Test Predator X27U F5. Ultraszybki monitor z mnóstwem zalet i jednym, za to dużym „ale”

Test Predator X27U F5

Trudno nie zgodzić się z faktem, że nawet najmocniejsze platformy do gier ani najpiękniejsze światy przedstawione na niewiele się zdadzą, jeśli korzystamy z monitora słabej jakości. Na szczęście na rynku dostępnych jest mnóstwo dobrych ekranów w różnych cenach, dzięki czemu wszyscy, w tym najbardziej wymagający użytkownicy, mogą znaleźć idealny sprzęt do swoich potrzeb.

Jednym z producentów starających się spełnić oczekiwania graczy poszukujących topowych rozwiązań jest Acer. Ostatnio na moim stanowisku pracy wylądował wyjątkowy monitor od tajwańskiego giganta technologicznego, a konkretniej model X27U F5 wyposażony w matrycę QD-OLED. Nie mogłem przepuścić takiej okazji i postanowiłem czym prędzej przekonać się na własne oczy, jak taki wyświetlacz wpływa na jakość czasu spędzonego przy komputerze.

Czy ekran z organicznymi diodami elektroluminescencyjnymi ma faktyczną przewagę nad konkurencyjnymi rozwiązaniami? Jakie przydatne opcje oraz funkcje zaimplementowano w recenzowanym modelu? Co jednak kluczowe: jak superszybki Predator sprawdza się jako sprzęt do pracy i zabawy? Zapraszam do lektury mojego testu!

Predator X27U F5 — najważniejsze parametry

Predator X27U F5
Predator X27U F5

Mimo teoretycznie różnych grup docelowych większość monitorów pozycjonuje się jako urządzenia dość wszechstronne. Choć stojące za poszczególnymi modelami technologie znacząco różnią się od siebie, mimo wszystko wiele ekranów da się porównywać między sobą, korzystając z podobnego zestawu parametrów.

O sprzęcie tego typu pisaliśmy zresztą nie raz, uwzględniając również techniczne meandry czy odmienne rozwiązania stosowane przez producentów. Wszystkich zainteresowanych odświeżeniem informacji dotyczących wpływu poszczególnych elementów specyfikacji na działanie wyświetlaczy zachęcam do lektury artykułów poświęconych:

I tak bazując na powyższych tekstach oraz własnym doświadczeniu jako kluczowe cechy monitora gamingowego wskazałbym rodzaj matrycy, maksymalną rozdzielczość, częstotliwość odświeżania, jasność, czas reakcji plamki, dostępne formy łączności oraz obecność dodatkowych funkcji dla graczy takich jak KVM. Jeśli chodzi o oficjalne dane, to model Predator X27U F5 prezentuje się następująco:

  • Przekątna ekranu: 27″ (widoczne 26,5″)
  • Matryca: QD-OLED
  • Jasność ekranu: 300 cd/m², szczytowa do 1000 cd/m²
  • Głębia kolorów: 10-bit
  • HDR: Tak, HDR10 z certyfikatem VESA DisplayHDR TrueBlack 500
  • Rozdzielczość ekranu: WQHD (2560 x 1440 px), przyjmuje też obraz 4K (tylko HDMI)
  • Częstotliwość odświeżania ekranu: 48-500 Hz (wszystkie wejścia)
  • Czas reakcji: 0,03 ms GTG
  • Złącza: 2 x HDMI 2.1, 2 x DisplayPort 1.4, 1 x wyjście słuchawkowe, 1 x USB-C z DP Alt i zasilaniem do 65 W, 2 x USB 3.2 typu A, 1 x USB typu B
  • Dodatkowe funkcje: filtr światła niebieskiego, AMD FreeSync Premium Pro, G-SYNC Compatible, KVM, podstawka ErgoStand, celownik, tryb snajperski, Pivot
  • Głośniki: Tak, 2 x 5 W
  • Wymiary i waga ze stojakiem: 61 cm x 43-55 cm x 31 cm, 5,6 kg
  • Cena: ~ 2800 – 3000 zł
Predator X27U F5
Ta wytłoczka wygląda trochę jak trójwymiarowy model miasta.

Jak widać monitor spod skrzydeł Acera to iście wyczynowy model, który może nie tylko pochwalić się dość wysoką rozdzielczością natywną, ale też bardzo szybkim odświeżaniem pionowym. To z kolei przekłada się na błyskawiczny czas reakcji pojedynczej plamki, co gwarantować ma ostry, wyraźny obraz bez smużenia. Czyli sprzęt idealny do gier, przynajmniej na papierze.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

By jednak poznać pełen potencjał recenzowanego urządzenia, trzeba rozpatrzeć o wiele więcej aspektów — nie wszystkie da się w łatwy sposób zamknąć w formie suchych liczb. By zachować optymalną czytelność tekstu, test Predator X27U F5 podzieliłem na następujące podrozdziały:

  1. Zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia
  2. Podłączanie monitora do różnych źródeł i konfiguracja wyświetlacza
  3. Jak się na tym ogląda, pracuje i gra, czyli Predator X27U F5 w praktyce
  4. Podsumowanie

Co ważne: monitor przez niemal cały czas trwania testu współpracował z dość mocnym pecetem napędzanym kartą graficzną NVIDIA GeForce RTX 4080 Super i procesorem AMD Ryzen 9 9950X3D. Do połączenia z komputerem wykorzystywałem głównie przewód DP 2.1 (do 16K@60Hz), ale sprawdziłem także działanie sprzętu przy komunikacji przez kabel HDMI 2.1 (do 8K@60Hz).

Predator X27U F5
Dodatkowych akcesoriów nie ma zbyt wiele, producent skupił się tylko na kluczowych elementach kompletu.

Oba interkonektory pochodziły spoza zestawu, ale są dostępne w powszechnej dystrybucji w niewygórowanej cenie. Przesyłanie obrazu z PC przez USB-C byłoby w moim wypadku bezcelowe, jako że sygnał pochodziłby ze zintegrowanego układu graficznego, a nie z dedykowanego GPU. Niemniej jeżeli ktoś planuje podłączyć Predatora do wydajnego gamingowego laptopa, to postawienie na DP Alt byłoby jak najbardziej na miejscu.

