnością, ale jest jak najbardziej poprawna. Nie da się jednak ukryć, że stanowi tylko dodatek do samego gameplayu, o którym poniżej.

Mechanika gry i wrażenia z rozgrywki

Dotycząca gry Kangurek Kao recenzja nie może obyć się bez kilku słów o skakaniu. Prawdopodobnie każdy gracz jest w stanie przywołać w pamięci tytuł, w którym ten element kulał. Pytanie brzmi, jak poradzili sobie Państwo z Tate Multimedia? Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że całkiem dobrze — przemierzanie susami rozległych lokacji, skakanie i balansowanie między ruchomymi platformami czy atakowanie przeciwników z powietrza jest zazwyczaj bardzo satysfakcjonujące. Pewnym mankamentem w tym aspekcie bywają nieliczne błędy prowadzące do rychłej utraty zdrowia. Zdarzały się miejsca, w których uruchamiana przeze mnie platforma wyjeżdżała spod nóg postaci, pozostawiając mnie sam na sam z przepaścią. Innym, chociaż mniej drastycznym przykładem było zawieszanie się Kao między skrzynkami lub na przeszkodach.

Drugim nieodzownym elementem rozgrywki jest walka wręcz. Protagonista jako młodociany i odrobinę narwany bokser nawet przez chwilę nie udaje, że noszone przez niego rękawice służą celom estetycznym. Wielu napotkanym antagonistom Kao wielkodusznie proponuje skopanie tej czy innej części ciała, u innych od razu przechodzi do czynu. Nie zaprzeczę, że i ten komponent gameplayu udał się twórcom nieźle — system walki jest stosunkowo łatwy do opanowania, mimo zmuszania nas do korzystania ze wszystkich czterech podstawowych przycisków na padzie (lub wybranych na klawiaturze).

Przez cały czas gry nie spotkałem się z żadnym problemem dotyczącym mechaniki walki. Rękawice ojca Kao Koby’ego, potrafią jednak dużo więcej, niż tylko bezlitośnie obtłukiwać wrogów. Korzystając ze znajdowanych w różnych lokacjach mocy żywiołów (ogień, lód i wiatr), możemy dostawać się do niedostępnych wcześniej miejsc i zmieniać otoczenie, chociażby zamrażając wybrane zbiorniki wodne. Oprócz tego zaklęta galanteria pozwala głównemu bohaterowi na korzystanie z Wiecznego Haka i tym samym wykonywanie skoków na duże odległości.

Sam poziom trudności opisywanej platformówki nie jest modyfikowalny — musimy radzić sobie z tym, co zaplanowali dla nas twórcy. Wymaga to w niektórych sytuacjach odrobiny zręczności, zwłaszcza w elementach dodatkowych, takich jak kolekcjonowanie literek składających się na imię głównego bohatera lub wyzwania w Wiecznych Studniach. Znaki K, A i O czekają na nas w każdym dużym etapie, niestety nie zauważyłem żadnych wymiernych profitów wynikających z ich kompletowania. Wspomniane wyżej Wieczne Studnie to specjalne, krótkie wyzwania zręcznościowe, które nie mają wpływu na główny wątek i ich zaliczenie nie jest wymagane do ukończenia gry. Jeśli ktoś jednak lubi sprawdzać swoją sprawność manualną i refleks, powinien się nimi zainteresować.

Jak spora część zręcznościowych platformówek, tak i podlegający recenzji Kangurek Kao potrafi wzbudzić w graczu pewną dozę frustracji. Najczęściej jest ona spowodowana zaskakującą trudnością fragmentu gry lub – co gorsza – nie do końca przemyślanym projektem danego wyzwania. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że odbieranie podwójnej ilości punktów życia w razie potknięcia jest w najlepszym wypadku nie fair. Taka sytuacja spotkała mnie chociażby podczas ucieczki przed pewnym wąsatym strażnikiem, kiedy Kao zawiesił się w powietrzu nad nabitym kolcami balem drewna lub gdy z własnej winy wpadłem do głębokiej wody. HP, wyrażone w postaci uroczych serduszek, spadło o jeden punkt za zanurkowanie w toni, drugi został odliczony za spotkanie z wąsaczem (który przejechał po głowie już ginącej postaci).

Na początku zbieranie wszelkich „znajdziek” i wypełnianie wyzwań było nawet zabawne, niestety po kilku godzinach gry pojawia się wrażenie bezsensowności tego działania wobec braku gratyfikacji. Odblokowanie dostępnych w sklepiku elementów garderoby to moim zdaniem trochę za mało, by zmobilizować graczy do podjęcia dodatkowego wysiłku. Uważam to za spory minus produkcji, która nie zachęca w żaden sposób do ponownego przechodzenia wcześniej zaliczonych poziomów. Mam wrażenie, że próba wytłumaczenia takiej skali uproszczeń gameplayu docelową grupą odbiorców byłaby dużym nadużyciem. Co powinno jednak wybrzmieć z pełną mocą: przechodzenie głównych misji po raz pierwszy daje naprawdę mnóstwo frajdy, nawet mimo pewnych glitchy czy nie do końca sprawdzonych rozwiązań.

