Recenzja Senua’s Saga: Hellblade II. Exclusive, jakiego Xbox bardzo potrzebował

Recenzja Senua's Saga: Hellblade II

Gdy w 2017 roku Senua po raz pierwszy zagościła na naszych komputerach i konsolach, przebojem podbiła serca graczy. Mimo że przygoda Piktyjki nie należała do tych z kategorii superbohaterskich, to niejednokrotnie odnosiła się do naszej wrażliwości swoją przejmującą historią.

Twórcy gry potrzebowali 7 lat, by dać światu sequel, z którego byliby dumni. Tak jest — „wojowniczka z przymusu” powraca i jest gotowa znów stawić czoła wszelkim przeciwnościom losu.

Czy nowa część dzieła Ninja Theory dorównuje swojemu pierwowzorowi? Czy możemy liczyć na równie angażujący gameplay i tak samo wciągający świat gry pełen mitologicznych odniesień? Zapraszam do lektury mojej recenzji Senua’a Saga: Hellblade II!

Recenzja Senua’s Saga: Hellblade II – słowem wstępu

Senua's Saga: Hellblade II
Fotorelację z wycieczki na Islandię zacząć czas.

Osoby lubujące się w grach akcji mogą kojarzyć studio Ninja Theory z takich produkcji jak cenione DmC: Devil May Cry lub Enslaved: Odyssey to the West. Bez wątpienia zespół z Cambridge ma dobrą rękę do „rozwałki”, jednak kilka lat temu postawił sobie bardzo trudne zadanie stworzenia wyjątkowej opowieści, w której potyczki nie stanowią głównej osi rozgrywki.

Tak narodziła się Senua — młoda, nieśmiała dziewczyna cierpiąca na psychozę. Niestety bohaterka miała pecha i przyszło jej żyć w czasach, gdy osoby z wszelkiego typu dolegliwościami psychiatrycznymi były uznawane za przeklęte lub nawiedzone.

Senua's Saga: Hellblade II
Puk, puk, jest tam kto?

Gdyby problemów było mało, to trudne wydarzenia z przeszłości Piktyjki doprowadziły ją aż do bram nordyckiego piekła, Helheimu. Niepozorna wojowniczka postanowiła rzucić wyzwanie bogini Heli, by uratować swojego zmarłego ukochanego, jednak przy okazji musiała zmierzyć się z prześladującą ją Ciemnością.

Nie będę przybliżał fabuły pierwszej części, bo nie chcę psuć zabawy osobom, które jeszcze w nią nie grały. Z całego serca zachęcam jednak do zapoznania się z Hellblade: Senua’s Sacrifice, bo jest to naprawdę kawał dobrej historii.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Powiem tyle: zespół Ninja Theory dołożył wszelkich starań, by problemy ze zdrowiem psychicznym bohaterki potraktować bardzo poważnie — podczas pracy nad grą twórcy konsultowali się z neurobiologami, psychologami oraz osobami cierpiącymi na psychozę. W efekcie dostaliśmy produkcję wyjątkową, która jednak bardzo wysoko zawiesiła poprzeczkę dla ewentualnego sequela.

W nowej części obiecano nam jeszcze lepsze doświadczenia z rozgrywki, bardziej angażującą walkę oraz poczucie stałego zagrożenia (jakby tego było mało w „jedynce”). Postanowiłem, że nie dam się zaskoczyć i w ramach przygotowań dwa tygodnie temu ponownie przeszedłem pierwszego Hellblade’a, by jeszcze lepiej wyłapać różnice między produkcjami.

W Senua’s Saga: Hellblade II grałem na PC o następującej specyfikacji:

  • System operacyjny: Windows 11
  • CPU: Intel Core i7 10700 KF
  • RAM: Patriot Viper 32 GB 3400 MHz
  • GPU: Nvidia GeForce RTX 4080 Super
  • Płyta główna: Gigabyte Z490M
  • Dysk: M.2 1 TB
Senua's Saga: Hellblade II
W dzisiejszym odcinku „Buduj z Senuą” pokażę Wam, jak usunąć deskę używając brutalnej siły zamiast mózgu.