Przed przystąpieniem do poszczególnych sprawdzianów, zadbałem o aktualizację wszystkiego, co możliwe, od podzespołów po system — firmware monitora nie wymagał modyfikacji. Nie omieszkałem także podłączyć słabiutkiego ultrabooka, konsoli Xbox One S, pierwszego Switcha oraz telefonu Google Pixel 10 Pro XL, również w celu sprawdzenia funkcji KVM.

Nim przejdę do głównej części artykułu, chciałbym podziękować firmie Acer za udostępnienie mi monitora do testów.

1. Predator X27U F5 — zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia

Monitor przychodzi do nas w zaskakująco dużym, brązowym kartonie, na którym widnieje dość prosta wizualizacja sprzętu. Nie zabrakło także kluczowych informacji na temat specyfikacji sprzętu, dzięki czemu od razu możemy rozpoznać konkretny wariant serii X — tych jest całkiem sporo, dlatego warto zwracać uwagę na szczegóły. Co znajdziemy w środku?

Oprócz samego wyświetlacza w pudle umieszczono dwie części składanego stojaka, przewód USB-C z obsługą DP Alt, interkonektor USB-A->USB-B, zasilacz, certyfikat kalibracji obrazu oraz niezbędną papierologię, w której nie uświadczymy typowej instrukcji obsługi. Ku mojemu zdziwieniu tej w chwili pisania recenzji nie można znaleźć nawet na stronie supportu tajwańskiego producenta.

Przejdźmy do głównej gwiazdy. Monitor Predator X27U w wersji F5 to 27-calowy sprzęt dla entuzjastów gamingu, ale też osób pracujących przy obróbce zdjęć czy montażu wideo. Urządzenie zainstalowane na stojaku ErgoStand zajmuje około 61 cm na szerokość, 31 cm głębokości oraz od 43 do 55 cm na wysokość w zależności od ustawienia uchwytu, całość waży mniej więcej 5,6 kg. Sprzęt można również zainstalować na ścianie (standard VESA 75 x 75).

Predator X27U F5
Montaż stojaka nie wymaga zastosowania żadnych specjalistycznych narzędzi, jedynie czegoś płaskiego do podważenia jednego kluczyka.

Warto pochwalić ciekawy wygląd zestawu — statyw prezentuje się dość bojowo dzięki ostrym kształtom nieco przywodzącym na myśl supersamochody albo nowoczesne myśliwce, podczas gdy wyświetlacz na większości powierzchni jest wyjątkowo cienki. Mimo bardzo wąskich ramek monitor nie wygina się od byle dotknięcia, choć nie unikniemy drgań statywu w przypadku uderzenia w biurko.

Ekran z obsługą high dynamic range wyposażono w matrycę QD-OLED, czyli panel z organicznymi diodami uzupełniony warstwą kwantowych kropek. Przekłada się na to na znakomity kontrast, fantastyczne odwzorowanie barw z 10-bitową głębią (1,07 mld kolorów, 99% pokrycia palety DCI-P3, delta E<2) i niezłą jak na tę technologię jasność szczytową rzędu 1000 cd/m², choć bez HDR parametr ten oscyluje w okolicach 300 cd/m².

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Właściwości wyświetlacza potwierdza certyfikat VESA DisplayHDR TrueBlack 500, dzięki któremu możemy mieć pewność, że urządzenie trzyma określone normy. Oczywiście nadal daleko tu do najjaśniejszych paneli na rynku, a przy bezpośrednim silnym świetle możemy mieć pewne trudności podczas korzystania z Predatora, ale do pomocy dostajemy antyrefleksyjne wykończenie błyszczącego ekranu.

Trochę szkoda, że wspomniany przeze mnie HDR działa tylko w trybie „zwykłego” HDR10, bez wsparcia Dolby Vision. Z tego względu możemy trochę kręcić nosem przy odtwarzaniu filmów z platform streamingowych lub płyt Blu-ray UHD 4K (sam mam w domu aż dwa), choć oczywiście dotyczy to głównie purystów wizualnych. Z drugiej strony — czy to właśnie nie dla nich w ogóle powstał ten sprzęt?

Największe zastrzeżenia mam do głębi czerni, nawet gdy… monitor jest wyłączony. W tym samym pomieszczeniu wisi na ścianie kilkuletni telewizor LG C3 i jego wyjściowy kolor matrycy jest sporo ciemniejszy. Oczywiście częściowo jest to związane z błyszczącym pokryciem ekranu TV, który jednak gorzej radzi sobie z refleksami światła. Mimo wszystko bardziej odpowiada mi rozwiązanie Koreańczyków.

Jak na ekran OLED przystało, wysoka jakość wyświetlanego obrazu jest utrzymana nawet podczas oglądania go pod dużym kątem. Nie musimy też martwić się o backlight bleeding, efekt halo wokół małych jasnych obiektów czy zmianę „czerni” na kolor srebrny lub niebieski — może jestem stronniczy, ale większość IPS-ów, miniLED-ów i matryc VA, a nawet starszych OLED-ów bez warstwy polaryzacyjnej moim zdaniem pozostaje tu w tyle, nawet jeśli bywają jaśniejsze.

Predator X27U F5
W mniej oświetlonym pomieszczeniu różnica między kolorem czarnej ramki a matrycą nie jest aż tak widoczna, ale zdecydowanie nie znika.

Uwagę przykuwają także właściwości sprzętu, które są niezmiernie istotne z perspektywy graczy. Częstotliwość odświeżania może wynosić nawet 500 Hz, a dzięki obsłudze technologii adaptacyjnej synchronizacji obrazu AMD Free Sync Premium Pro oraz NVIDIA G-SYNC Compatible unikniemy tearingu. Do tego dochodzi czas reakcji plamki na poziomie nawet 0,03 ms, co zapewnia wyraźny, ostry obraz bez ghostingu.

Ciekawostka: monitor przyjmuje nawet sygnał 4K (tylko przez HDMI), po czym skaluje go do natywnego WQHD, co może być przydatne w przypadku źródeł nieobsługujących tego formatu. Warto jednak pamiętać, że w takim wypadku maksymalny refresh rate wynosi 60 Hz, co oczywiście doskonale sprawdza się w zastosowaniach innych niż wyczynowy gaming.

