Dobrze grające słuchawki to z pewnością ważna pozycja w arsenale fanów cyfrowej rozrywki, wszak pozwalają one w pełni cieszyć się znakomitą oprawą audio współczesnych produkcji. Większość urządzeń określanych mianem „gamingowych” to jednak dość duże headsety, które nie zawsze sprawdzają się na spacerze lub w tramwaju. Pewną alternatywę stanowią nieduże zestawy typu TWS.
Spis treści
Ciekawe rozwiązanie zaproponował amerykańsko-singapurski gigant rynku akcesoriów dla graczy, czyli oczywiście Razer. Producent znany z pełnowymiarowych modeli od lat rozwija jedną serię „pchełek”, stopniowo przekształcając ciekawostkę w pełnoprawny sprzęt dedykowany wymagającym użytkownikom. W moje ręce trafił model Hammerhead V3 HyperSpeed, który czym prędzej zaprzągłem do ciężkiej pracy.
Jak kolejna odsłona niewielkich słuchawek z logo trzech splecionych węży wypada na tle swego pierwowzoru? Czy nazywanie tak małego sprzętu gamingowym jest w ogóle uzasadnione, czy to tylko chwyt marketingowy wycelowany w fanów marki? Co jednak kluczowe: jak się na tym gra, ogląda filmy i słucha muzyki? Zapraszam do lektury mojego testu trzeciej generacji Młotków!
Razer Hammerhead V3 HyperSpeed — najważniejsze parametry

Choć słuchawki dokanałowe swoim wyglądem wyraźnie odbiegają od dużych kompletów, to ich działanie da się opisać niemal takim samym zestawem parametrów. Co więcej, modele przeznaczone dla graczy niemal niczym nie różnią się od bardziej „cywilnych” par, więc tym łatwiej porównamy prawdziwy potencjał Hammerheadów z rozwiązaniami obecnymi na rynku od lat.
O headsetach od producentów akcesoriów komputerowych pisaliśmy na naszym portalu nie raz, bardzo często omawiając znaczenie poszczególnych elementów specyfikacji. Wszystkich chętnych odrobinę odświeżyć sobie wiedzę serdecznie zachęcam do lektury następujących artykułów:
- ranking najlepszych słuchawek gamingowych
- zestawienie topowych headsetów do PC
- najlepsze modele słuchawek do Xbox Series X|S
Biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze teksty, własne doświadczenie oraz specyficzną budowę „pchełek”, do najistotniejszych parametrów tego typu sprzętu zaliczyłbym pasma przenoszenia, czułość, dostępne formy komunikacji, kompatybilność, czas pracy na baterii oraz dostępne funkcje dla graczy. Jeśli chodzi o oficjalne dane, trzecia generacja TWS-ów od Razera wygląda następująco:
- Budowa: dokanałowe
- Komunikacja: 2.4 GHz (adapter HyperSpeed), Bluetooth 6.0
- Pasmo przenoszenia słuchawek: 20 – 20 000 Hz
- Wielkość przetworników: 11 mm
- Pasmo przenoszenia mikrofonu: 100 – 10 000 Hz
- Impedancja: 32 Omy
- Czułość słuchawek: 105 dB SPL/mW @ 1 KHz
- Mikrofon: tak
- Aktywna redukcja szumu: tak
- Czas pracy na jednym ładowaniu: do 40 godzin (10 h słuchawki + 30 h etui)
- Port ładowania: USB-C
- Zasięg: brak danych (według własnych pomiarów nie mniej niż 8 m w budynku przy połączeniu przez adapter 2.4 GHz)
- Obsługiwane platformy: PC, Mac, PS4, PS5, Nintendo Switch, Android, iOS
- Waga: 5,6 g każda ze słuchawek, 63 g cały zestaw
- Cena: ~ 700 zł

Jak widać, producent nie szedł na kompromisy, nawet mimo braku dopisku „Pro” w nazwie recenzowanego sprzętu. Szczególną uwagę zwraca tu możliwość komunikacji przez dołączony do zestawu adapter HyperSpeed, która zapewnia najszybsze połączenie bezprzewodowe, ale nie można pomijać także obecności ANC — funkcji oczywistej w earbudsach, jednak niedostępnej w pierwszej wersji Młotków.
Kwestii istotnych z punktu widzenia jakości czasu spędzonego ze słuchawkami jest jednak o wiele więcej, a każda z nich zdecydowanie zasługuje na poświęcenie jej kilku słów. By zachować maksymalną przejrzystość tekstu, test Razer Hammerhead V3 HyperSpeed podzieliłem na następujące podrozdziały:
- Zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia
- Proces instalacji urządzenia na różnych platformach, oprogramowanie i ustawienia słuchawek
- Jak to działa i brzmi, czyli Razer Hammerhead V3 HyperSpeed w praktyce
- Podsumowanie

