Test Turtle Beach VelocityOne Flightdeck. Ten sprzęt to prawdziwy odlot

Test Turtle Beach VelocityOne Flightdeck

Nie da się ukryć, że wśród sprzętów do sterowania w grach od dekad królują wszechstronne gamepady, a wielu użytkowników chętnie sięga także po nieśmiertelny duet klawiatura + mysz. O ile jeszcze nieco bardziej wyspecjalizowane kierownice do gier mimo wszystko mają dość szerokie grono fanów, to przy tych wszystkich sprzętach kontrolery do symulatorów lotu wyglądają jak akcesoria dla wąskiej grupy entuzjastów.

Rynek tego typu urządzeń przez wiele lat był zdominowany przez dwóch producentów i realnie kilka dobrych modeli. Co prawda w międzyczasie kilku mniejszych graczy próbowało znaleźć dla siebie miejsce w segmencie budżetowym, ale moim zdaniem to dopiero coraz odważniejsze działania Turtle Beach na lotniczym poletku mogą nieco namieszać. W moje ręce wpadł system HOTAS VelocityOne Flightdeck, który „na papierze” wygląda aż zbyt dobrze.

Czy zestaw z drążkiem i przepustnicą od inżynierów z San Diego to ciekawe alternatywa dla osławionych Thrustmasterów lub urządzeń od Logitech bazujących na starych Saitekach? Na jakie funkcje mogą liczyć miłośnicy przygód w wirtualnych przestworzach? Co jednak kluczowe: jak się na tym gra? Zapraszam do lektury mojej recenzji, w której odpowiadam na wszystkie najważniejsze pytania!

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck — najważniejsze parametry

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Turtle Beach VelocityOne Flightdeck

Wśród akcesoriów do wirtualnego latania możemy wyróżnić dwa główne rodzaje urządzeń: przypominające kierownice wolanty oraz systemy HOTAS, w których jedna ręka obsługuje drążek sterujący, a druga przepustnicę. Nasz dzisiejszy bohater jest reprezentantem tej właśnie grupy.

Choć poszczególne modele potrafią znacząco różnić się od siebie nie tylko wyglądem, ale też funkcjonalnością, to na szczęście wszystkie da się opisać zbliżonym zestawem parametrów. Więcej o znaczeniu każdego z nich pisaliśmy w naszym artykule poświęconym najlepszym kontrolerom do symulatorów lotu, w którym zresztą również znalazły się między innymi sprzęty od „Żółwików”.

Jako najważniejsze cechy systemu HOTAS wymieniłbym zatem liczbę przycisków, typ czujników, rodzaj budowy (jednoczęściowa lub modułowa), sposób montażu, kompatybilność z różnymi platformami, ergonomię i funkcjonalność. Jeśli chodzi o oficjalną specyfikację, testowany zestaw prezentuje się następująco:

  • Rodzaj kontrolera: system HOTAS
  • Połączenie: przewodowe USB x2
  • Kompatybilność: PC
  • Liczba modułów: 2
  • Moduł pedałów: nie
  • Liczba przycisków: 139 (w tym wirtualne)
  • Liczba osi: 15
  • Dodatkowe cechy: czujniki Halla, ekran dotykowy, wyświetlacz HUD, odkręcana rękojeść, regulacja wysokości drążka, podświetlane przyciski, gniazdo słuchawkowe 3,5 mm, aplikacja sterująca
  • Dodatkowe wyposażenie: 2 x przewód USB, śruby montażowe do kokpitu, skrócona instrukcja obsługi
  • Waga:
    • Moduł drążka: 1,46 kg
    • Moduł przepustnicy: 1,51 kg
  • Cena: ~ 1600 – 1700 zł

Nietrudno odnieść wrażenie, że omawiane urządzenie ma w zasadzie wszystko i jeszcze więcej, co bez wątpienia rozpala wyobraźnię. Warto jednak pamiętać, że wszystkie elementy sterujące obsługuje jak na razie tylko garstka gier, choć w pozostałych tytułach nadal możemy wykorzystywać zjawiskowe właściwości systemu HOTAS od Amerykanów.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Sporą część ozdobnego pudełka zajmuje powietrze, ale wbrew pozorom to dobra informacja.
■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Niezbędnych do omówienia aspektów zabawy jest jednak o wiele więcej, nawet mimo stosunkowo jednorodnego zastosowania kontrolera. By zachować optymalną przejrzystość tekstu, test Turtle Beach VelocityOne Flightdeck podzieliłem na następujące podrozdziały:

  1. Zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia
  2. Proces instalacji, oprogramowanie i konfiguracja systemu HOTAS
  3. Jak się na tym lata, czyli Turtle Beach VelocityOne Flightdeck w praktyce
  4. Podsumowanie

Co ważne: zestaw współpracował jedynie z mocnym pecetem, łącząc się do niego bezpośrednio i przez hub USB. Przed przystąpieniem do sprawdzania sprzętu w konkretnych tytułach zadbałem o aktualizację firmware’u urządzenia, jak również wszelkich sterowników i gier.