Grafika i dźwięk w Kangurku Kao

Lokacje zostały zaprojektowane bardzo szczegółowo i atrakcyjnie, ale bez odpowiedniej oprawy wizualnej nie zrobiłyby tak dobrego wrażenia. Przeskok na Unreal Engine 4.0 dał twórcom narzędzie, dzięki któremu mogli rozwinąć pełen potencjał swoich pomysłów. Produkcja jest po prostu piękna! Bajkowa, kolorowa, pełna uroczych drobiazgów może cieszyć nie tylko dziecięce oko. Pierwsze skojarzenia? Super Lucky’s Tale i Spyro Reignited Trilogy. Starałem się, by obecne w recenzji Kangurka Kao screenshoty w miarę możliwości oddały kunszt grafików i projektantów poziomów, jednak pełnię wrażeń zapewnia tylko zobaczenie rozgrywki na własne oczy. Postacie w grze również prezentują się bardzo okazale — na ich przykładzie wyraźnie widać, jak dużą pracę Tate Multimedia włożyło w prawdziwe odświeżenie swojego popularnego niegdyś IP. Tyle dobrego w kwestii grafiki, teraz trochę pomarudzę.

Kangurka Kao ogrywałem na stosunkowo mocnym PC-cie, oczywiście instalując produkcję na wewnętrznym dysku M.2. Doczytywanie niektórych obiektów i tekstur na moich oczach, w niewielkiej odległości od postaci, było dla mnie zaskakujące. Jeszcze większe było moje zdziwienie gdy okazało się, że te same elementy tuż za plecami protagonisty po prostu znikały po chwili nieuwagi, a gdy się obróciłem, magicznie wyskakiwały na ekranie. Kangurzy bokser potrafi też kilka rzeczy, których twórcy nie chcieli. Mowa tu o przenikaniu przez NPC-ów, niektóre przedmioty i elementy lokacji. Udało mi się też znaleźć kilka miejsc, w których Kao stawał na niewidzialnym obiekcie lub lewitował.

Mam świadomość, że z podobnymi problemami borykają się nawet produkcje największych tuzów branży. Dziwi mnie jednak, że nie udało się wyeliminować takich drobiazgów podczas beta-testów, choć z pewnością część niedoróbek zostanie wyelimiowana popremierowymi aktualizacjami.

Parę słów o samej animacji jest poprawna. W trakcie gry dużo się dzieje, ciągle towarzyszą nam jakieś migotania, wybuchy i zmiany kolorów, toteż w zasadzie trudno podziwiać Kangurka Kao podczas samej walki. Nieco inaczej sprawa wygląda przy eksploracji poziomów. O ile do ruchów postaci nie mam zastrzeżeń, to takie drobiazgi jak unoszący się kurz podczas skakania w wodzie mógłby zostać wyeliminowany. Niemniej jednak, jeżeli delikatnie przymkniemy oko, te drobnostki nie wpływają bardzo negatywnie na samą rozgrywkę.

Na szczególne miejsce w recenzji Kangurka Kao zasługuje polski dubbing. Chociaż dotyczy on jedynie cut-scenek, to jego realizacja jest naprawdę dobra. Z dużą przyjemnością słuchałem głosów, których nie powstydziłaby się niejedna bajka. Warstwa muzyczna jest przyjemna, pasuje do ogólnego klimatu produkcji. Niestety przez te kilka godzin spędzonych z grą, żadna konkretna melodia nie urzekła mnie na tyle, bym ją zapamiętał i chciał koniecznie do niej wracać. To oczywiście nic złego i bardzo doceniam pracę całego zespołu odpowiedzialnego za oprawę dźwiękową.

Recenzja Kangurek Kao — podsumowanie

Takim oto sposobem recenzja nowego Kangurka Kao zbliża się ku końcowi. Powracający po latach „torbacz-zabijaka” z tendencją do agresji zdecydowanie nadgonił konkurencję, dzięki czemu dostaliśmy bardzo solidną i przyjemną platformówkę nie tylko dla najmłodszych. Studio Tate Multimedia włożyło mnóstwo pracy, by jeden z ich bardziej rozpoznawalnych bohaterów zabłysnął nowym blaskiem i to zadanie zdecydowanie im się udało.

Ukończenie gry zajęło mi około 10 godzin, ale nie ukrywam, że przez większość czasu wściubiałem nos wszędzie, gdzie się da i w kilka miejsc, w które teoretycznie się nie da. W praktyce czas potrzebny na dotarcie do napisów końcowych może wynieść około 7-8 godzin, co stawia nowego Kangurka Kao wśród produkcji dość krótkich.

Kangurek Kao

Na plus

  • Piękna oprawa graficzna
  • Przyjemny gameplay
  • Polski dubbing
  • Humor (jeżeli gracz ma 7-12 lat)

Na minus

  • Słaba „regrywalność”
  • Drobne problemy graficzne i projektowe
  • Humor (jeżeli gracz nie ma 7-12 lat)

JAKUB FOSS

Kangurek Kao to udana platformówka 3D nie tylko dla najmłodszych. Do mocnych stron należy zaliczyć przyjemny gameplay oraz oprawę audiowizualną. Moim zdaniem pewną bolączką, na którą cierpi produkcja jest krótki czas potrzebny na jej ukończenie i stopniowo pojawiająca się powtarzalność. Jestem jednak przekonany, że części graczy taki niezobowiązujący charakter rozgrywki może odpowiadać. Polecam, chociaż najlepiej w niewielkich dawkach, żeby wystarczyła na dłużej.

Ocena końcowa: 7/10

Niektóre odnośniki w niniejszej publikacji to linki afiliacyjne. Klikając w nie, nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz rozwój portalu.

Dyskusja na temat wpisu

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Mimo że pozwalamy na komentowanie osobom bez konta na platformie Disqus, to i tak zalecamy jego założenie, bo wpisy gości często trafiają do spamu.

Okazja ograniczona czasowo!
Z