Co ważne: nie jestem audiofilem i nie mam zapędów na takowego, a muzyki najczęściej słucham, korzystając z płaskich ustawień korektora — pozwala mi to lepiej poznać oryginalny zamysł producentów sprzętu. Nie wykluczam, że mam pewne deficyty słuchu, choć z moich szybkich prób wygląda na to, iż nadal słyszę dźwięki do częstotliwości około 16 000 Hz. W codziennym życiu nie zauważam problemów w odbiorze treści audio.
Przed sprawdzeniem sprzętu w boju zadbałem o aktualizację oprogramowania swoich urządzeń i firmware’u „pchełek”. Hammerheady podłączałem do mocnego komputera stacjonarnego, ledwo zipiącego ultrabooka, oraz smartfona Google Pixel 10 Pro XL, korzystałem zarówno z BT, jak i dołączonego adaptera HyperSpeed. Nie wystawiałem zestawu na działanie wody.
Zanim przystąpię do dalszej części recenzji, chciałbym bardzo serdecznie podziękować firmie Razer za udostępnienie mi słuchawek do testu.
1. Razer Hammerhead V3 HyperSpeed — zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia






Słuchawki przychodzą do nas w atrakcyjnym opakowaniu w kolorach stanowiących znak rozpoznawczy Razera, czyli czerni z charakterystycznymi, zielonymi akcentami. Pudełko przystrojono bardzo dokładną wizualizacją sprzętu, nie zabrakło także informacji o najważniejszych funkcjach oraz zawartości zestawu, zabrakło jednak szczegółowej specyfikacji. Czego możemy spodziewać się w środku?
Komplet składa się ze stacji ładującej, w której spoczywają earbudsy wraz z nadajnikiem HyperSpeed z końcówką USB-C, do tego dostajemy kabel USB-C, dwie dodatkowe pary nakładek w rozmiarach S i L (M-ki są fabrycznie założone na Młotkach), podstawowy zestaw naklejek oraz skróconą instrukcję obsługi. Szczerze mówiąc, trudno oczekiwać więcej.
Zacznijmy od etui. Urządzenie o rozmiar 7,5 cm x 5,1 cm x 2,6 cm waży niecałe 50 g i stanowi jednocześnie ładowarkę do słuchawek. Jego zaokrąglony kształt ułatwia transport oraz poprawia estetykę, a wyraźny panel świetlny informuje o powiadomieniach, parowaniu czy procesie uzupełniania energii. Do tego wygląda całkiem nieźle, dodając sprzętowi gamingowego charakteru.

U dołu stacji umieszczono wejście USB-C służące nie tylko doprowadzeniu energii, ale też przydatne do ewentualnej aktualizacji sprzętu. Znalazło się tu również miejsce dla bardzo subtelnego przycisku wielofunkcyjnego, który odpowiada za włączanie parowania Bluetooth czy sprawdzanie poziomu naładowania baterii etui.
Ulokowane u góry wieko ozdobiono logotypem producenta, a po jego otwarciu naszym oczom ukazują się same Hammerheady oraz rozdzielający je adapter 2.4 GHz. W przewidzianym dla nadajnika HyperSpeed miejscu znajduje się przelotowy port USB-C, który pozwala na przesyłanie sygnału z komputera do słuchawek podczas ładowania. Dzięki temu możemy poprawić zasięg i uzupełniać zapasy wbudowanego akumulatora bez przerywania gry.
Dokanałowe słuchawki zaprojektowano z uwzględnieniem dłuższych trzpieni wystających poza ucho — to tam mieszczą się styki do ładowania oraz mikrofony. W oczy od razu rzuca się jakość zastosowanych materiałów oraz ogólnego wykonania urządzenia, które zapewniają mu odporność na zachlapania i rozpryski wody potwierdzone certyfikatem IPX4.

Od razu zwrócę uwagę na pewne detale, które z początku łatwo przeoczyć. Oprócz ewidentnie widocznych ujść dźwięku zakończonych gumowymi nakładkami na każdej słuchawce mamy dwa dodatkowe otwory: jeden pokryty perforowanym tworzywem wycelowany w tylną ścianę otworu słuchowego, a drugi, punktowy, znajdujący się tuż za kapturkiem (prawdopodobnie wentylacja).
Ze względu na konstrukcję sprzętu trudno mi wyizolować ewentualne części pasma, wydobywające się ze wspomnianych źródeł, ale w moim odczuciu spod tylnej maskownicy słychać jaśniejsze częstotliwości. Może to być efekt uboczny lub część innego mechanizmu o zupełnie innym przeznaczeniu.
Z moich obserwacji wynika, że znajdują się tam czujniki rozpoznające, czy pchełki bezpiecznie „siedzą” w uszach. System przestaje odtwarzać dźwięk po wyjęciu choćby jednej słuchawki z otworu słuchowego, ale zakrycie wyżej wspomnianej maskownicy wznawia odtwarzanie. Do tego (nawet jeśli to efekt „uboczny”) fala akustyczna rozchodzi się na większej powierzchni.

Jeśli chodzi o umieszczone w środku przetworniki, to mamy do czynienia z 11 mm driverami reprodukującymi dźwięki o częstotliwościach 20 – 20 000 Hz przy maksymalnej czułości sięgającej 105 dB SPL/mW dla sygnału 1 kHz. Impedancja wynosi standardowe dla niewielkich urządzeń o przenośnym charakterze 32 Omy, za to maksymalna moc dochodzi do 25 mW.
Drobne zaskoczenie: przy połączeniu z komputerem możemy liczyć maksymalnie na jakość dźwięku na poziomie nawet 96 kHz @ 24-bit przy komunikacji przez adapter 2.4 GHz, co teoretycznie spełnia definicję tak zwanego dźwięku bezstratnego. Mimo to informacja o przyznaniu certyfikatu Hi-Res Audio Wireless nie pojawia się w żadnych oficjalnych materiałach, więc czegoś najwyraźniej zabrakło.
Schowane w trzonkach mikrofony rejestrują dźwięki w zakresie 100 – 10 000 Hz, co pozwala na prowadzenie rozmów telefonicznych czy komunikację ze współgraczami. Co ważne, urządzenie wspiera hybrydową redukcję szumów, a samo ANC zmienia tu reguły gry — sprzęt bez problemu wycina z tła wentylatory komputera, odkurzacz, klimatyzator czy pompę powietrza w akwarium.