Zanim przejdę do głównej części artykułu, chciałbym bardzo serdecznie podziękować firmie Turtle Beach za udostępnienie mi kontrolera do testów.

1. Turtle Beach VelocityOne Flightdeck — zawartość opakowania, wygląd i budowa urządzenia

Kontroler przychodzi do nas w jasnym pudełku pokaźnych rozmiarów, na którym znajdziemy wizualizację urządzenia, spis jego największych zalet, informację o zawartości zestawu oraz wymagania sprzętowe. Niestety zabrakło pełnej specyfikacji, ale mam wrażenie, że producenci coraz częściej unikają podawania szczegółowych danych. Poradzimy sobie i bez tego, tymczasem zajrzyjmy do środka.

W kartonie znalazło się miejsce dla dwumodułowego systemu HOTAS z drążkiem odłączonym na czas transportu, jak również dwóch kabli USB-C->USB-A długości 2 m każdy, 6 śrubek montażowych typu M5, instrukcji obsługi z opisem elementów sterujących oraz pamiątkowej naklejki. Niby niewiele, ale dostajemy wszystko, czego nam trzeba.

Już przy pierwszym kontakcie z testowanym akcesorium ogromne wrażenie robi ilość wszelkich guzików, prztyczków, przełączników i pokrętełek, jak również obecność dwóch ekranów: małego OLED’owego wyświetlacza HUD na szczycie joysticka oraz pokaźnego, dotykowego panelu na module przepustnicy. Zacznijmy od cech wspólnych kompletu.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Moje doświadczenia z joystickami sięgają ery Commodore 64, a jeszcze nigdy nie czułem takiej ekscytacji nowym drążkiem sterowania.

Górne pokrywy obu części wykonano z mocnego tworzywa sztucznego wysokiej jakości, po bokach wzmocnionego elementami w kolorze stali. Co ciekawe, zarówno część z drążkiem, jak i sekcja przepustnicy mają bardzo podobny rozmiar (około 18 cm x 21 cm) i ważą niemal tyle samo: około 1,5 kg, co zapewnia doskonałą stabilność podczas zabawy.

Każdy z modułów podłącza się do komputera za pomocą przewodu USB-C->USB-A, a na pancernych, metalowych płytach dolnych przygotowano nie tylko powierzchnie antypoślizgowe, ale również otwory montażowe do pulpitów lotniczych. Wysoką jakość czuć także na wszystkich elementach sterujących, od najmniejszych przełączników, przez niewielkie dodatkowe joysticki, po przyciski i wszelkie pokrętła.

Warto też podkreślić komfort użytkowania samego drążka oraz dźwigni przepustnicy, które przez delikatnie gumowaną powierzchnię zapewniają pewny chwyt. Największą, wręcz kluczową zaletą obu głównych manipulatorów jest jednak zastosowanie w nich czujników hallotronowych zamiast zwykłych potencjometrów, dzięki czemu sterowanie jest precyzyjne, a sprzęt niezawodny i odporny na tak zwane dryfowanie.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Czy to spełnienie marzeń fanów joysticków?

Na tym jednak kończą się podobieństwa. Ze względu na całkowicie odmienne przeznaczenie oraz mechanikę działania, moduły drążka i przepustnicy stanowią osobne urządzenia, jednak finalnie idealnie współgrające ze sobą niczym precyzyjne instrumenty w nowoczesnych odrzutowcach.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Przejdźmy do joysticka. Drążek błyskawicznie mocujemy do bazy za pomocą pierścienia montażowego, a jak sugeruje sam producent, oprócz ewentualnych korzyści w postaci łatwiejszego przechowywania urządzenia, w przyszłości mogą pojawić się alternatywne rękojeści kompatybilne z zestawem VelocityOne Flightdeck. Kiedy tak się stanie, Turtle Beach dogoni w tej materii nieco ospałego Thrustmastera.

W oczy natychmiast rzuca się OLED-owy HUD na szczycie „głowy” manipulatora, który w połączeniu z przyciskiem HUD Control i niewielkim d-padem pozwala na dość szczegółową konfigurację urządzenia, jak również kontrolowanie chronometru. Liczba elementów sterujących na całym module może za to przyprawić o zawrót głowy.