Ogromne znaczenie ma także zestaw dostępnych portów. Z tyłu urządzenia znajdziemy po dwa wejścia HDMI 2.1 oraz DP 1.4, gniazdo USB-C z obsługą DP Alt i ładowaniem do 65 W, parę USB-A 3.2, slot USB-B, wyjście combo minijack 3,5 mm, jak również miejsce do wpięcia kabla zasilającego. Szkoda, że w przypadku DisplayPort Tajwańczycy nie zdecydowali się na standard oznaczony numerem 2.1, który zapewnia większą przepustowość.

Predator X27U F5
System montażu monitora do statywu jest bajecznie prosty.

Monitor wyposażono w funkcję KVM w konfiguracji 2 up & 2 down, dzięki czemu fabrycznie możemy korzystać z jednej pary peryferiów (klawiatura, mysz, słuchawki, gamepad) na dwóch podłączonych sprzętach. To przydatne szczególnie dla osób, które przełączają się podczas pracy czy zabawy między źródłami obrazu, a jednocześnie chcą zachować możliwie ergonomiczny układ na biurku.

Przyznam, że jako użytkownik przede wszystkim stacjonarnego PC i niezbyt wydajnego ultrabooka musiałem nieco pogłówkować nad rolą portu USB-C w testowanym modelu, by w pełni zrozumieć jego działanie. Moje GPU od Zielonych nie ma na pokładzie wyjścia tego typu, a działanie na AMD-owskiej „integrze” kończyło się „pokazem slajdów”, za to właściciele gamingowych laptopów powinni być zachwyceni.

Rzecz w tym, że korzystając z uniwersalnej magistrali szeregowej z końcówką typu C, możemy wykorzystać Predatora nie tylko do odebrania obrazu w pełnej rozdzielczości i częstotliwości odświeżania, ale też wysłania sygnału z podłączonych do monitora akcesoriów. Mało tego, jeżeli nasz sprzęt to obsługuje, to da się go nawet zasilić lub podładować. Praktyczne i funkcjonalne.

Predator X27U F5
USB-C może i jest niewielkim portem, ale potrafi mieć ogromne możliwości. Sporo jednak zależy od naszego sprzętu i… kabli.
■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Urządzenie może pochwalić się także zaskakująco poprawnie grającymi głośnikami stereo w układzie 2 x 5 W. Szczerze powiedziawszy przy niezobowiązującej rozgrywce czy relaksacyjnym oglądaniu filmów system audio 27-calowego Predatora może być całkowicie wystarczające, choć oczywiście do kinowych efektów tu daleko — czasy zestawów przetworników w telewizorach i im podobnych sprzętach przeminęły z nadejściem ery płaskich ekranów.

Ważny element wyposażenia stanowi także dołączony do zestawu statyw. Metalowy stelaż jest na tyle masywny i zmyślnie skonstruowany, że pewnie stoi na blacie. Dzięki zastosowaniu ruchomych przegubów oraz pionowej suwnicy możemy regulować kąt obrotu wyświetlacza na boki (do 20°) i w górę/dół (od -5° do 20°), jak również zmienić wysokość zawieszenia ekranu. Konstrukcja pozwala także ustawić monitor w orientacji pionowej (tak zwany pivot).

Predator X27U F5
I znów: mała rzecz, a cieszy.

Na tylnej ścianie pionowego elementu stojaka znajdziemy też uchwyt na słuchawki oraz hak ułatwiający zebranie wszystkich przewodów w jeden pęczek, co nieco ułatwia zachowanie porządku za urządzeniem. Dobre wrażenie zrobił też na mnie system montażu samego monitora, który wymaga jedynie wciśnięcia jednego guzika do skutecznego wpięcia tyłu obudowy do stelaża.

Chciałbym ogólnie pochwalić jakość zastosowanych materiałów. W żadnym momencie nie miałem wrażenia obcowania ze sprzętem z niższej półki, a połączenie dobrego tworzywa sztucznego korpusu, gładkiego panelu z wąskimi ramkami i niemal pancernego, metalowego statywu dodaje naszemu stanowisku gamingowego, ozdobnego charakteru.

2. Predator X27U F5 — podłączanie monitora do różnych źródeł i konfiguracja wyświetlacza

Predator X27U F5
Portów ci u nas dostatek.

Skoro o modelu Predator X27U F5 wiemy już wszystko, co najważniejsze, czas podpiąć go do naszej maszyny i skonfigurować do swoich potrzeb. Na szczęście samo podłączenie monitora do komputera nie stanowi szczególnej trudności od strony technicznej, ale wybór odpowiedniego kanału komunikacji czasem warto przemyśleć. Już tłumaczę.

Jak wspomniałem wcześniej, postawienie na USB-C z funkcją DP Alt to znakomite rozwiązanie, jeśli mamy mocarny laptop wyposażony w odpowiednie gniazdo, ewentualnie jeśli producent naszego dGPU w blaszaku wpadł na takie rozwiązanie. Jeżeli jednak port znajduje się tylko na płycie głównej, to lepiej odpuścić wysyłanie obrazu przez magistralę szeregową, bo uzyskamy pokaz slajdów zamiast płynnej animacji.

Kiedyś najlepszym możliwym sposobem na wyciągnięcie absolutnego maksimum z monitora było skorzystanie ze złącza DisplayPort — to zapewniało najwyższą dostępną częstotliwość odświeżania oraz odpowiednią rozdzielczość. Dziś standard HDMI 2.1 depcze po piętach klasycznemu DP, a biorąc pod uwagę zastosowanie przez Acera gniazd w specyfikacji DP 1.4, to paradoksalnie High Definition Multimedia Interface może okazać się lepszym wyborem.

Predator X27U F5
Zamiast szeregu przycisków – jeden multifunkcyjny joystick. Jest schludniej, choć trochę się trzeba naklikać.

W praktyce oba rodzaje połączenia oferują bardzo podobne osiągi po stronie tajwańskiego wyświetlacza, nawet mimo znaczących różnic w potencjalnej przepustowości. Oczywiście bardzo istotne jest użycie odpowiedniej jakości kabli: Ultra High Speed dla portu HDMI (może być oznaczony jako 8K@60Hz lub HDMI 2.1) oraz DP o standardzie 1.4 lub wyższym.