Stan techniczny produkcji jest godny pochwały. W trakcie zabawy ani razu nie trafiłem na problemy techniczne czy błędy przeszkadzające w rozgrywce, a płynna animacja (40 FPS z DLAA, 70 FPS z DLSS Jakość, wszystko bez Generowania Klatek) przy maksymalnych detalach w 4K robi wrażenie.

Delikatny ghosting występował tylko w sytuacjach, gdy nasza bohaterka stała na w miarę jednolitym tle (na przykład tafli jeziora). Obracanie kamery sprawiało, że za postacią na chwilę zostawał cień, w żaden sposób nieprzeszkadzający w grze — w innych sytuacjach zresztą nawet go nie widziałem. Zjawisko było też niezależne od techniki supersamplingu czy wygładzania krawędzi.

Senua’s Saga: Hellblade II ukazało się 21 maja 2024 roku na komputerach PC oraz konsolach Xbox Series X|S, tytuł „ląduje” też w Xbox Game Pass Ultimate. Obecnie nie znamy konkretów dotyczących wydania na PS5, ale jeśli się to zmieni, na pewno będziemy o tym informować.

Dość ważna sprawa: muszę ostrzec, że gra zawiera dość makabryczne sceny, które mogą wywołać niepokój u dzieci i osób wrażliwych. W związku z tym zamieszczane poniżej zrzuty ekranu również nie nadają się do oglądania przez Czytelników małoletnich czy źle znoszących tego typu treści.

Zanim przejdę do głównej części tekstu, chciałbym zaznaczyć, że recenzja Senua’s Saga: Hellblade II powstała dzięki uprzejmości firmy Xbox, która dostarczyła nam klucz do pełnej wersji gry jeszcze przed premierą.

Fabuła i świat gry

Senua's Saga: Hellblade II
„Nowy świat, nowa ja?” Nic z tego.

Druga część przygód niezłomnej bohaterki przenosi nas na X-wieczną Islandię. Celtycka wojowniczka postanowiła zmierzyć się z zalęgłym tam złem, które doprowadziło do jej życiowej tragedii — mowa oczywiście o bezwzględnych Ludziach Północy.

Podczas rozgrywki przemierzamy kamieniste wybrzeża, pełne porostów pustkowia czy ciasne jaskinie. Muszę przyznać, że surowe piękno wulkanicznej wyspy dodaje produkcji niesamowitego klimatu i wyjątkowo dobrze podkreśla toczoną przez protagonistkę wielowymiarową walkę.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

W pamięci zapadło mi jednak pewne bardzo wyjątkowe jezioro — okoliczności przyrody są tu wprost przepiękne, do tego miejsce aż tętni od magii. Gra pełna jest takich obrazków, ale każdy z nich lepiej zobaczyć na własne oczy, niż próbować opisać słowami.

Bez zaskoczenia ponownie wcielamy się w cierpiącą na psychozę piktyjską dziewczynę, Senuę. Mimo przepracowania traum przedstawionych w prequelu naszą postać nadal nawiedzają głosy Furii, które potrafią być równie pomocne, co zdradliwe. A trzeba przyznać, że gadają niemal bez przerwy.

Senua's Saga: Hellblade II
Napisy do wypowiedzi Furii trzeba było rozdzielić, bo brakowało im już miejsca i często mówiły jednocześnie.

Dość szybko okazuje się, że „towarzyszy” nam także Druth, czyli duchowy przewodnik protagonistki dobrze zaznajomiony z wierzeniami Wikingów. Co ciekawe, ku zaskoczeniu bohaterki (nie ukrywam, mojemu również) „na pokład” zabrał się też prześladujący nas Cień, czyli Ciemność z Senua’s Sacrifice. Słodko, drużyna w komplecie.

Gdyby tego było mało, Senua postrzega świat we własny, wyjątkowy sposób, co pogłębia wieloznaczność przedstawionej historii. Jak niezłomna wojowniczka w ogóle znalazła się na Islandii?

Senua's Saga: Hellblade II
A może by tak rzucić to wszystko i pojechać na jakąś wyspę?

Za wszystko odpowiada sama protagonistka. Po wydarzeniach z pierwszej części heroina postanowiła wyplenić zło (czyli Ludzi Północy) u samego źródła, w związku z czym… celowo dała się pojmać łowcom niewolników, którzy wsadzili ją na statek i wyekspediowali do krainy wulkanów.