Zewnętrzne części korpusu ozdobiono podświetlanym na zielono logo Razera, ale wyjątkowo nie możemy wpływać na jego działanie. Co jednak dużo istotniejsze, znajdują się tam również panele dotykowe pozwalające sterować najważniejszymi funkcjami słuchawek za pomocą prostych do zapamiętania gestów. Działa to bardzo poprawnie i nie sprawia najmniejszych problemów.
Jeśli chodzi o dostępne formy komunikacji, to warto pochwalić nie tylko zastosowanie nowoczesnego modułu Bluetooth 6.0, ale przede wszystkim szybkiego, stabilnego połączenia 2.4 GHz, które powinno przypaść do gustu bardziej wymagającym graczom. Do tego model Hammerhead V3 HyperSpeed obsługuje system podwójnej komunikacji i szybkie przełączanie się między źródłami.
Co więcej, jeżeli w trakcie korzystania z trybu 2.4 GHz ktoś do nas zadzwoni, to odtwarzanie jest wstrzymane, a my możemy podjąć rozmowę i prowadzić ją z poziomu słuchawek. Dzięki temu nie musimy się martwić, że przez przypadek przegapimy ważny telefon nawet podczas rozgrywki.





Czas pracy na baterii jest zadowalający i wynosi do 10 godzin, a w razie czego stacja ładująca ma zapas prądu na kolejne 30 h. Jeśli będziemy pamiętać, by po skorzystaniu ze słuchawek odłożyć je do etui, to uzupełnianie energii co prawie dwie doby czystego słuchania zdecydowanie nie brzmi źle. Przyznaję plusik za to.
Z drobiazgów muszę pochwalić dołączony do zestawu kabel USB-C, który wyposażono w kątową wtyczkę na jednym z końców. Do tego krótki interkonektor obsługuje wysoką moc ładowania sięgającą 60 W, jest także zabezpieczony solidnym oplotem, dzięki czemu powinien dobrze znosić wszelkie trudy podróży.
Ucieszyła mnie także zmiana koncepcji dotycząca konstrukcji słuchawek w stosunku do pierwszych Młotków, które wkładało się całą wewnętrzną powierzchnią do otworu słuchowego. Było to po pierwsze mniej wygodne, a po drugie powodowało dość częste wypadanie słuchawek nawet mimo zastosowania gumowego kapturka. Obecna budowa wzorowana na modelu Hammerhead Pro HyperSpeed jest po stokroć lepsza.

Pozwala ona bowiem zastosować różnej wielkości „grzybki” i lepiej dopasować połączenie słuchawek z uchem. Przekłada się to bezpośrednio na wygodę, komfort użytkowania, brzmienie oraz wszechstronność sprzętu. Trochę żałuję, że w zestawie nie znalazły się także nakładki wykonane z elastycznej pianki, ale podejrzewam, że da się dopasować coś z uniwersalnych rozwiązań dostępnych na rynku.
Patrząc na zestaw jako całość trudno się do czegokolwiek przyczepić. Zarówno właściwości akustyczne słuchawek, jak i jakość wykonania zestawu nie odbiegają od popularnych kompletów ze średnio-wyższej półki, a dodatkowy kanał komunikacji przez adapter 2.4 GHz stanowi ważny atut dla fanów gamingu. To dobry prognostyk przed częścią praktyczną testu, jednak wcześniej został nam jeszcze ważny krok — konfiguracja sprzętu.
2. Razer Hammerhead V3 HyperSpeed — proces instalacji urządzenia na różnych platformach, oprogramowanie i ustawienia słuchawek

Sprzęty Razera z reguły nie sprawiają problemów przy podłączaniu ich do naszych urządzeń czy zmianie ustawień i nie inaczej jest tym razem. Jak wspomniałem wcześniej, do wyboru mamy dwa rodzaje połączenia: z wykorzystaniem nadajnika HyperSpeed na USB-C oraz przez Bluetooth. Zacznijmy od tego pierwszego.
Słuchawki są fabrycznie sparowane z dołączonym do zestawu małym gwizdkiem, w związku z czym wystarczy wpiąć go do gniazda USB-C kompatybilnego sprzętu i uruchomić słuchawki. W ostateczności, jeżeli wcześniej parowaliśmy akcesorium na przykład z urządzeniem mobilnym przez BT, czasem trzeba będzie przełączyć się na komunikację 2.4 GHz, stukając trzy razy w panel dotykowy jednej ze słuchawek.
Wspomniałem o kompatybilnych platformach — te obejmują w zasadzie każdy współczesny komputer (w tym handheldy), smartfon, tablet lub konsolę, które obsługują przesyłanie audio przez USB-C. Według oficjalnych danych Hammerheady bez problemu współpracują z PC, PS5 oraz urządzeniami mobilnymi z systemami Android i iOS, więc jak zwykle w tyle zostaje Xbox ze swoim zamkniętym ekosystemem.