Co prawda komputery oraz konsole 9. generacji bez problemów wysyłają obraz w natywnym 1440p, ale niektóre inne urządzenia mogą oficjalnie nie wspierać tej rozdzielczości. Predator X27U F5 może przeskalować obraz 4K o częstotliwości odświeżania 60 Hz w dół, dzięki czemu nie musimy się martwić o komfort podczas oglądania filmów czy grania na mniej wszechstronnych sprzętach. Co ważne, działa to tylko przez HDMI.

Główną konfigurację możemy przeprowadzić z poziomu samego monitora, choć niemal te same funkcje oddaje w nasze ręce narzędzie Acer Display Widget, o którym za chwilę. Wbudowane menu OSD jest wielopoziomowe i pozwala w bardzo dużym stopniu dopasować parametry obrazu oraz pracę urządzenia do naszych indywidualnych preferencji i potrzeb. Korzystając z fizycznego joysticka u dołu wyświetlacza, możemy między innymi:

  • wybrać jeden z presetów ustawień obrazu oraz stworzyć własny profil
  • skonfigurować jasność, kolory i ostrość obrazu
  • zmienić przestrzeń kolorów
  • przełączyć wzmocnienie czerni oraz zmienić ustawienia czerni HDMI
  • zmienić ustawienia ochrony matrycy
  • zmienić głośność wbudowanych głośników stereo
  • skorzystać z pomocy nakładanego celownika i trybu snajpera
  • włączyć/wyłączyć porty USB-A 3.2 i ładowanie przez USB-C przy wyłączonym zasilaniu
  • włączyć/wyłączyć VRR
  • wymusić inną wielkość i format obrazu
  • włączyć/wyłączyć obsługę HDR
Predator X27U F5
Presety dedykowane różnym gatunkom gier w moim odczuciu nie do końca poprawiają obraz, ale mam specyficzne preferencje.
■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Jeśli chodzi o preinstalowane presety, to przygotowano między innymi profile dla gier akcji, wyścigów, produkcji sportowych czy oglądania zdjęć. Co ważne, obraz z włączonym high dynamic range wygląda poprawnie tylko na ustawieniu HDR, przy pozostałych wyświetlacz nie radzi sobie i wyświetla bardzo sprane kolory. Zresztą włączenie obsługi HDR automatycznie zmienia tryb — niezbyt udane rozwiązanie.

Co ciekawe, możemy samodzielnie wybrać przestrzeń kolorów, w której monitor ma wyświetlać obraz. Do wyboru dostajemy opcje sRGB, Rec.709, HDR, EBU, DCI, SMPTE-C oraz General, dzięki czemu dopasujemy interpretację barw do akurat wyświetlanych treści. Zwiększa to wszechstronność urządzenia, czyniąc z niego sprzęt nie tylko do gamingu.

Podobnie jak w innych tego typu urządzeniach znajdziemy tu także funkcję zmiany poziomu czerni przy połączeniu przez HDMI, ale i to nie rozwiązuje kwestii nieco rozjaśniającej całość powłoki antyrefleksyjnej. Wspomniana opcja, podobnie zresztą jak Black Boost nie tyle służą pogłębianiu ciemnych scen, ile wyciąganiu z nich szczegółów, czyli ich rozjaśnianiu. Przy wyświetlaczu OLED wydaje mi się to nieszczególnie potrzebne.

Predator X27U F5
Ech… naprawdę nie można było tego rozwiązać inaczej?

Funkcje ochrony matrycy pozwalają zabezpieczyć organiczne diody przed wypaleniem przy wykorzystaniu prawie niewidocznych mechanizmów. Może to polegać na przesuwaniu wyświetlanych scen o kilka pikseli oraz delikatnym przyciemnianiu brzegów ekranu, dzięki czemu nawet pracując ze statycznym obrazem, nie spowodujemy nadmiernej degradacji matrycy.

Fani współczesnych strzelanek wiedzą, że nie zawsze możemy liczyć na obecność precyzyjnego celownika w trakcie zabawy, a niektóre rodzaje broni wymagają dość stałego przesunięcia kursora względem obranego celu. W menu OSD Predatora X27U F5 znajdziemy funkcję nakładania własnego punktu odniesienia w niemal dowolnym miejscu, co może jest nie do końca uczciwym zagraniem, ale z pewności ułatwia rozgrywkę. Sam nie używam, ale rozumiem sens.

Jeszcze większy wpływ na zabawę może mieć tryb snajperski, który pozwala powiększyć obraz kilkukrotnie w okolicy środka ekranu. Gdyby tego było mało, da się tu włączyć zieloną nakładkę działającą trochę jak noktowizor, co zaburza balans gry i uczciwość rywalizacji. Wiem, że zwycięstwo jest ważne, ale uciekanie się do takich sztuczek to już chyba zbyt wiele.

Predator X27U F5
Istota trybu snajperskiego we własnej osobie.

Muszę podkreślić, że producent przygotował także możliwość zaprogramowania skrótów klawiszowych do uruchamiania celownika oraz trybu snajperskiego, choć działają one po konfiguracji w widgecie na PC. Dzięki temu korzystanie z tych „udogodnień” jest jeszcze łatwiejsze, a przy okazji nie jesteśmy skazani na bieganie z nieustannie włączonym zoomem.

Dość ciekawą opcją jest możliwość zmiany wielkości ekranu i stosunku rozmiarów. W ten sposób możemy uzyskać na przykład obraz „ultraszeroki” w produkcjach, które naszym zdaniem lepiej się sprawdzają w takiej wersji. Oczywiście jest to okupione obecnością czarnych pasów na części wyświetlacza, ale możemy decydować, czy sceny będą pojawiać się u góry, na środku czy na dole ekranu.

Jeśli chcemy skorzystać z funkcji KVM tajwańskiego monitora, musimy upewnić się, że wbudowany hub USB jest włączony. Następnie wpinamy nasze akcesoria do portów USB-A z tyłu urządzenia, a kablami USB-B oraz USB-C prowadzimy sygnał od nich przykładowo do komputera i laptopa.