Trudno powiedzieć, czy bohaterka miała jakikolwiek sensowny plan, czy był to ruch nieco lekkomyślny (podejrzewam to drugie), tak czy inaczej wszystko wzięło w łeb. Podczas sztormu łodzie zatonęły, większość ludzi prawdopodobnie zginęła, a Senua sponiewierana i podtopiona wylądowała na kamienistym wybrzeżu bez żadnej broni przy sobie.

Senua's Saga: Hellblade II
Technicznie rzecz biorąc celtycka fanka dalekich wojaży leży sobie na plaży w dalekim kraju zaraz po kąpieli w oceanie. Dzisiaj za takie rzeczy się płaci.

Jak widać, początek nowej przygody nie należy do najszczęśliwszych, a w trakcie rozgrywki raczej nie uświadczymy zbyt wielu momentów wytchnienia. Nie wdając się w szczegóły historii, muszę przyznać, że fabuła Hellblade II zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, a tempo prowadzenia opowieści bywa szaleńcze.

W przeciwieństwie do pierwszej części gry Senua nie jest pozostawiona sama sobie, a nowi towarzysze podróży nie ograniczają się do istot żyjących tylko w głowie wojowniczki. Niestety przez wspomniany przeze mnie pęd do maksymalnego skondensowania akcji relacje między bohaterami rozwijają się nienaturalnie szybko.

Na szczęście twórcy nie zdecydowali się na wprowadzenie dużej liczby znaczących NPC, a poza Senuą najważniejszy udział w historii mają raptem 3 osoby: Thórgestr, Fargrímr oraz Ástríðr. Dzięki temu zastosowane uproszczenia nie rażą szczególnie w oczy, chociaż szkoda, że nie możemy porozmawiać z bohaterami trochę częściej.

Jeśli chodzi o samą główną bohaterkę, to jej walka o samą siebie ponownie szarpie za serce. Piktyjka jest jednak nieugięta, a obserwowanie jej wewnętrznego świata stanowi bardzo ważny element gry. Uważam to za dobry krok, zwłaszcza że całość zrealizowano w bardzo angażujący sposób.

Senua's Saga: Hellblade II
Senua czasem sięga głęboko do swoich wspomnień.
■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Oczywiście nieodzowną częścią przygody są starcia z istotami z pogranicza rzeczywistości i nordyckiej mitologii, czego doskonałym przykładem są draugry. W przeciwieństwie do pierwszej odsłony gry, w której rodzaje przeciwników można było zliczyć na palcach jednej ręki, tu dostajemy odrobinę szerszy asortyment wrogów o trochę bardziej zróżnicowanych umiejętnościach bojowych.

Na swej drodze spotkamy również olbrzymy czy tak zwany ukryty lud, który stanowi ważny element islandzkiej mitologii. Wszystko utrzymano w mrocznej (nawet niekiedy makabrycznej) stylistyce podkreślającej grozę, jaką przeżywa główna bohaterka.

Senua's Saga: Hellblade II
The Last of Us Part -100? Nie, Hellblade 2.

Moim zdaniem ogromnym plusem Hellblade: Senua’s Sacrifice były właśnie atrakcyjne projekty oponentów. Walki (chociażby z Valravnem czy Garmrem) zapadły mi w pamięć, i to właśnie nie tylko przez samą rozgrywkę, ale również ze względu na wrażenia estetyczne oraz emocje.

Tym razem jest jeszcze lepiej, a wygląd niektórych wrogów naprawdę potrafi wywołać uczucie niepokoju. Patrząc na takie monstra, nietrudno uwierzyć w to, że rozsiane wszędzie zwłoki są efektem działań naszych przeciwników.

Senua's Saga: Hellblade II
Nabrałem poważnych podejrzeń, że draugry mogą mieć coś wspólnego z malejącą liczbą mieszkańców sąsiedniej wioski.

Bardzo doceniam to, że twórcy po raz kolejny w żadnym momencie nie rozstrzygają, czy mamy do czynienia z historią z pogranicza mitologii i fantasy, czy też wszystkie nadnaturalne zjawiska mają miejsce tylko w głowie bohaterki. Dzięki temu nawet po ukończeniu obu części możemy rozumieć przedstawioną historię tak, jak chcemy, co dodatkowo zachęca do kolejnych podejść do produkcji w poszukiwaniu przegapionych wcześniej wskazówek.