I tak omawianą „połowę” zestawu wyposażono w dwustopniowy spust, przycisk „FIRE” pełniący także funkcję touchpada (z załączaną blokadą), dwa kapturki, klikalny przełącznik POV, klikalne pokrętło trymera, dźwignię dla małego palca, wspominany przed chwilą guzik HUD, dwupozycyjną dźwignię biegu, trzypozycyjne pokrętło, trzy niewielkie dźwigienki, pięć dużych i cztery małe przyciski. W zasadzie wszystko programowalne.

Sam drążek może poruszać się nie tylko w linii przód-tył i na boki, ale też obracać wokół własnej osi w lewo i prawo, co najczęściej wykorzystujemy do kontrolowania steru kierunku. Do tego wysokość rękojeści można regulować, a wyraźna podpórka dla dłoni zapewnia długie godziny zabawy w pełnym komforcie, pod warunkiem że używamy prawej ręki.

Gdyby tego było mało, to muszę także nadmienić, że zarówno przyciski, jak i okrągłe wgłębienie, w którym osadzona jest rękojeść, są wyposażone w oświetlenie RGB. Nie wspomniałem także o tak nieoczywistej funkcji, jaką są… wibracje joysticka. Te jednak nie reagują na wydarzenia w grze, tylko służą do wzmacniania informacji zwrotnej o przekroczeniu zaprogramowanego zakresu ruchu. Wszystko dla precyzji sterowania.

Głównym elementem modułu przepustnicy są oczywiście dwie dźwignie do sterowania ciągiem silników — możemy korzystać z nich osobno lub połączyć je specjalną blokadą. I tu nie zabrakło dodatkowych elementów: od frontu znajdziemy dwa przełącznika góra-dół, scrolla, niewielki przycisk oraz d-pada, a po prawej stronie analoga do zmiany POV, płaskie pokrętło wokół niego, 8-kierunkowy hat switch, dwupozycyjny prztyczek i 3 guziki.

Wokół rękojeści przepustnicy umieszczono dodatkowo dźwignię sterowania klapami, trzy klikalne pokrętła (z czego jedno dwupiętrowe) oraz pokaźny przycisk „FIRE”. Dotarcie do końca zakresu ruchu suwnicy aktywuje także dodatkowe przełączniki, po dwa dla każdej rączki. Został oczywiście jeszcze on: kolorowy ekran dotykowy.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Niby tylko jeden ekran, a zmienia sytuację o 180 stopni.

Ten służy nie tylko do konfiguracji sprzętu, ale też obsługi naszej maszyny podczas lotu. Łącznie na trzech przesuwanych ekranach możemy zaprogramować nawet 39 dodatkowych przycisków, co w sumie daje zawrotną liczbę 139 elementów sterujących na obu urządzeniach.

Warto podkreślić także obecność gniazda minijack 3,5 mm w obudowie modułu joysticka. Jak to w sprzętach od Turtle Beach bywa, podłączony do tego wyjścia zestaw słuchawkowy możemy „dopalić” presetami audio od „Żółwików”, producent nie zapomniał także o obsłudze mikrofonu.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Ta rozpiska jest niesamowicie przydatna.

Wspomniane wcześniej otwory montażowe oraz dołączone do zestawu śruby M5 pozwalają przytwierdzić system HOTAS do kokpitów lotniczych, a jeżeli potrzebujemy do tego celu wywiercić nowe dziury, to najlepiej skorzystać z oficjalnego schematu. Oczywiście nie trzeba stawiać od razu na profesjonalny pulpit — sam do nieużywanego już stojaka do kierownicy przykręciłem stolnicę potraktowaną wiertarką. Działało jak marzenie.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Jeśli chodzi o przewody dołączone do zestawu, to można pochwalić zastosowanie dość mocnego oplotu, ale ja trochę pokręcę nosem na długość tych kabli. Raptem 2 metry to nie za wiele, zwłaszcza przy wymogu podłączenia interkonektorów bezpośrednio do komputera bez użycia przedłużacza czy huba. Oczywiście nawet z przejściówkami sprzęt działa poprawnie, ale jest to montaż niezgodny z zaleceniami producenta kontrolera.

2. Turtle Beach VelocityOne Flightdeck — proces instalacji, oprogramowanie i konfiguracja systemu HOTAS

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
W kilka chwil możemy wprowadzić istotne zmiany w funkcjonowaniu sprzętu.