W menu OSD możemy przypisać odpowiedni port wyjściowy akcesoriów, dzięki czemu wszystko powinno pięknie działać w parę chwil. W razie czego do dyspozycji zawsze pozostaje tryb automatyczny, który spisuje się bardzo poprawnie — bez problemu „przerzucał myszkę” między podłączonymi urządzeniami, choć zajmowało to kilka sekund.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Wspomniany wcześniej Acer Display Widget nie tylko pozwala naprawdę przeskakiwać między presetami obrazu (a nie tylko nakładając filtr na sygnał wyjściowy), ale zmienić w zasadzie wszystkie parametry pracy urządzenia. Jest tu nawet dostępny tryb overdrive, jednak jego działanie nie było wyjaśnione, a uruchomienie nie dało widocznych efektów — prawdopodobnie chodzi o wykręcenie najniższych czasów reakcji plamki. Ewidentny brak informacji.

Dostajemy tu także nieco większą kontrolę nad narzędziami ochrony panelu OLED. Te kilka drobiazgów może okazać się wyjątkowo przydatne dla osób spędzających sporo czasu na pracach biurowych czy kreatywnych, zwłaszcza gdy nie ekranie przez dłuższy czas widoczne są nieruchome elementy obrazu takie jak paski czy ikony. Taki mały programik, a jak bardzo przydatny.

Acer Display Widget
Acer Display Widget w pełnej krasie.

Szkoda tylko, że tak podstawowa funkcja, jak szczegółowa konfiguracja kolorów, nie zawsze „wskakuje” od razu. Czasem trzeba poczekać nawet około minuty, zanim okno się aktywuje, co za pierwszym razem może zniechęcić do korzystania z niego. Niemniej warto wykazać się cierpliwością, bo w efekcie możemy dużo łatwiej uzyskać obraz zgodny z naszymi preferencjami, niż grzebiąc w menu OSD.

Widget pozwala także automatycznie przypisać konkretny preset obrazu do danej aplikacji lub gry. To duże udogodnienie dla osób stosujących różne ustawienia ekranu w zależności od włączonego tytułu, choć osobiście staram się zawsze znaleźć uniwersalną konfigurację. Niezbyt to „pro”, wiem, ale to kwestia przyzwyczajeń i wygody.

3. Jak się na tym ogląda, pracuje i gra, czyli Predator X27U F5 w praktyce

Predator X27U F5
Mocarny Predator dobrze prezentuje się zarówno w otoczeniu sprzętu do gier, jak i tropikalnych roślin.

Mimo bardzo zaawansowanych rozwiązań technologicznych konfiguracja monitora przebiegła błyskawicznie i bez większych problemów, czas zatem, by test Predator X27U F5 wszedł w najistotniejszą fazę — oczywiście mam na myśli działanie sprzętu w praktyce. Sprzęt nie miał ze mną łatwo, jako że wykorzystywałem go zarówno do prac typowo biurowych, jak i do oglądania filmów, grania, jak również… słuchania muzyki. Zacznijmy po kolei.

Ekrany OLED z założenia mają mniejsze problemy z efektem poświaty niż wyświetlacze miniLED, a recenzowany model stanowi doskonałe potwierdzenie tej reguły. Dzięki temu praca nad tekstem czy czytanie nawet przy włączonym ciemnym motywie jest komfortowa i nie męczy oczu, a zastosowane technologie takie jak filtr światła niebieskiego pozwalają ograniczyć negatywne efekty spędzania czasu przy monitorze.

Co jednak najważniejsze, obraz jest ostry, wyrazisty, czcionki bardzo czytelne, a kolory znakomicie zreprodukowane. Niezależnie od tego, czy przyjdzie nam edytować dokumenty, czy obrabiać zdjęcia lub wideo, model X27U w wersji F5 nada się do takich zadań bardzo dobrze. To dobry prognostyk przed przejściem do bardziej bojowych sprawdzianów.

Choć działanie mechanizmu zapobiegającego wypalaniu pikseli jest widoczne w trakcie pracy nad ścianami tekstu (obraz co jakiś czas przesuwa się o kilka pikseli), to nie określiłbym go jako uciążliwość. Ot, jest, bo jest, w żadnym stopniu nie przeszkadza, a ja nie muszę się martwić o długowieczność sprzętu. To uczciwa wymiana.

Przy oglądaniu filmów oczywiście bardzo ważna jest jakość samego źródła, ale sam ekran jest jeszcze istotniejszy. Gdyby nie rozjaśniona przez warstwę antyrefleksyjną czerń byłoby fantastycznie, a tak — „tylko” bardzo dobrze. Niezależnie od tego, czy wróciłem do swojej ukochanej Diuny, czy odświeżałem sobie przygody Mandalorianina lub trząsłem portkami przy ciemnych scenach w horrorach, to wrażenia były jak najbardziej pozytywne.

Muszę też pochwalić wbudowane głośniki, które spisują się poprawnie, gdy siedzimy przy biurku z monitorem. Wiadomo, że już średniej jakości zewnętrzne systemy lub dobre słuchawki brzmią zauważalnie lepiej, ale byłem pozytywnie zaskoczony dźwiękiem wydobywającym się z dolnej części monitora z Tajpej. Nawet słuchanie muzyki podczas pracy nad tekstem było dość przyjemnym doświadczeniem, a uwolnienie się od headsetu bywa zbawienne.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Nie jestem żadnym autorytetem w kwestii rozpoznawania kolorów, ale te reprodukowane przez testowanego Predatora bardzo mi odpowiadają. Na pochwałę zasługuje też kontrast, który mimo nieidealnej czerni samej powierzchni matrycy spisuje się lepiej niż w przypadku ekranów IPS. Wyjątkowo przydało mi się to podczas edycji zdjęć (w tym wszystkich obecnych w niniejszej recenzji), ale oczywiście cechy te mają wpływ na całokształt pracy ze sprzętem.

Przygotowałem też kilka bardzo podstawowych plansz, które miały pomóc mi wychwycić ewentualne duże błędy w generowaniu obrazu — moje twory obejmowały gradienty z podstawowych kolorów do bieli i czerni, szachownicę oraz jednobarwne plansze. Wszystkie sprawdziłem zarówno z włączonym HDR, jak i bez niego.