Mechanika gry i wrażenia z rozgrywki

Senua's Saga: Hellblade II
„Ach śpij, bo właśnie Księżyc ziewa i za chwilę zaśnie…”

Senua’s Saga: Hellblade II to przygodowa gra akcji, w której oglądamy wydarzenia z perspektywy trzeciej osoby (najczęściej zza pleców bohaterki). Podobnie jak w poprzedniej części rozgrywka skupiona jest poznawaniu historii, ale nie zabrakło też dynamicznych walk oraz rozwiązywania zagadek środowiskowych niezbędnych do pchnięcia fabuły naprzód.

Mechanika jest bardzo łatwa do zapamiętania i dość intuicyjna w zastosowaniu mimo braku jakichkolwiek samouczków. Wszystkie techniki poznajemy w boju — podstawowe doświadczenie w grach akcji jak najbardziej wskazane, choć nie obowiązkowe.

W razie potrzeby można oczywiście korzystać z opcji związanych z dostępnością. Dostajemy do dyspozycji między innymi automatyczne i półautomatyczne akcje ofensywne oraz defensywne. Bohaterka decyduje wtedy za nas, jaki ruch będzie najlepszy w danej sytuacji.

Dzielna celtycka wojowniczka może wykonywać dwa rodzaje ataku (słaby i silny), które da się niemal „bezszwowo” łączyć w skuteczne kombinacje. Do tego dochodzą bloki oraz uniki, dzięki którym ciosy wrogów nie sięgną naszej heroiny, ale zabrakło przydatnych kopniaków z „jedynki”.

Senua's Saga: Hellblade II
Akcja w grze daje niezłego kopa.

W ferworze walki możemy także korzystać ze skupienia, które spowalnia przeciwników, a Senui zdecydowanie dodaje wigoru i szybkości ruchów. Muszę przyznać, że w niektórych sytuacjach ratowało mi to skórę, bo oponenci potrafią zdrowo przyłożyć.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Łatwa mechanika nie oznacza oczywiście, że pojedynki toczą się same. Różne odmiany wrogów wymagają innego podejścia, a ich schematy działania nie są tak proste, jak w prequelu — o ile na zwykłego wikińskiego zbója wystarczy parowanie na czas i kilkukrotna kontra, to już pojedynkując się z lepszymi przeciwnikami, trzeba nauczyć się rytmu ich ruchów oraz dobrze dobierać moment ataku.

Warto wspomnieć także, że optymalne „okno blokowania” jest zauważalnie węższe, przez co trudno wyprowadzać kontrataki za każdym razem. To moim zdaniem dobra decyzja, istotnie wpływająca na łatwość prowadzenia walki.

Muszę przyznać, że dzięki większej różnorodności „złoli” oraz dodaniu starciom filmowego charakteru toczone bitwy są dużo bardziej atrakcyjne niż w Senua’s Sacrifice. Co prawda po pewnym czasie można zauważyć powtarzające się schematy animacji, ale w moim odczuciu nie przeszkadza to w rozgrywce.

Senua's Saga: Hellblade II
W X wieku nie robiło się dziubka do zdjęcia tylko coś takiego.

Co prawda wspomniana filmowość nieco rozmywa kontrolę nad naszą postacią (czasem trudno wyczuć, co jest tylko animacją, a kiedy nasze działanie ma realny wpływ na przebieg wydarzeń), ale czego nie robi się dla zwiększenia efektu „WOW”. To hasło rzeczywiście powtórzyłem kilkukrotnie na głos, toteż w pełni akceptuję opisaną drobną niedogodność.

Na osobny akapit zasługują starcia z bossami, ponieważ tych… w zasadzie nie uświadczymy, choć można też powiedzieć, że najczęściej podane są po prostu w innej postaci. Szczegóły jednak zostaną na razie moją słodką tajemnicą i bardzo Was zachęcam do sprawdzenia tego podczas rozgrywki.

Senua's Saga: Hellblade II
Czy przez brak bossów wyłem ze smutku do Księżyca? Bynajmniej.