Równie bezproblemowo przebiega parowanie Młotków z wykorzystaniem protokołu Bluetooth. Proces wygląda identycznie jak w przypadku niemal dowolnego innego zestawu słuchawkowego, a tu dodatkowo dostajemy możliwość konfiguracji sprzętu z poziomu aplikacji Razer Audio. Całość konfiguracji trwa raptem kilka chwil.
Podstawowa obsługa z poziomu samych słuchawek odbywa się przy użyciu gestów wykonywanych na dotykowych panelach zewnętrznych części obudowy. „Gesty” to zresztą dość szumna nazwa dla dostępnego zestawu akcji, które pozwalają na zmianę głośności, przełączanie utworów, wyciszanie mikrofonu, zmianę ustawień ANC czy przeskakiwanie między źródłami BT i HyperSpeed.
Dostęp do wszystkich przewidzianych przez inżynierów funkcji zyskujemy za to z poziomu programu Razer Synapse 4, a większość z nich obsługuje także mobilne Razer Audio. Korzystając ze wspomnianych narzędzi, możemy wprowadzać zmiany dotyczące między innymi:
- ustawień korektora graficznego
- trybu działania ANC
- szczegółowej konfiguracji THX Spatial Audio (tylko PC)
- funkcji „nie przeszkadzać”
- automatycznej pauzy
- obsługi gestów
- obecności instrukcji audio
- oszczędzania energii

Być może jestem w tym odosobniony, ale dla mnie obecność equalizera to absolutny must-have każdego sprzętu audio. Rozwiązanie zaproponowane przez Razera jest jak najbardziej w porządku, choć producent nie wyszedł poza ramy przyzwoitego minimum — trudno szukać tu ustawień dedykowanych najpopularniejszym kompetytywnym strzelankom, co przecież uwzględniał wcześniej w swoich headsetach.
Choć można postrzegać tę decyzję jako stosunkowo zrozumiałą, nie możemy też liczyć na EQ dla mikrofonu. Jasne, wbudowane rejestratory mają raczej spełniać funkcję awaryjnych środków do komunikacji, jednak implementacja modyfikatorów brzmienia naszego głosu nie kosztowałaby w zasadzie nic. Szkoda.
Jeszcze bardziej zaskakujące jest pominięcie funkcji zmiany presetów EQ za pomocą gestów. Zarządzanie korektorem graficznym dostępne jest co prawda z poziomu programów Razer Synapse oraz Razer Audio, ale zmusza to nas do odrywania się od akurat wykonywanych czynności zamiast wykorzystania paneli dotykowych słuchawek.

Działająca zaskakująco dobrze aktywna redukcja szumów występuje tu w dwóch wersjach: pełnej oraz wzmacniającej dźwięki otoczenia (Ambient). Oczywiście ANC można też wyłączyć, jednak o dziwo tylko z poziomu aplikacji — mimo obecności takiej informacji w instrukcji obsługi, gesty urządzenia nie pozwalają dezaktywować tej funkcji. Może uda się to naprawić w przyszłości drobną aktualizacją.
Dokanałowe słuchawki z logo trzech splecionych węży wspierają spacjalizację dźwięku THX Spatial Audio. Nie jest to moje ulubione rozwiązanie, jeśli chodzi o wirtualizację przestrzeni w słuchawkach, ale odpowiednio skonfigurowane może zabrzmieć lepiej od zwykłego stereo. Finalnie jak zawsze pozostaje to kwestią indywidualnych preferencji.




Trochę dziwi mnie sposób implementacji technologii od THX: teoretycznie miała ona być „zaszyta” w Razer Synapse, a i tak musimy uruchomić dedykowany program. Ten niestety nie zmienił się od lat, a choć udostępnia użytkownikom przydatne funkcje takie jak podbicie basów, uwydatnianie głosów, kalibrację lokalizacji dźwięku w przestrzeni czy specjalne profile do gier, wyjściowe brzmienie nadal jest dla mnie zbyt przekoloryzowane.
Oczywiście nie jesteśmy „skazani” na THX Spatial Audio, bo na rynku znajdziemy co najmniej kilka sensownych rozwiązań od konkurencji. Osobiście zawsze polecam Dolby Atmos, które nie jest tak agresywne w swoim wpływie na sound. Rzecz jasna śmiało można korzystać też z DTS:X czy cenionej przez graczy PS5 wirtualizację Tempest 3D. Swoją drogą, wracając do Dolby — poniżej znajdziecie nasz sposób, jak nie przepłacać za Atmos dla słuchawek:
Automatyczna pauza to dość przydatny drobiazg. Ot, gdy tylko wyciągamy choć jedną słuchawkę z ucha, odtwarzanie zatrzymuje się niemal natychmiast, a uruchamia się, kiedy pchełka wraca na swoje miejsce w kanale słuchowym. Genialne w swej prostocie i często wygodniejsze niż gorączkowe stukanie w panel dotykowy.
Skoro już jesteśmy przy obsłudze gestami, to w ogólnym rozrachunku nie sprawia ono większych problemów, a w razie czego można je zwyczajnie wyłączyć — działa wtedy tylko zmiana źródła dźwięku. Żałuję jedynie, że sprzęt nie umożliwia nam mapowania dostępnych kombinacji, co rozwiązałoby chociażby problem przeskakiwania między presetami equalizera.
Jak na nowoczesne słuchawki przystało, w Młotkach „zamknięto” miłą panią informującą nas o uruchomionej opcji czy wybranym źródle. Skupianie się na jej głosie niestety nie jest wyjątkowo przyjemne, bo jakość nagranych komunikatów odbiega od ideału. Nie wspomnę, że ku mojemu dużemu niezadowoleniu Razer porzucił magicznie brzmiący głos Lektorki z modelu BlackShark V2 Pro i postawił na bardziej sztampowe nagrania.