Pozytywnie zaskoczyło mnie dobre przystosowanie się wyświetlacza do płynnie zmieniających się odcieni, gdy był aktywny 10-bitowy zakres kolorów (czyli z high dynamic range). To nie zawsze jest takie oczywiste, bo widywałem wyświetlacze, które przy tego typu testach „głupiały” i wyrzucały obrzydliwie wyglądające pasy. Tu nic takiego nie miało miejsca, choć zdarzył się pewien zgrzyt.

Predator X27U F5
To wciąż Acer, o czym warto pamiętać chociażby podczas poszukiwania oficjalnych danych o tym sprzęcie.

Niestety przy włączonym HDR monitor stosuje nieco agresywniejszą strategię ochrony przed przepaleniem pikseli, przez co całkowicie biała plansza wyświetliła się jako jasnoszara. Podczas normalnego korzystania z urządzenia nie zauważyłem jednak tego typu problemów nawet w jasnych scenach, ale w ekstremalnych sytuacjach tego typu zaburzenia nie są wykluczone.

Jeśli chodzi o najważniejszą część testu, czyli działanie tego bądź co bądź gamingowego monitora w grach, to postawiłem na kilka dość zróżnicowanych tytułów. Wybrałem superszybkiego FPS-a wyciągającego wyjątkowo wysoki framerate, wymagającą sporo czytania strategię, pełną pięknych widoków przygodówkę RPG oraz mroczny horror, w którym gra świateł jest ważna dla przetrwania. Oto one:

  1. Valorant
  2. Anno 1800
  3. Clair Obscur: Expedition 33
  4. Dead Space

Jakkolwiek nie jestem fanem sieciowych shooterów, a Valorant należy do najbardziej odrzucających mnie, to grze nie można odmówić wyjątkowej optymalizacji pod kątem klatkażu. Tytuł od Riot Games potrafi wyciągnąć dobrze ponad oszałamiające 700 FPS, co daje monitorowi pole do popisu.

Predator X27U F5 Valorant
Nie lubię tej gry, ale muszę przyznać, że monitor z logo Predator spisywał się przy niej wzorowo.

Muszę przyznać, że w tym wypadku obietnice dotyczące wyjątkowej dynamiki zabawy, płynności animacji i ostrości obrazu nie były w żadnym stopniu przesadzone. Krawędzie były bardzo wyraźne, nie doświadczyłem nieprzewidzianego rozmycia obrazu, nie natrafiłem także na przestrzelone kolory czy ghosting. Do tego mnóstwo świateł i kolorów wyglądało wprost fantastycznie.

Produkcją o zgoła odmiennym tempie gameplay’u jest Anno 1800 od Ubisoftu. Ekonomiczna perełka z akcją osadzoną w XIX wieku częstuje nas sporymi ilościami drobnego druku, a przez lwią część rozgrywki obserwujemy całe hordy naszych dzielnych „mróweczek” przy pracy. Można dostać oczopląsu, ale testowany monitor nie jest tu niczemu winien — sam sprzęt zasługuje na medal.

Czcionki są wyraźne, kolory intensywne, ruch niezakłócony niepotrzebnymi powidokami, czyli wszystko jest tak, jak powinno. Dla mnie rozmiar niespełna 27 cali jest jak najbardziej w porządku, a przy rozdzielczości 1440p wielkość poszczególnych punktów robi dobre wrażenie, choć pewnie znajdą się osoby preferujące większe ekrany.

Predator X27U F5 Anno 1800
Nie wiem czemu, ale ten fragment gry skojarzył mi się z moimi pierwszymi przygodami z Age of Empires III. Może to kwestia wody.

Mimo wszystko nie wymieniłbym tego modelu na taki o większej przekątnej, ale z matrycą IPS czy miniLED, to zupełnie inna bajka. Oczywiście zawsze w takich chwilach pojawia mi się z tyłu głowy argument o tej nieszczęsnej ciut spranej czerni samej matrycy, ale jeżeli nie ma się porównania wiszącego na ścianie obok, to może nie jest to tak dotkliwy mankament.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Choć obiecałem sobie, że przez spory bagaż emocjonalny nie wrócę do Clair Obscur przez długi czas, to malowniczość dzieła Sandfall Interactive wydawała mi się najodpowiedniejszym wyborem, gdy chodzi o nacieszenie oczu feerią barw. Myślę, iż podjąłem słuszną decyzję, bo ponowna wizyta w Lumière i okolicach przebiegła… cóż, zjawiskowo.

Było to zasługą nie tylko świetnego nasycenia kolorów, ale też głębokiego kontrastu oraz znaku firmowego matryc OLED, czyli ogromnej precyzji wyświetlania. Wysoka częstotliwość odświeżania obrazu zapewnia nam jeszcze jeden atut, a mianowicie minimalizację opóźnień w trakcie walk — każdy, kto brał udział w Ekspedycji 33, wie, jak ważne jest tu „wstrzelenie się w punkt”.

Predator X27U F5 Clair Obscur: Expedition 33
W Paryżu chyba dość mocno wieje, bo coś im się wieża wygięła.

Przy okazji wizyty w świecie stworzonym przez francuski zespół artystów zmieniłem zestaw akcesoriów podpiętych do monitora. Zamiast klawiatury i myszki postawiłem na szybkiego gamepada Razer Wolverine V3 Pro podłączonego po kablu (1000 Hz częstotliwości raportowania) oraz jedne z moich ulubionych słuchawek, czyli Razer BlackShark V3 Pro. Oba urządzenia zostały poprawnie rozpoznane, a ja mogłem cieszyć się pięknem oryginalnej ścieżki dźwiękowej.

Na koniec growej części testu sam sobie zrobiłem psikusa — choć jako tako znoszę horrory w postaci książek, filmów czy seriali, to te ubrane w formę gier komputerowych często rozkładają mnie na łopatki. Jak ultraszybki gamingowy monitor Predator X27U F5 z matrycą z organicznymi diodami i warstwą kwantowych kropek spisał się w gatunku, który z założenia często sięga po ciemność?

Nie do końca znając źródło takiego przekonania, podczas zabawy w remake’u Dead Space doszedłem do wniosku, że stabilne 60 klatek na sekundę zdecydowanie mi wystarczy. Przestawiłem ustawienia ekranu na rozdzielczość 4K, zmuszając wyświetlacz do downscalingu, licząc na naturalny antyaliasing, co jednak wiązało się z ograniczeniem odświeżania do 60 Hz.