Podłączenie urządzenia do naszego sprzętu nie nastręcza żadnych technicznych trudności, bo wymaga jedynie wpięcia kabli USB w odpowiednie gniazda z obu stron. Producent nie przewidział możliwości łączenia obu sprzętów ze sobą, co można uznać za dobrą decyzję. Jedynym minusem jest teoretyczny wymóg dwóch wolnych portów USB-A w pececie.

Jak wspomniałem przed chwilą, tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie by zamiast tego użyć dobrego huba i zająć w komputerze na przykład jedno wejście USB-C, które bez zająknięcia „pociągnie” oba moduły jednocześnie. Nie rodzi to żadnych problemów w trakcie granie czy podczas konfiguracji i aktualizacji oprogramowania.

To, że oba moduły funkcjonują jako odrębne urządzenia, niesie za sobą jeszcze jedną konsekwencję (choć mogło być inaczej). Sprzęty nie komunikują się ze sobą wzajemnie, więc ewentualne zmiany ustawień trzeba wprowadzać osobno dla każdego z nich i nie ma możliwości zmiany parametrów pracy na przykład joysticka z poziomu ekranu przepustnicy.

Skoro już zacząłem temat konfiguracji, to warto pochwalić naprawdę szerokie możliwości, które dają nam wbudowane ekrany. Z poziomu samych urządzeń możemy bowiem między innymi:

  • podejrzeć mapowanie wirtualnych przycisków
  • ustalić martwe strefy joysticka i dźwigni przepustnicy
  • włączyć efekty haptyczne
  • zmienić odpowiedź joysticka
  • zmienić tryb pracy rolek i pokręteł
  • skonfigurować funkcję Pro Aim
  • zmienić czułość touchpada
  • włączyć lub wyłączyć blokadę steru kierunku
  • zmienić ustawienia podłączonego headsetu
  • zmienić preset oświetlenia RGB

Choć pozornie możliwość zerknięcia poza graficzną oprawę wirtualnych przycisków wydaje się niezbyt fascynująca, to jest to niesamowicie przydatna funkcja. Rzecz w tym, że trudno (przynajmniej w warunkach rozgrywki dla przyjemności i przy dość systematycznym żonglowaniu tytułami) wbić „na blachę” nawet 39 kombinacji na trzech pulpitach, a tak — szybki podgląd i po problemie.

Jeśli chodzi o martwe strefy, to czasem bywają one bardziej przydatne, niż mogłoby się wydawać. Oczywiście, jeżeli mamy na tyle dobrą kontrolę nad ręką, że podczas przechylania samolotu nie zmieniamy nieświadomie ustawienia steru kierunku, to nic nie stoi na przeszkodzie, by zostawić domyślną wartość 0%.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Drążek nie chodzi zbyt lekko, co poprawia kontrolę nad maszyną.

Co ważne: poziom, do którego kontroler nie będzie rejestrował naszych ruchów na joysticku, można ustawić osobno dla każdej osi, a podobną funkcję oferuje także dzielona na dwie części przepustnica. Nie musimy tu jednak martwić się o potencjometry — czujniki Halla są superprecyzyjne i nie wymagają odgórnego narzucenia martwych stref przez niedoskonałość sprzętu. Wszystko pozostaje w naszych rękach.

Efekty haptyczne nie służą do typowego odwzorowywania wydarzeń w grze. Zamiast tego ustalamy własne poziomy, na których pojawiają się wibracje informujące nas na przykład o osiągnięciu zadanych pozycji dźwigni do zarządzania mocą silników czy przekroczeniu konkretnego zakresu ruchu drążkiem. Co więcej, w przypadku modułu przepustnicy pobudzeniu może ulegać nie tylko sama rękojeść, ale też baza akcesorium.

Haptykę można oczywiście także całkowicie wyłączyć, choć sam nigdy nie rezygnuję z takich dodatków. Prawdą jest jednak, że jeśli na przykład zostawimy przepustnicę na samej granicy poziomu, na którym wibracje mają się odzywać, to sprzęt potrafi „bzyknąć” od czasu do czasu. Nie jest to uciążliwe, ale to kwestia gustu.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Piny na szczęście nie są szczególnie delikatne, ale zawsze przy montażu takich elementów drżę z przejęcia.
■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Odpowiedź joysticka to nic innego jak krzywe czułości. Możemy postawić na w pełni liniowe przeniesienie ruchu naszej ręki na ekran, ale dostępne są także opcje „szybka” i „precyzyjna”. Ustawienie to da się dość szybko zmienić z pomocą małego wyświetlacza HUD na drążku nawet w trakcie gry, na przykład przed lądowaniem lub tuż przed rozpoczęciem walki.