Jak to wszystko wychodzi w praktyce? Walki są dynamiczne, satysfakcjonujące i niejednokrotnie zaskakujące. Dobrze zaprojektowany model sterowania na szczęście sprawdza się tu znakomicie, dzięki czemu zamiast na klawiszologii możemy się w 100% skupić na przeciwnikach.

W pamięci zapadło mi chociażby starcie z draugrami podczas jednego z ich tajemniczych rytuałów. Trzeba przyznać, iż wpływ na to na pewno miała misternie budowana atmosfera przed walką, ale sam bój również dostarczył potężnej dawki emocji.

Twórcy podkreślali, że zależy im na tym, by gracz po każdym starciu czuł się jak po ucieczce spod topora. Niezależnie od tego, czy była to decyzja wypływająca z intencji zwiększenia immersji, czy zadziałało tu lobby kardiologów dbających o stabilny strumień nowych pacjentów — w dużym stopniu cel został osiągnięty.

Oprócz samego wymachiwania mieczem wpływ na to mają wspomniane wcześniej dodatkowe animacje. Z jednej strony znienacka potrafi wyskoczyć na nas przerażający przeciwnik (co niekiedy niestety kończyło się mało chwalebnym okrzykiem z mojej strony), a z drugiej efektowne „finishery” naszej celtyckiej wojowniczki wywołują zastrzyk endorfin. To istny emocjonalny rollercoaster.

Senua's Saga: Hellblade II
Intensywność bitew, w których bierze udział więcej uczestników jest niesamowita.

Jeśli chodzi o poziom trudności, to oprócz trzech sztywno ustalonych opcji (Łatwy, Średni, Trudny) dostajemy możliwość oddania wszystkiego w ręce automatu. Oznacza to, że gra dostosowuje skalę wyzwania do naszych dotychczasowych osiągnięć.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Tym razem postawiłem na wariant „średni”, ale gdy będę przechodził Senua’s Saga po raz drugi, z pewnością zdecyduję się na wersję adaptującą się do moich umiejętności. Prawdopodobnie nie raz będę narzekał, że mi nie idzie, ale poznam grę dokładnie w takiej formie, jaką przygotowali twórcy.

Senua's Saga: Hellblade II
Może i lepiej, że nie bardzo tu widać twarz draugra, który podpadł naszej protagonistce.

Ogólnie trudność walki oceniam jako dobrze wyważoną, choć dla fanów gier typu soulslike drugi Hellblade prawdopodobnie będzie zbyt łatwy. Zwolennicy mniej zręcznościowych produkcji oraz miłośnicy skupiania się na historii z pewnością jednak docenią podejście zaproponowane przez Ninja Theory.

Nie wspomniałem jeszcze o dostępnych narzędziach do gromienia przeciwników. Tym razem możemy zapomnieć o przywiązywaniu się do konkretnego oręża — dziewczyna zmienia ostrze co najmniej kilka razy, co nie zmienia faktu, że dobrze radzi sobie z każdym z nich.

Senua's Saga: Hellblade II
Czyżby płonąca włócznia bardziej przypadła bohaterce do gustu niż trywialny miecz?

Oczywiście podczas swojej podróży Senua wielokrotnie musi wykorzystać swoje wyjątkowe postrzeganie świata. Czekające na nas zagadki środowiskowe bywają podobne do tych znanych z „jedynki”, ale spotkamy się też z całkowitymi nowościami.

W trakcie gry musimy zatem odnajdować ukryte wzory, odblokowywać przejścia, a nawet zmieniać ukształtowanie terenu. Wyzwania te nie należą do trudnych, ale zdecydowanie uatrakcyjniają rozgrywkę. Nie zabrakło także fragmentów, gdy musimy przed czymś uciekać, choć tym razem na szczęście nie jest to zabójczy demon z Senua’s Sacrifice.

Musimy pamiętać o tym, że Senua’s Saga: Hellblade II nie oferuje otwartego świata. Dokładne poznawanie otoczenia jest jednak bardzo wskazane, ponieważ możemy tam znaleźć ołtarzyki, przy których Druth zdradza nam kolejne tajniki nordyckich wierzeń. To jednak nie wszystko.

W trakcie rozgrywki napotkałem ciekawy kamień, bardzo przypominający głowę. Ot tak wcisnąłem przycisk odpowiedzialny za skupienie, a głaz zniknął, odsłaniając ukrytą ścieżkę do magicznego drzewka. To odwdzięczyło się kolejną opowieścią, niezależną od historii recytowanych przez duchowego przewodnika Senui.