Predator X27U F5 Dead Space
Jak zawsze utknąłem na początku gry i doszedłem do wniosku, że nie ma sensu robić sobie pod górę.

Gdybym po prostu grał dla „przyjemności”, pewnie byłbym zachwycony, ale recenzencki obowiązek kazał mi szukać każdego możliwego minusa. Nie przestanę czepiać się tej niedostatecznie ciemnej czerni — nawet po podbiciu gammy, wyłączeniu Black Boost i zrobieniu wszystkiego, co się da, nie jest ona taka, jaka powinna być w matrycy OLED. Cała reszta była świetna.

Podczas zabawy we wszystkich wymienionych tytułach monitor spisywał się znakomicie, kolory były żywe, kontrast odpowiednio wysoki, a precyzja wyświetlania ogromna. Nigdzie nie zaobserwowałem efektu halo, zbędnego rozmycia czy przestrzelonych pikseli, dzięki czemu możemy liczyć na wyjątkową sprawność modelu X27U F5 w każdym scenariuszu.

Odświeżanie na poziomie 500 Hz może nie zawsze jest odczuwalne (choć przy przeskakiwaniu między 120 a 500 Hz różnice są zauważalne), ale wysoki komfort użytkowania takiego panelu już owszem. Poza tym minimalizacji opóźnień na każdym etapie rozgrywki jest niezmiernie istotna podczas rywalizacji z innymi graczami, a w połączeniu z mocnym sprzętem recenzowany Predator tworzy bardzo dobre środowisko do wygrywania.

Predator X27U F5
Ten wyświetlacz nawet nie jest „cienki”, on jest „ultracienki”. Nie wiem jednak, czy to nie stanowi źródła jego w zasadzie jedynej słabości.

Jeśli chodzi o współpracę z różnymi sprzętami oraz sprawność przełączania podpiętych akcesoriów przez KVM, to nie mogę powiedzieć złego słowa. Monitor całkiem zgrabnie porozumiewał się nawet ze smartfonem Google Pixel 10 Pro XL, który w podstawowych zadaniach potrafi spisywać się lepiej niż kilkuletni, ledwie zipiący ultrabook. Nienagannie przebiegała także komunikacja z Xboxem One S, choć tu rzecz jasna nie zawsze użyjemy klawiatury i myszki.

Dobrze korzystało mi się także z zawartego w zestawie stojaka ErgoStand, dzięki któremu zmiana pozycji czy kąta nachylenia monitora nie stanowi najmniejszego problemu. Muszę jednak ostrzec o pewnej niedogodności: przez szerokie ramię statywu dostęp do gniazd DisplayPort jest nieco utrudniony, zwłaszcza jeżeli dysponujecie grubymi, sztywnymi przewodami w oplocie. Warto zainwestować w interkonektory z wtyczkami kątowymi.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Mimo swoich niezaprzeczalnych zalet wyposażony w matrycę QD-OLED model nie jest sprzętem idealnym. Od tej klasy sprzętu wymagam dużo więcej niż od konkurencji z niższej półki, a im więcej producent obiecuje, tym bardziej sceptycznie jestem nastawiony. Nie zagrało tu kilka detali, które jednak mają pewien wpływ na korzystanie z monitora.

Predator X27U F5
Współczesne kable aspirujące do miana „przewodów najwyższej jakości” potrafią być grube i sztywne, czego w Acerze mogli nie przewidzieć.

Przyczepię się do bocznych ramek, ale nie tych na samym korpusie, a do czarnego obramowania frontu urządzenia. O ile bowiem brzegi urządzenia rzeczywiście są ultracienkie, to między bokami obudowy a wyświetlaczem mamy prawie 12 mm. Postawcie dwa takie ekrany obok siebie, a przerwa w obrazie wyniesie prawie 2,5 cm. Jak na konstrukcję o szumnej nazwie ZeroFrame to jednak dość pokaźny dystans.

Mam również wrażenie, że przewód biegnący od zasilacza do monitora mógłby być nieco dłuższy. Jeżeli ktoś nie ma pod biurkiem półki na wielki, ciężki adapter, to trudno poprowadzić wspomniany kabel w sposób schludny i ograniczający jego nadmierne napięcie. To ostatnie zdecydowanie nie jest wskazane, chociażby ze względów bezpieczeństwa.

Predator X27U F5
Ekran można opuścić jednym szybkim ruchem, tak samo zresztą jest z jego podnoszeniem.

Sam stojak również nie ułatwia szczególnie organizacji przewodów. Obecne z tyłu „ucho” rzeczywiście pozwala zebrać kable w jeden pęk, ale i tak są one widoczne, co może przeszkadzać osobom ceniącym sobie sterylny porządek na blacie. Został jeszcze jeden drobiazg, który trochę mnie zaskoczył.

Jeśli dość dynamicznie piszecie na klawiaturze lub mocno „wbijacie” przyciski podczas gry, co może przekładać się na wibracje blatu, to monitor zaczyna trząść się jak osika. Jego zawieszenie na statywie jest pewne, ale dość chybotliwe, mimo że sam panel jest zwarty i sztywny. Cóż, zawsze można zainstalować urządzenie na ścianie, ale nie każdy marzy o takim rozwiązaniu.

4. Test Predator X27U F5 — podsumowanie recenzji

Predator X27U F5
To nadal kawał „mebla”, a 27 cali to wcale nie jest mało.

Poznaliśmy już każdy aspekt pracy z testowanym ekranem, nadszedł zatem czas, by wyciągnąć ostateczne wnioski oraz odpowiedzieć na najważniejsze pytania zadane we wstępie. Jak to zatem jest: czy Predator X27U F5 to godny polecenia sprzęt do pracy i zabawy, czy udający wyposażenie dla entuzjastów niczym niewyróżniający się model bez mocnych stron? Bez wątpienia to pierwsze, ale warto określić cechy, których przede wszystkim szukamy w sprzęcie.

Zacznijmy od zalet recenzowanego wyświetlacza. Dostajemy bardzo dobrze wykonany ekran z niezłą rozdzielczością WQHD, potencjalnie znakomitą matrycą QD-OLED, zjawiskowymi parametrami pracy w zakresie częstotliwości odświeżania czy czasu reakcji plamki oraz całkiem dobrą jasnością. Do tego dochodzi mnóstwo portów, funkcja KVM, ergonomiczny statyw czy przyzwoite głośniki, co podbija wielozadaniowość tajwańskiego Drapieżnika.