Rolki i pokrętła na obu modułach co prawda nie zmieniają sposobu pracy, ale możemy zmodyfikować rodzaj informacji, którą wysyłają. I tak przy części z nich mamy wybór między trybem analogowym a cyfrowym, a w przypadku innych da się na przykład ustawić, by aktywacja danego elementu powodowała „przeskok” o 1, 2 lub nawet trzy „wirtualne ząbki”.

Funkcja Pro Aim znana z innych urządzeń z palemką to nic innego, jak bardzo sprawnie działające sprzęgło czułości. Chodzi o to, że gry przytrzymamy wybrany przez siebie przycisk, to ruchy joysticka będą wolniejsze i bardziej precyzyjne, by po puszczeniu guzika wrócić do normy. Bardzo przydatne rozwiązanie, zarówno podczas korygowania toru lotu, jak i w trakcie prowadzenia ognia.

Jak wspomniałem w części dotyczącej budowy urządzenia, jeden z przycisków głowie drążka pełni też funkcję touchpada. Nie działa to idealnie jak myszka, a ruch kursora potrafi być skokowy przez brak płynności ruchu kciuka po powierzchni guzika, ale dzięki dostosowywaniu czułości możemy mimo wszystko dość skutecznie nawigować na przykład w menu lub na ekranie mapy.

Blokada steru kierunku to funkcja przydatna dla osób, które zdecydują się dokupić do Flightdecka zestaw pedałów. Nie są to oczywiście takie same manipulatory nożne jak przy kierownicach do gier, tylko moduły stworzone do kontrolowania skrętu samolotu w płaszczyźnie poziomej.

Oczywiste jest więc to, że rezygnujemy z mniej precyzyjnego narzędzia na rzecz bardziej immersyjnego, a zarazem czulszego akcesorium. Warto jednak pamiętać, że w wielu grach można przypisać dowolną inną funkcję do osi Z joysticka, choć ważne jest, by nie uruchamiać jej przypadkowo. Wszystko zależy od wprawy i preferencji.

Turtle Beach VelocityOne Hangar
Z takimi możliwościami mapowania żadna gra nie będzie nam straszna.

Podłączony przez minijack headset zyskuje dodatkowe funkcje, niezależnie od fabrycznego potencjału. „Żółwiki” udostępniają swoje presety audio do zmiany charakterystyki dźwięku (niestety nieedytowalne), w tym tryb Superhuman Hearing przydatny zwłaszcza w tytułach nastawionych na rywalizację sieciową.

Producent nie zapomniał także o wspomaganiu działania mikrofonu. I tak możemy nie tylko zmieniać jego głośność, ale też całkowicie wyciszać. W moim odczuciu to element naprawdę godnego pochwały podejścia — wszystko, co bywa przydatne w trakcie angażującej zabawy mamy pod ręką, dzięki czemu nie musimy opuszczać gry.

By jednak zyskać największą dostępną kontrolę nad testowanym systemem HOTAS, konieczne jest zainstalowanie na komputerze programu Turtle Beach VelocityOne Hangar. Dedykowana aplikacja ma również tę zaletę, że pozwala na aktualizację oprogramowania układowego akcesorium, co w przypadku urządzeń od inżynierów z San Diego potrafi mieć ogromny pozytywny wpływ na sprawność sprzętu.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Nie może być wątpliwości, kto „popełnił” ten kontroler.

Jednym z największych atutów „hangaru”, jest mapowanie przycisków wirtualnych, które działa nieco inaczej, niż można by się spodziewać. Okazuje się bowiem, że za różnymi wyświetlanymi dźwigniami, pokrętłami czy guzikami nie kryją się konkretne funkcje samolotu, tylko… symulowane kliknięcia przycisków klawiatury. Genialne!

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Takie rozwiązanie jest dużo lepsze, niż gdybyśmy faktycznie dostali gotowe przełączniki sztywno przypisane do danej akcji w grze. Oczywiście pełna konfiguracja najpotrzebniejszych funkcji w niektórych tytułach może być nieco uciążliwa i czasochłonna, ale warto poświęcić parę chwil, by wszystko ustawić idealnie „pod siebie”.

Co ważne, do wirtualnych elementów sterujących możemy przypisywać nie tylko działanie pojedynczych klawiszy, ale nawet programować kombinacje do 4 przycisków z modyfikatorami włącznie. Dzięki temu bez problemu obsłużymy również gry, w których różne funkcje wywołuje się tym samym guzikiem, ale ze zmiennymi dodatkami jak Ctrl, Alt czy Shift.