Niestety przegapiłem większość tych ukrytych głów, bo nawet nie wiedziałem, że mam ich szukać. Za to drobny minus dla twórców, bo zabrakło jakichkolwiek informacji na ten temat, a nie możemy się cofać do wcześniej odwiedzonych miejsc.

Wspomnę jeszcze o mechanizmie permanentnej śmierci. Tym razem twórcy nie zdecydowali się na dodatkowe straszenie graczy, więc można bez obaw ginąć „do woli”. Zaliczyłem tego typu „przygodę” może z 5 razy, więc nie powinno być to zbyt częste zjawisko u bardziej wprawnych graczy.

Grafika i dźwięk w Senua’s Saga: Hellblade II

Senua's Saga: Hellblade II
Ta trąba powietrzna może być najbardziej widowiskową rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałem w grze komputerowej.

Dotycząca Senua’s Saga: Hellblade II recenzja nie byłaby kompletna bez omówienia jednego z bardziej podkreślanych atutów produkcji, czyli oprawy graficznej. Ta, mówiąc pokrótce, jest wprost zjawiskowa, choć włączenie wszystkich fajerwerków wymaga niestety dość mocnego sprzętu.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Mimo że już pierwsza odsłona gry prezentowała się bardzo dobrze, to tym razem zespół Ninja Theory wspiął się na absolutne wyżyny i dobrze wykorzystał możliwości Unreal Engine 5. Modele postaci, zarówno protagonistki, jak i spotykanych sprzymierzeńców czy przeciwników przygotowano bardzo atrakcyjnie od strony estetycznej oraz technicznej.

Na szczególną uwagę rzeczywiście zasługują tu animacje oraz mimika piktyjskiej wojowniczki — wszystko tu zagrało, zarówno technologia, jak i znakomita Melina Juergens powracająca w roli głównej bohaterki. Nie gorzej wygląda to z postaciami niezależnymi.

Bez wątpienia jednym z głównych bohaterów pod względem wizualnym jest również malownicza Islandia, oczywiście w wielu miejscach przyprawiona solidną dawką mroku i makabry. Wyjątkowe plany, które możemy podziwiać w trakcie rozgrywki, zostały żywcem przeniesione z wulkanicznej wyspy dzięki fotogrametrii.

Film ukazuje podejście zespołu Ninja Theory do odwzorowywania rzeczywistej topografii Islandii.

Podziwiam to, w jakim stopniu przywiązano się do detali jak tekstury skał czy porostów. Doskonała robota ekipy z Ninja Theory widoczna jest także wtedy, gdy przyjrzymy się dobrze… strojom postaci. Te najpierw powstały w rzeczywistości, a potem zostały przeniesione do wirtualnego świata dzięki skanowaniu 3D. Magia.

Drobny minusik przyznaję za to, że w bardziej otwartych lokacjach można dostrzec wyskakiwanie obiektów z nicości. Przez to biegnąc sobie uroczą polanką, widzimy jak w odległości kilkudziesięciu metrów od naszej bohaterki „magicznie” pojawiają się trójwymiarowe kamyki czy kępy trawy.

Senua's Saga: Hellblade II
Patrzę na takie ujęcia z gry stworzonej przez około 80 osób i zastanawiam się, jak nie wstyd wielkim firmom z setkami deweloperów wypuszczać źle działające i po prostu brzydkie buble.

Problem dotyczy jednak tylko małych obiektów, a pole widzenia jest naprawdę bardzo duże — możemy nawet podziwiać odległe górskie szczyty. Nie mógłbym nie wspomnieć także o chmurach: nawet taki detal został dopracowany do perfekcji, a rzeczy dziejące się na niebie niekiedy zapierają dech w piersiach.

Przyznam, że z początku trochę irytowały mnie pasy panoramiczne zwężające sam obraz. Ilość wyświetlanego w różnych miejscach tekstu udowodniła mi jednak, że był to dobry ruch ze strony zespołu, więc w razie czego bądźcie cierpliwi — przyzwyczaicie się.