W efekcie oglądane treści wyglądają najczęściej fantastycznie, a kompatybilność monitora z różnymi sprzętami może stanowić wzór do naśladowania. Jeżeli Waszym priorytetem jest niesamowita wydajność, wszechstronność oraz ostrość obrazu, to F5-tka jawi się jako doskonały wybór. W moim odczuciu ten idealny wizerunek psuje jeden, ale za to ważny mankament.

Oczywiście mam na myśli matrycę, której kolor nie jest wystarczająco zbliżony do czerni nawet przy wyłączonym zasilaniu. Gdyby można było poświęcić tę ultracienkość, warstwę antyrefleksyjną czy wąskie ramki dla przyciemnienia podstawowego koloru ekranu, to pisałbym o Predatorze X27U F5 w samych superlatywach. A tak — jest to świetny sprzęt obarczony wadą, która w pewnym stopniu niweczy „wysiłki” matrycy QD-OLED. Wielka szkoda.

Zgodzę się w 100%, iż odbiór tego sprzętu zależy w dużej mierze od naszych dotychczasowych doświadczeń. Gdyby pominąć kwestię koloru ekranu, to wspomniane w recenzji niedociągnięcia nie zmieniają faktu, że praca i zabawa na monitorze Predator X27U F5 to ogromna przyjemność. Pozostałe ważne aspekty wypadają rewelacyjnie, a bojowy potencjał wyświetlacza będzie stanowił mocną stronę naszego zestawu przez wiele lat.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Komu zatem mogę polecić testowany model? Z pewnością wszystkim graczom zaangażowanym w rywalizację w sieciowych strzelankach, jak również osobom pracującym z obrazem w branży kreatywnej. Jeśli przesiadacie się z monitorów IPS czy miniLED to również będziecie zachwyceni, zapomnijcie o moim utyskiwaniu na kolor matrycy. Sprzęt od Acera to nadal rewelacja w porównaniu do tych technologii.

Jeśli jednak dobrze znacie ekrany OLED lepiej odwzorowujące czerń i jest ona dla Was istotna, to lojalnie ostrzegam — możecie być zawiedzeni. Tu nie chodzi o „szukanie dziury w całym”, tylko o elementarne, niemożliwe do poprawienia ograniczenie kontrastu i odbioru bardzo ciemnych scen na samym starcie. Ten wyświetlacz nie zyska na głębi po aktualizacji czy w zależności od treści, bo nie zejdzie poniżej pewnej wartości jasności matrycy.

Nie chciałbym zostać źle zrozumiany, bo mimo wszystko 27-calowy potwór wydajności z Tajpej to świetna propozycja nie tylko dla graczy. Jeśli w przyszłości udałoby się poprawić ten jeden, tak wytykany przeze mnie problem, to dostalibyśmy sprzęt absolutnie zjawiskowy. I właśnie za to trzymam kciuki: by inżynierowie Acera stworzyli monitor, który jakością obrazu wbije nas wszystkich w fotel, a konkurencję rozstawi po kątach. Powodzenia!

Predator X27U F5

Na plus

  • Matryca QD-OLED
  • Znakomite odwzorowanie kolorów
  • Zjawiskowa częstotliwość odświeżania 500 Hz
  • Błyskawiczny czas reakcji plamki 0,03 ms
  • Funkcjonalny statyw ErgoStand
  • Niezła jasność ekranu
  • Wiele dostępnych portów
  • Hub USB z funkcją KVM
  • Nieźle grające głośniki
  • Funkcjonalny widget

Na minus

  • Zbyt jasna „czerń” spowodowana konstrukcją ekranu
  • Zauważalne bujanie się monitora przy wibracjach blatu
  • Porty DP w leciwej wersji 1.4
  • Obsługa HDR wymagająca zmiany profilu
  • Brak obsługi Dolby Vision

Jakub Foss

Predator X27U F5 to superszybki monitor gamingowy, który może pochwalić się rewelacyjną częstotliwością odświeżania oraz superkrótkim czasem reakcji plamki. Zastosowana matryca QD-OLED gwarantuje wysoki kontrast i znakomite odwzorowanie kolorów, ale ma jeden mankament — jej poziom czerni nie jest wystarczająco ciemny, co widać w trakcie konsumowania treści ze znikomą ilością światła. Mimo tego tajwański wyświetlacz to nadal apetyczny kąsek dla graczy lubujących się w strzelankach online oraz osób pracujących w branży kreatywnej, a funkcjonalność urządzenia wraz z bardzo wygodnym w użytkowaniu statywem pozwala dopasować działanie sprzętu do swoich potrzeb.

Ocena końcowa: Godne polecenia, zwłaszcza dla fanów sieciowych gier kompetytywnych

O autorze
Jakub Foss
Zastępca redaktora naczelnego

Od trzech dekad zapalony miłośnik gier komputerowych. Od przyjaźni z Commodore, przez konsolki i konsole miał przyjemność dotrzeć do ekosystemu Xboxa. Zobacz więcej...

Niektóre odnośniki w powyższej publikacji to linki afiliacyjne. Jeżeli klikniesz taki link i dokonasz zakupu, otrzymamy niewielką prowizję, a Ty nie poniesiesz żadnych dodatkowych kosztów. | Etyka redakcyjna

Zastanawiasz się nad zakupem subskrypcji Xbox Game Pass Ultimate? Skorzystaj z naszych poradników i oszczędź nawet 80% ceny!

Dyskusja na temat wpisu

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Mimo że pozwalamy na komentowanie osobom bez konta na platformie Disqus, to i tak zalecamy jego założenie, bo wpisy gości często trafiają do spamu.

Ładowanie kolejnych wpisów...
Nie przepłacaj!
Zgłaszanie błędu

Błędy zdarzają sie każdemu, nawet nam. Jeżeli uważasz, że w niniejszej publikacji coś się nie zgadza, to poinformuj nas o tym korzystając z formularza poniżej. Autor tekstu otrzyma Twoje zgłoszenie, dzięki czemu będzie mógł go poprawić, jeśli zajdzie taka potrzeba.