Warto zwrócić uwagę także na możliwość projektowania układu wirtualnych przycisków wedle własnej woli, włącznie z nadawaniem im własnych opisów. Wiadomo, że tworzenie osobnych profili dla wszystkich gier może być uciążliwe, ale z drugiej strony tytułów lotniczych nie ma (niestety) zbyt wielu.

Drugim ważnym argumentem za wpuszczeniem wspomnianego softu do naszego peceta jest możliwość tworzenia, edytowania i wysyłania do kontrolerów całych zestawów ustawień włącznie z alternatywnymi wersjami „wystroju” ekranu dotykowego. Tych jest co prawda tylko 3, co postrzegam za jeden z większych mankamentów oprogramowania.

Twórcy nie przewidzieli także możliwości tworzenia przez nas własnej oprawy graficznej ekranu dotykowego, co mogłoby stanowić świetny punkt zaczepienia do zaangażowania społeczności graczy. Do tego opracowanych profili nie można udostępnić ani pobierać od innych użytkowników, więc nawet jeśli ktoś zaprogramuje genialny zestaw wirtualnych przełączników, podzielenie się nim nie będzie takie proste.

Trzeba za to docenić fakt, że producent zadbał o „czwarty ekran” z przyciskami dotykowymi — ten zyskujemy po podłączeniu smartfona do modułu przepustnicy przez BT. Trudno mi wyobrazić sobie tytuł, do którego zabrakłoby nam elementów sterujących w takiej konfiguracji, co stawia sprzęt od Turtle Beach wśród absolutnej śmietanki kontrolerów dla fanów wirtualnego latania.

3. Jak się na tym lata i gra, czyli Turtle Beach VelocityOne Flightdeck w praktyce

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Flightdeck od „Żółwików” poleca się do bitew mających miejsce dawno, dawno temu w odległej galaktyce.

Gdy budowę i konfigurację sprzętu mamy już za sobą, nadszedł czas, by test Turtle Beach VelocityOne Flightdeck wszedł w decydującą fazę, czyli oczywiście sprawdzenie kontrolera w grach. Co ważne, sięgnąłem nie tylko po tytuły z oficjalnej listy kompatybilności, ale też produkcje obiecujące obsługę dowolnego systemu HOTAS.

Choć charakter wspieranych przez recenzowany sprzęt pozycji jest dość jednorodny, bo oczywiście skupiamy się na grach lotniczych, to starałem się mimo wszystko wybrać dość zróżnicowane symulatory. Oto one:

  1. Star Wars: Squadrons
  2. Microsoft Flight Simulator 2024
  3. DCS World
  4. Project Wingman
  5. Elite: Dangerous

Umówmy się, że Star Wars: Squadrons nie ma ambicji, by wykorzystać wszystkie elementy sterujące dostępne na Flightdecku. Mimo to dzieło Motive Studio oddaje w nasze ręce pełną kontrolę nad bojowymi statkami kosmicznymi z uniwersum Gwiezdnych Wojen, a system HOTAS od Turtle Beach spisuje się tu na medal.

Star Wars: Squadrons
Trafiony – zatopiony!

Bez problemu przypiszemy do odpowiednich elementów sterujących interesujące nas funkcje, dzięki którym niesienie zguby pilotom przeciwnej opcji jest nie tylko angażujące, ale też wygodne i skuteczne. Muszę przyznać, że poziom immersji na kontrolerze tego typu jest niesamowicie wysoki, co odmienia jakość rozgrywki o 180 stopni.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

O ile gra inspirowana twórczością George’a Lucasa nie jest w stanie wykorzystać pełnego potencjału sprzętu „Żółwików”, to MSF 24 jest po drugiej stronie barykady. Microsoft dodał do swojego symulatora natywne wsparcie dla modelu VelocityOne Filghtdeck, dzięki czemu pilotowanie dowolnego samolotu przebiega tu wręcz wzorowo.

Muszę przyznać, że superprecyzyjna kontrola nad każdym ruchem statku powietrznego jest bardzo przydatna, do tego emocje związane ze startem i bezpiecznym lądowaniem osiągnęły niespotykany wcześniej poziom. Nawet jeśli z zewnątrz wygląda to mało interesująco, to gracz odczuwa każdy podmuch wirtualnego wiatru. Nawet „siadając” na oślej łączce.

Microsoft Flight Simulator 2024
Ile to się człowiek podczas lotu może dowiedzieć o swojej niedalekiej okolicy.

DCS World jest jednym z najbardziej realistycznych symulatorów w zakresie lotnictwa bojowego. Po przypisaniu kilku podstawowych kombinacji do przycisków dotykowych (w tym zamykania osłon kokpitu czy odpalania poszczególnych silników) można w pełni skupić się na pilotowaniu tych specjalistycznych maszyn.