Z dodatkowych atrakcji na uwagę zasługuje funkcja dostępna z poziomu aplikacji mobilnej, a konkretniej test dopasowania słuchawek. Urządzenie na podstawie próbnego sygnału audio określa, czy wybraliśmy odpowiednie nakładki do wielkości naszych otworów słuchowych — chodzi o to, by dźwięk był odpowiednio izolowany (pasywnie) od sygnałów z zewnątrz i nie „wyciekał”.
Mimo mojej wielkiej sympatii do testowanych Hammerheadów nie mogę pominąć kilku innych niedociągnięć, choć na dobrą sprawę nie mają one dużego znaczenia dla całokształtu odbioru sprzętu. Wiem jednak, na co stać inżynierów giganta rynku akcesoriów gamingowych i mam wrażenie, że pewne rzeczy mogłyby jednak pojawić się w wersji z oznaczeniem V3 HyperSpeed.
Szkoda, że producent nie uwzględnił wbudowanej pamięci na kilka profili ustawień, choć jest to raczej opcja zarezerwowana dla dużych headsetów. Z drugiej strony nadal mamy do czynienia z miniaturowymi słuchawkami, gdzie każdy gram i milimetr mają znaczenie, a ewentualne zmiany łatwo możemy wprowadzić z poziomu smartfona, więc nie ma tu mowy o istotnym mankamencie.





Kolejna rzecz: Razer Audio nie widzi słuchawek podłączonych do telefonu przez USB-C, musi być to komunikacja przez Bluetooth. Rozumiem, że jest to kwestia czysto programowa, która wymagałaby pewnej pracy dla pozornie niedużego zysku, jednak komfort użytkowników i wszechstronność samego zestawu byłyby wtedy większe.
Wspominałem o tym w poprzednim podrozdziale, jednak warto ponownie podkreślić: mimo obecności oświetlenia Razer Chroma na etui, nie możemy w żaden sposób modyfikować predefiniowanych efektów. Nie da się też zmienić iluminacji samych pchełek, nawet pod względem jej jasności czy trybu pracy. Szkoda, bo I. generacja Hammerheadów miała taką funkcję.




Muszę też zwrócić uwagę na epizodyczne problemy przy ponownym odnajdowaniu słuchawek w aplikacji Razer Audio. Sytuacja oczywiście była do opanowania i wystąpiła dopiero po sparowaniu zestawu audio z innym urządzeniem przez Bluetooth, ale nadal to trochę zawstydzające biorąc pod uwagę format producenta. Trudności nie dotyczyły łączenia z samym telefonem, tylko rozpoznawania sprzętu przez program.
Wszystkie powyższe drobiazgi nie zmieniają faktu, że podłączenie słuchawek jest bajecznie proste, a ich konfiguracja faktycznie pozwala wycisnąć z pchełek brzmienie dopasowane do naszych preferencji. Prawdą jest, że zabrakło pewnych funkcji, którymi twórcy sprzętu wyszliby przed szereg, ale nadal mówimy o rozwiązaniach godnych średnio-wyższej półki. A to dopiero początek.
3. Jak to działa i brzmi, czyli Razer Hammerhead V3 HyperSpeed w praktyce

Najważniejsze z perspektywy użytkownika jest oczywiście to, jak słuchawki faktycznie grają, czas zatem, by test Razer Hammerhead V3 HyperSpeed wszedł w kluczową fazę. Gamingowy sprzęt z wężowym logo sprawdziłem nie tylko w trakcie gry na różnych urządzeniach, ale też przy słuchaniu muzyki i oglądaniu filmów, tak w domu, jak i na spacerze. Zacznijmy wyjątkowo od środka.
Niezależnie od wybranego przeze mnie gatunku muzycznego (od Straussa, przez OST z Ghost of Tsushima czy Clair Obscur po Gateways to Anihilation zespołu Morbid Angel), dokanałowe słuchawki spisywały się lepiej, niż się po nich spodziewałem. Niskie częstotliwości miały bardzo konkretne, choć nie przesadzone przyłożenie, średnie tony nie hałasowały same z siebie, a wysokie dźwięki pozostawały czytelne bez nieprzyjemnego wwiercania się w ucho.
Co więcej, jak na tak mały sprzęt, całość gra względnie głośno (czyli tak, jak lubię, choć nie polecam ze względów prozdrowotnych). Doceniam również działanie ANC, które nie powoduje uczucia ucisku w uszach ani nie zniekształca znacząco słuchanych treści, choć oczywiście wyłączałem aktywne filtrowanie, gdy tylko mogłem sobie na to pozwolić.