Oprawa dźwiękowa Hellblade: Senua’s Sacrifice była bardzo, ale to bardzo dobra, a na plus zasługiwało zastosowanie dźwięku binauralnego dla uzyskania jak największej immersji. Panie i Panowie, recenzowany tytuł przebija to z nawiązką.

Warstwa audio w Senua’s Saga: Hellblade II po prostu miażdży głowę. To, co dzieje się z głosami Cienia, Furii czy nawet Narratorki to czysta magia, a trzeba pamiętać, że cisza w głowie głównej bohaterki jest raczej rzadkością. Słowa „wędrują” wokół, co pozwala odrobinę lepiej zrozumieć naszą heroinę.

Senua's Saga: Hellblade II
Gdyby Senua była bohaterką w jRPG, to teraz najpewniej wyciągnęłaby wędkę.

To samo dotyczy efektów dźwiękowych — wszelkie tąpnięcia, „buczenia”, uderzenia, zgrzyt miecza czy odgłosy przyrody brzmią bardzo realistycznie, dokładając kolejną cegiełkę do i tak już znakomitego klimatu produkcji. Tym razem jednak dostaliśmy jeszcze jeden, niesamowicie istotny element.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Mówię oczywiście o ścieżce dźwiękowej, która powstała przy współudziale neofolkowego zespołu Heilung. Niewiele razy spotkałem się z tak dobrym OST, wprost idealnie dopasowanym do wydarzeń na ekranie, w zasadzie stanowiącym jedność z obrazem.

Dla mnie to absolutny majstersztyk, który postawiłbym obok oprawy muzycznej z NieR: Automata czy The Last of Us. Gdy tylko ten soundtrack wyląduje na serwisach streamingowych, to z pewnością znajdzie się na mojej setliście.

Jeśli chodzi o polską lokalizację, to bez zaskoczenia dostajemy dobrze przygotowane napisy w naszym rodzimym języku. Głosy postaci i tak nagrano tylko w wersji angielskiej, więc nie musimy czuć się w żaden sposób pokrzywdzeni.

Recenzja Senua’s Saga: Hellblade II — podsumowanie

Senua's Saga: Hellblade II
Niektóre sceny z drugiego Hellblade’a mówią więcej niż da się wyrazić słowami.

Saga klasycznie oznaczała staroskandynawską opowieść o bohaterach lub ważnych rodach, jednak czy historia niepozornej celtyckiej dziewczyny stworzonej przez Ninja Theory zasługuje na takie miano? Według mnie trudno o lepszego kandydata.

Nowe dzieło Brytyjczyków to gra znakomita, wyjątkowa i niezwykła. Jej warstwa audiowizualna mogłaby zawstydzić wielkie studia wypuszczające produkcje w najlepszym wypadku poprawne, a opowiedziana historia dotyka czułych miejsc ludzkiej duszy.

Senua's Saga: Hellblade II
Chyba najbardziej zachwyciło mnie to, że produkcja aż ocieka gęstym klimatem i pieczołowicie budowanym poczuciem grozy. A to nawet nie jest horror.

Recenzja Senua’s Saga: Hellblade II nie może obyć się bez poruszenia istotnej dla wielu osób kwestii, jaką jest długość samej rozgrywki. Ukończyłem grę w niecałe dziesięć godzin, a trochę czasu zeszło mi na szukaniu ukrytych kapliczek i kamiennych głów — moim zdaniem można się wyrobić nawet w osiem.

Jednocześnie sama opowieść nie jest krótsza niż w wielu tytułach, w których główny wątek fabularny zaplanowano na ponad dobę zabawy. Umówmy się, że często taki czas uzyskiwany jest przez zmuszanie graczy do mozolnego biegania tam i z powrotem, czego w produkcji Ninja Theory po prostu nie ma.

Senua's Saga: Hellblade II
Nieważne, czy draugry istnieją, czy nie — dla Senui są prawdziwe,i to bardzo.

Niestety trochę ucierpiały na tym relacje między postaciami, o czym zresztą wspomniałem już wcześniej. Sama fabuła jest w moim odczuciu bardzo dobra, choć momentami sprawia wrażenie prowadzonej naprędce.

Jej finał to kwestia gustu — po pierwszym doświadczeniu go odczuwam pewien niedosyt, zobaczymy, jak będzie po kolejnych przejściach gry. Tych z pewnością nie zabraknie, bo mam jeszcze sporo do odkrycia na wirtualnej Islandii.