Wyjątkowo przydaje się tu opcja programowania kombinacji z różnymi modyfikatorami, ale szybko docenimy też nienagannie pracujący joystick czy precyzyjną kontrolę nad ciągiem silników po obu stronach odrzutowca. Prawdą jest, że odpowiednie mapowanie elementów sterujących w produkcji od Eagle Dynamics zajmuje nawet kilkanaście minut, ale efekt jest tego warty.

Project Wingman często jest traktowany jako duchowy następca serii Ace Combat, który wziął z arcade’ówki Bandai Namco wszystko co najlepsze i dołożył jeszcze trochę od siebie. Na szczęście produkcja Sector D2 w przeciwieństwie do „Bitwy Asów” bardziej otwarcie podchodzi do obsługi różnych systemów HOTAS, dzięki czemu testowany sprzęt działa jak z nut bez konieczności grzebania w plikach konfiguracyjnych gry.

Project Wingman
W połączeniu z kamerą z kokpitu immersja wystrzeliła pod sufit.

Oczywiście w porównaniu do zaawansowanych symulatorów omawiany tytuł wygląda na mało skomplikowany, ale uwierzcie mi, zabawa jest przednia. Na atrakcyjność rozgrywki wpływa także dość bojowy design Flightdecka, zwłaszcza drążka przywodzącego na myśl nowoczesne myśliwce.

Dość odmienne doświadczenia zapewnia za to jedna z najbardziej cenionych produkcji dotyczących latania w kosmosie, czyli uwielbiane przez graczy Elite: Dangerous. Poruszanie się w stanie nieważkości rodzi nowe możliwości, ale też tworzy dodatkowe wyzwania dotyczące kontroli nad naszą maszyną niezależnie od jej rozmiaru.

I tu jednak recenzowany model nie miał najmniejszych problemów, bo liczba dostępnych elementów sterujących, w tym osi, zdecydowanie wystarcza do wykonania nawet najbardziej precyzyjnych manewrów. Co prawda nie możemy liczyć na gotowe mapowanie przygotowane przez twórców gry, a skonfigurowanie wszystkiego trochę trwa, ale w moim odczuciu w nie więcej niż kilkanaście minut powinniśmy mieć wszystko gotowe do startu.

Niezależnie od wybranej przeze mnie gry, Turtle Beach VelocityOne Flightdeck sprawdził się wzorowo, a możliwość mapowania dodatkowych przełączników na ekranie dotykowym przyda się nawet bardziej zaawansowanym użytkownikom. Muszę jednak wytłumaczyć nieobecność w teście wspomnianego przed chwilą Ace Combat 7.

Wersja PC tej świetnej strzelanki została w zasadzie żywcem przeniesiona z konsoli, przez co wsparcie dla systemów HOTAS spoza bardzo okrojonej listy kompatybilności jest w zasadzie żadne. Oczywiście są obejścia tego problemu, ale zakładają one „grzebanie” w pliku input.ini, na co nie miałem ani czasu, ani ochoty. Sytuacja nie jest oczywiście winą TB, a całą odpowiedzialność ponosi Bandai Namco.

■■■■■ ■■■■■■■■■■■■■■■■■

Wracając do sprzętu — bardzo doceniłem jakość wykonania i świetną precyzję sterowania głównych elementów. Mimo ustawionych zerowych martwych stref ani razu nie doświadczyłem zakłóceń czy przypadkowego wprowadzania niechcianego sygnału, co powinno przypaść do gustu również lotnikom z większym doświadczeniem od mojego.

4. Test Turtle Beach VelocityOne Flightdeck — podsumowanie recenzji

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck
Grając na takim sprzęcie można poczuć iście dziecięcą radość.

Omówiliśmy już wszystkie najważniejsze aspekty współpracy z wyjątkowym systemem HOTAS od inżynierów z San Diego, czas więc, by test Turtle Beach VelocityOne Flightdeck podszedł do bezpiecznego lądowania. Jak to zatem jest z recenzowanym kontrolerem — czy to atrakcyjna propozycja dla fanów cyfrowego lotnictwa, czy nieudolna próba nawiązania walki z liderami rynku? Bez najmniejszych wątpliwości to pierwsze.

Zacznijmy od niezaprzeczalnych walorów sprzętu. Mamy do czynienia ze świetnie wykonanym, atrakcyjnie wyglądającym zestawem, w którym zastosowano czujniki Halla w najważniejszych elementach sterujących. Dostajemy zatem superprecyzyjne, wytrzymałe narzędzie do przemierzania wirtualnych przestworzy czy przestrzeni kosmicznej.