Moimi ukochanymi utworami czy akurat odkrywanymi podcastami mogłem zatem w pełni cieszyć się nie tylko w warunkach domowych (w tym przy włączonym odkurzaczu), ale też w trakcie przechadzki. Tu wyjątkowo przydaje się funkcja automatycznej pauzy — kiedy zbliżałem się do sąsiadów, z którymi chciałem wymienić uprzejmości, po prostu wyciągałem jedną słuchawkę z ucha. Szybkie i wygodne.
Muszę od razu zwrócić uwagę na całkiem dobre osadzenie słuchawek. Podczas wykonywania domowych obowiązków czy szybkiego marszu nie musiałem się zanadto martwić o to, że któraś z pchełek wyskoczy mi z ucha. Nawet gdy dla potrzeb testu… dość intensywnie potrząsałem głową na boki (nie pytajcie, jak niedorzecznie musiałem wtedy wyglądać), sprzęt pewnie spoczywał na miejscu.
Test filmowy jak zwykle przeprowadziłem na moich ulubionych dziełach Dennisa Villeneuve’a, czyli Blade Runnerze 2049 i Diunie. Oczywiście pozorna przestrzenność dźwięku na słuchawkach nie dorównuje odpowiednio rozmieszczonym wolnostojącym głośnikom, ale we współpracy z Dolby Atmos seanse i tak przebiegały bardzo przyjemnie.

Oczywiście biorę pod uwagę, że mówimy o doskonale zrealizowanych produkcjach, w których wszystko, co powinno być słyszalne, jest czytelne w odbiorze. Niemniej Młotki przekonały mnie, że dokanałowe pchełki potrafią brzmieć zaskakująco dobrze i „kompletnie”. W moim odczuciu Razer tym niewielkim zestawem dorównuje jakością odtwarzania gamingowym headsetom z mocnej średniej półki, a wbrew pozorom to naprawdę dużo.
Nie ukrywajmy, najważniejszą część testu stanowiło oczywiście sprawdzenie słuchawek Razer Hammerhead V3 HyperSpeed w grach. Starałem się wybrać kilka zróżnicowanych tytułów, by sprawdzić pewność i szybkość połączenia między komputerem i słuchawkami. Nie przedłużając — oto produkcje, na które postawiłem:
- Forza Horizon 6
- Black Myth: Wukong
- Age of Empires IV
- Destiny 2
- Spiritfarer: Farewell Edition (Android)
Na pierwszy ogień poszła samochodówka, a tym razem była to Forza Horizon 6. Osadzona w Japonii odsłona kultowej ścigałki od Playground Games może pochwalić się nie tylko unowocześnioną oprawą wizualną, ale też poprawioną warstwą audio, która na TWS-ach od Razera brzmi wprost znakomicie.

I tak ryk silników, pisk opon, utwory w Gacha City Radio czy efekty płynące z otaczającego nas świata zdecydowanie podbijają immersję podczas zabawy. Co więcej, dzięki wysokiemu komfortowi użytkowania można niemalże zapomnieć, że korzysta się ze słuchawek, a to ułatwia wciągnięcie się w grę. Świetnie sprawdza się także rozmieszczenie dźwięku w przestrzeni, choć oczywiście to nadal system stereo z wirtualizacją.
Black Myth: Wukong należy do gier, które bardzo mocno testują moją cierpliwość (i najczęściej ze mną wygrywają). Niemniej tytuł opowiadający o legendarnym małpim królu został dobrze przygotowany pod względem realizacji dźwięku, do tego obsługuje zarówno Dolby Atmos, jak i predefiniowany profil w THX Spatial Audio.
Oba rozwiązania brzmią nieco inaczej, przy czym spacjalizacja zaproponowana przez Razera wyraźniej stawia na efekciarstwo. Sprawia to, że część dźwięków jest lekko „przedudniona”, a całość sygnału nieco podbita pogłosem — jeżeli jednak ktoś lubi taką „kinowość”, może być zadowolony. Tak czy inaczej, Młotki spisały się bardzo dobrze, a droga na zachód mogła przebiegać z pełnym zaangażowaniem z mojej strony.


Age of Empires IV pojawia się tu nie bez przyczyny, jako że gry strategiczne niemal wymuszają na graczach dłuższe sesje przy komputerze. W ten sposób sprawdziłem wygodę użytkowania testowanych słuchawek i nie powiem o nich złego słowa. Po kilku godzinach gry nie odczuwałem bólu uszu czy nadmiernej potliwości w okolicy umiejscowienia sprzętu, co stwarza bardzo dobre warunki do prowadzenia długich kampanii.
Byłem też ciekaw, czy mimo wielu źródeł dźwięku w grze (z jednej strony budujemy bazę, za chwilę któryś z naszych zwiadowców w innej części mapy coś znajduje, a jednocześnie zaczyna się walka w jeszcze dalszym zakątku) będę mógł usłyszeć wszystkie ważne sygnały. Nie było z tym nawet najmniejszych problemów, dzięki czemu nie przegapimy ataku czy ważnego wydarzenia w grze.
Destiny 2 to jedna z tych gier, dla których THX oprócz ogólnego podbicia pogłosu przygotowało presety Environmental i Competitive, tym samym nieco zwalniając Razera z odpowiedzialności za brak tego typu ustawień z poziomu samego programu Synapse. Swoją drogą pełna lista kompatybilnych tytułów stale rośnie, a w razie potrzeby da się trochę zmodyfikować ostateczny sound przy użyciu korektora w programie Spatial Audio.