Senua's Saga: Hellblade II
„A ja kocham Cię jak Islandię…”

Nie mógłbym nie wspomnieć o dość ważnej roli, jaką recenzowany tytuł może spełniać. Podobnie jak w przypadku prequelu postawiono duży nacisk na przedstawienie problemów ludzi cierpiących na psychozę, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć tych, którzy widzą świat nieco inaczej.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Mało tego, Ninja Theory ma na swojej stronie specjalną zakładkę dla osób zaniepokojonych swoim zdrowiem psychicznym. Znajdziemy tam dane kontaktowe do odpowiednich dla danego kraju organizacji zajmujących się specjalistycznym wsparciem. Brawa za choćby samą próbę niesienia pomocy, jestem pod wrażeniem.

Postawmy sprawę jasno: nowy Hellblade nie jest kolejnym klonem dzieł FromSoftware i nawet nie pretenduje do tego miana — ba, wyzwanie było łatwiejsze niż w „jedynce”, a starć nawet w moim odczuciu jest jeszcze mniej. Jeśli więc szukacie przede wszystkim niesamowicie skillowej walki, to nie ten adres.

Jeśli jednak chcecie poznać wyjątkową historię pełną cierpienia, strachu, walki oraz nadziei, to Senua’s Saga: Hellblade II będzie strzałem w dziesiątkę. Kto wie, może jesteśmy świadkami narodzin nowego trendu i za parę lat będziemy bawić się w grach typu senualike? Tego życzę zarówno Wam, jak i samemu sobie.

Senua’s Saga: Hellblade II

Na plus

  • Poruszająca, mocna fabuła
  • Intensywna filmowa akcja
  • Łatwa, ale angażująca mechanika walki
  • Piękne lokacje
  • Projekty postaci
  • Genialna oprawa audiowizualna
  • Magiczna ścieżka dźwiękowa
  • Znakomita immersja
  • Spora „regrywalność”

Na minus

  • Uproszczony rozwój relacji między bohaterami
  • Skróty w fabule i historiach bohaterów
  • Brak pewnych informacji o systemie walki czy znajdźkach
  • Doczytywanie małych, nieistotnych obiektów kilkadziesiąt metrów przed postacią

Jakub Foss

Senua’s Saga: Hellblade II to przede wszystkim świetna gra skupiona na opowieści, stawiająca typową akcję na drugim planie. Surowe piękno mało gościnnej Islandii doskonale wpisuje się w mroczną historię z istotami rodem ze skandynawskiej mitologii w tle. Produkcja niemal genialna, jednak przez skondensowaną, iście filmową akcję dość krótka, przez co ważne dla narracji elementy są nieco uproszczone. Mimo wszystko druga część przygód celtyckiej wojowniczki jest bardzo wartościowa i zdecydowanie godna poświęcenia jej czasu.

Ocena końcowa: 9/10

O autorze
Jakub Foss
Zastępca redaktora naczelnego

Od trzech dekad zapalony miłośnik gier komputerowych. Od przyjaźni z Commodore, przez konsolki i konsole miał przyjemność dotrzeć do ekosystemu Xboxa. Zobacz więcej...

Niektóre odnośniki w powyższej publikacji to linki afiliacyjne. Jeżeli klikniesz taki link i dokonasz zakupu, otrzymamy niewielką prowizję, a Ty nie poniesiesz żadnych dodatkowych kosztów. | Etyka redakcyjna

Dyskusja na temat wpisu

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Mimo że pozwalamy na komentowanie osobom bez konta na platformie Disqus, to i tak zalecamy jego założenie, bo wpisy gości często trafiają do spamu.

Ładowanie kolejnych wpisów...
TAKA PROMOCJA MOŻE SIĘ JUŻ NIE POWTÓRZYĆ!
Zgłaszanie błędu

Błędy zdarzają sie każdemu, nawet nam. Jeżeli uważasz, że w niniejszej publikacji coś się nie zgadza, to poinformuj nas o tym korzystając z formularza poniżej. Autor tekstu otrzyma Twoje zgłoszenie, dzięki czemu będzie mógł go poprawić, jeśli zajdzie taka potrzeba.