Wracając do shootera od Bungie: sprawdziłem oba specjalne profile — podkręcają one średnio-wysokie i wysokie tony do granic tolerancji (zwłaszcza preset Competitive), ale mają za zadanie uwydatnić dźwięki wydawane przez wrogów. Grając w konwencji PvE nie dawało mi to znaczącej przewagi, ale być może bardziej doświadczonym ode mnie zawodnikom się to przyda.
Z większą aprobatą przyjąłem „zwykłe” ustawienie THX Spatial Audio. Daje ono przyjemniejsze brzmienie, choć oczywiście jest nastawione na przesadną efektowność i dość rozdmuchane pod względem pogłosu. Co do samych słuchawek, to bez problemu odegrały one wszystko, co dostały od programowych nakładek z czystym stereo włącznie.
Na koniec przeskoczyłem z dużego komputera na smartfon i włączyłem uroczą platformówkę, która jednocześnie jest całkiem niezłym pożeraczem czasu. Spiritfarer może nie jest przeładowane dźwiękami, ale oprawa audio gry stanowi jej integralną część. Mimo połączenia przez Bluetooth nadal mogłem cieszyć się pełnym, atrakcyjnym brzmieniem, co pozwoliło mi niemal zapomnieć, że mam do czynienia z grą… no cóż, prawie mobilną.

Musimy jednak pamiętać, że rozgrywka na telefonie to nie tylko nieco mniej wymagające sprzętowo produkcje, ale też usługi streamingowe, cała gama wszelkiej maści emulatorów czy dynamicznie rozwijane projekty pokroju GameNative. Dzięki zastosowaniu szybkiego, zapewniającego wysoką jakość dźwięku protokołu Bluetooth 6.0 dokanałowe słuchawki zapewniają optymalne warunki do cieszenia się dowolną wybraną przez nas produkcją.
Bez względu na postawione przed Hammerheadami zadanie nie mogłem wyjść z podziwu, że obcuję z w zasadzie pełnoprawną parą słuchawek, a nie miniaturowym rozwiązaniem zastępczym. Tego samego nie mogłem powiedzieć przy kontakcie z pierwszą generacją Młotków, więc jeśli ktoś (podobnie jak ja) pamięta debiut tej linii, będzie wyjątkowo pozytywnie zaskoczony.
Oferowane przez testowany model brzmienie naprawdę może się podobać, a wygodna obsługa oraz wysoka funkcjonalność akcesorium pozwalają poświęcić całą uwagę słuchanym treściom. Do podstawowych zalet należy też wszechstronność zestawu, jego szeroka kompatybilność oraz to, że zasadniczo zmieści się w niemal każdej kieszeni niebędącej atrapą.

Nie miałem także najmniejszych problemów ze stabilnością połączenia, a komunikacja przez adapter 2.4 GHz z pewnością zadowoli nawet osoby oczekujące absolutnej minimalizacji opóźnień w kompetytywnych grach online. Hammerheady nie odbiegają pod tym względem od nausznych, bezprzewodowych słuchawek gamingowych.
Świetnie sprawdza się także przelotowy port USB-C w etui ładującym, dzięki któremu w zasadzie nie musimy obawiać się o wyczerpanie akumulatora. Wystarczy odrobina dbałości o to, by co kilka dni korzystać ze słuchawek z adapterem wpiętym do stacji dokującej, a po skończonej sesji po prostu schować pchełki na swoje miejsce.










W trakcie testu miałem też okazję sprawdzić funkcję podwójnej komunikacji, która przepuszcza do nas połączenia telefoniczne nawet podczas zabawy z użyciem adaptera 2.4 GHz. Działa to dokładnie tak, jak powinno, blokując sygnał z komputera na czas trwania rozmowy — oczywiście pod warunkiem, że nie korzystamy z trybu „Nie przeszkadzać” dostępnego z poziomu aplikacji desktopowej lub mobilnej.
Niestety muszę pokręcić nosem na jakość wbudowanego mikrofonu. Oczywiście, jego rolą jest prowadzenie rozmów czy telekonferencji, ale rejestrator nie wyróżnia się niczym szczególnie pozytywnym. Nagrany dźwięk jest płaski i dość „telefoniczny” w swoim charakterze, do tego dedykowane oprogramowanie nie daje nam żadnych możliwości wpływania na nasz głos poza głośnością wychwytywanego sygnału. To mimo wszystko trochę za mało.
4. Test Razer Hammerhead V3 HyperSpeed — podsumowanie recenzji

Skoro budowę, konfigurację i działanie sprzętu w praktyce mamy już za sobą, czas zebrać wszystkie najważniejsze informacje i wyciągnąć ostateczne wnioski. Jak to zatem jest: czy Razer Hammerhead V3 HyperSpeed to prawdziwa gratka dla graczy i nie tylko, czy niewiele wnoszący kolejny model, jakich wiele? Nie mam najmniejszych wątpliwości, że prawidłową odpowiedzią jest pierwsza z nich, choć do ideału trochę zabrakło.
Zacznijmy od plusów. Dokanałowe słuchawki są świetnie wykonane, brzmią znakomicie, pozwalają odtwarzać dźwięk w jakości nawet 96 kHz przy 24-bitowej rozdzielczości (tylko PC), mają dobre ANC, obsługują szybką komunikację 2.4 GHz i nowoczesny standard Bluetooth 6.0 w trybie podwójnej łączności, bateria trzyma względnie długo, a dedykowane aplikacje są intuicyjne w obsłudze i poprawnie spełniają swoją funkcję.
Do tego warto zwrócić uwagę na przydatną przelotkę USB-C stacji ładującej, dzięki której możemy uzupełniać poziom akumulatora bez rezygnowania z połączenia przez adapter HyperSpeed. Na plus zasługują też prosta obsługa, szeroka kompatybilność, wysoki komfort użytkowania i częściowa odporność na zachlapanie potwierdzona certyfikatem IPX4. Wszystkie najważniejsze rzeczy tu naprawdę „zagrały”.








Twórcy akcesorium nie wystrzegli się jednak drobnych potknięć czy przeoczeń, a pewne kwestie potraktowali „po macoszemu”. Przede wszystkim zabrakło mi możliwości szybkiego przełączania ustawień EQ z poziomu samego urządzenia, żałuję także, że producent nie przewidział kilku slotów w wewnętrznej pamięci na własne ustawienia dźwięku, przez co musimy zadowolić się tylko jednym miejscem.
Przyznam też, że zawiodłem się na jakości mikrofonu — ta jest „tylko” wystarczająca do rozmów i to przy założeniu, że nie zależy nam na wyjątkowo klarownym, dobrze brzmiącym przekazie. Współczesne smartfony niejednokrotnie zapewniają lepsze wrażenia w tym zakresie, więc zdecydowanie producent ma tu pole do poprawy w przyszłych generacjach.
Do tego dochodzą drobiazgi jak brak możliwości pełnego wyłączenia ANC z poziomu samych pchełek, brak dedykowanych presetów dla najpopularniejszych tytułów, czy nieobecność korektora mikrofonu. Szczerze powiedziawszy, nie są to rzeczy istotnie wpływające całościowy bardzo pozytywny odbiór Młotków.
Dostajemy naprawdę udane TWS-y, które sprawdzą się nie tylko przy mobilnym graniu, słuchaniu muzyki czy na spacerze, ale też podczas rozgrywki na komputerze, handheldzie i konsoli PS5. Od teraz oceniając dowolny osobisty system audio będę porównywał go nie tylko z moimi ulubionymi BlackSharkami V3 Pro czy Turtle Beach Stealth 700 Gen 3, ale też niepozornymi, dousznymi Hammerheadami. Jestem pod wrażeniem.

Komu zatem mogę polecić recenzowany model? Zdecydowanie wszystkim graczom, którzy poszukują dobrych słuchawek w małym formacie, ale nie chcą rezygnować z wydajności gwarantującej jak najmniejsze opóźnienia dźwięku. Ten sprzęt da Wam nie tylko to — bez problemu sprawdzi się podczas oglądania filmu w pociągu, sprzątania, w trakcie treningu czy po prostu, jako towarzysz sesji z ulubioną muzyką w wygodnym fotelu.
Muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, jak tak niewielkie słuchawki mogą realizować w zasadzie każde postawione przed nimi zadanie. Oczywiście Razer dalej ma trochę do nadrobienia do liderów rynku audio, jednak model HH V3 HyperSpeed nie ma się czego wstydzić. Oby tak dalej, z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony tej stale rozwijającej się, bardzo obiecującej serii.
Razer Hammerhead V3 HyperSpeed
Na plus
- Bardzo dobre, pełne brzmienie
- Superszybka komunikacja przez adapter 2.4 GHz
- Wysoka jakość dźwięku (na PC do 96 kHz@24-bit)
- Sprawne ANC
- Dobry czas pracy na baterii (razem z etui)
- Nowoczesny standard Bluetooth 6.0
- Tryb podwójnej komunikacji
- Port USB-C Passthrough w stacji ładującej
- Bardzo wysoka jakość wykonania
- Wygodne sterowanie
- Intuicyjne, funkcjonalne aplikacje na PC i urządzenia mobilne
- Szeroka kompatybilność
Na minus
- Brak możliwości zmiany presetu EQ z poziomu słuchawek
- Odstający jakością brzmienia mikrofon
- Brak możliwości całkowitego wyłączenia ANC z poziomu słuchawek
- Tylko jedno miejsce na własne ustawienie korektora w pamięci wewnętrznej
Jakub Foss
Razer Hammerhead V3 HyperSpeed to dokanałowe słuchawki bezprzewodowe, które oferują nie tylko zaskakująco dobre brzmienie, ale też błyskawiczne, pewne połączenie z wykorzystaniem adaptera 2.4 GHz. Świetnie wykonany model może także pochwalić się sprawnie działającym systemem ANC, zastosowaniem standardu BT 6.0, obsługą trybu podwójnej komunikacji, dość dobrym czasem pracy na baterii oraz wygodną, intuicyjną obsługą. Jeśli chodzi o minusy amerykańsko-singapurskich pchełek, to mikrofon nie zachwyca jakością dźwięku, zabrakło gestu do przełączania presetów equalizera, mamy do dyspozycji tylko jedno miejsce na własne ustawienia korektora, a ANC da się w pełni wyłączyć tylko przy użyciu aplikacji. Mimo tego, że nadal jest tu pole do poprawy, to mamy do czynienia z atrakcyjnym, pełnoprawnym sprzętem gamingowym, który mieści się w prawie każdej kieszeni.








Dyskusja na temat wpisu
Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Mimo że pozwalamy na komentowanie osobom bez konta na platformie Disqus, to i tak zalecamy jego założenie, bo wpisy gości często trafiają do spamu.