Nie da zaprzeczyć, że dzięki mnogości przycisków, przełączników i pokręteł, jak również ze względu na obecność nawet 39 dodatkowych, programowalnych guzików na ekranie dotykowym, urządzenie jest bardzo wszechstronne. Gdyby komuś brakowało kilku prztyczków więcej, możemy nawet połączyć moduł przepustnicy ze smartfonem i zyskać dodatkowy pulpit.

Na plus zasługuje także dość szczegółowa konfiguracja pracy akcesorium nie tylko pod względem mapowania przycisków, ale też czułości drążka, sposobu wprowadzania danych z pokręteł autopilota czy nawet działania wibracji. Mimo braku automatycznego wsparcia ze strony najpopularniejszych tytułów możemy mówić o kontrolerze kompletnym, który zapewnia setki godzin dobrej zabawy.

Oczywiście nie ma sprzętów idealnych i nawet w tak świetnym modelu znajdzie się kilka mankamentów czy braków. W przypadku naszego głównego bohatera wskazałbym tu przede wszystkim nieobecność możliwości dzielenia się gotowymi profilami ustawień z innymi graczami, jak również trochę zmarnowany potencjał dotyczący personalizacji oprawy graficznej pulpitów ekranu dotykowego. Umówmy się — to drobiazgi.

Komu zatem mogę polecić testowany model? W moim odczuciu absolutnie każdemu, kto chciałbym wejść do świata symulatorów lotniczych nie tyle z przytupem, ile wyważając drzwi i tworząc falę uderzeniową na całą okolicę. To naprawdę jest sprzęt takiej klasy, że nie chce się go zamieniać na żaden inny.

Do tego zestaw można śmiało rozbudować o dedykowany zestaw pedałów do kontrolowania steru kierunku, co w zasadzie wyczerpuje potrzeby lwiej części gier poświęconych przemierzaniu przestworzy. Co więcej, z nieśmiałych przesłanek od producenta można wywnioskować, że w niedalekiej przyszłości możemy doczekać się dodatków lub modyfikacji Flightdecka, na przykład zamiennych drążków oferujących nieco odmienne wrażenia z rozgrywki.

Muszę przyznać, że już od momentu wyjęcia z pudełka recenzowany system HOTAS wzbudził moją euforię. Zaczęło się od jakości wykonania, później przyszła rozbudowana konfiguracja, a na końcu znakomita, immersyjna zabawa. Specjalnie dla tego kontrolera zmodyfikowałem jeden ze swoich stojaków do kierownic, bo odpowiedni ekwipunek zasługuje na własne stanowisko — zwłaszcza gdy odwdzięcza się takimi wrażeniami z latania.

Nie pozostaje mi nic innego, jak wyrazić podziw dla pomysłowości i determinacji ekipy z San Diego. Mimo niewielkiego, a wręcz prawie żadnego doświadczenia w dziedzinie tego typu akcesoriów, zespół z Turtle Beach stworzył model bezkompromisowy, który klinem wbija się w zdominowany przez dwóch producentów rynek. Składam najszczersze gratulacje, a jednocześnie już nie mogę się doczekać kolejnych, równie odważnych projektów.

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck

Na plus

  • Czujniki Halla w głównych elementach sterujących
  • Mnóstwo przycisków, przełączników i pokręteł
  • Sporo możliwości konfiguracji
  • Funkcjonalny ekran dotykowy
  • Przydatny wyświetlacz HUD na joysticku
  • Świetna jakość wykonania
  • Demontowalny drążek
  • Dobra aplikacja na PC
  • Dodatkowy pulpit z przyciskami na smartfonie
  • Obecność gniazda minijack i wbudowane presety audio
  • Uniwersalne połączenie przez USB-C
  • Przygotowane otwory montażowe do kokpitu
  • atrakcyjny design

Na minus

  • Tylko trzy gotowe presety graficzne bez możliwości tworzenia własnej oprawy wizualnej
  • Brak możliwości udostępniania i wczytywania profili innych graczy
  • Trochę krótkie kable USB (po 2 m każdy)

Jakub Foss

Turtle Beach VelocityOne Flightdeck to system HOTAS do komputerów PC, który przesuwa granice precyzji sterowania i immersji na wyższy poziom. Kontroler wyposażono w czujniki Halla w głównych elementach sterujących, a wszystkich guzików, przełączników i pokręteł, w tym wirtualnych, może być nawet ponad 130. Do tego dochodzi wysoka konfigurowalność sprzętu, świetna jakość wykonania oraz nietypowy dla podobnych urządzeń ekran dotykowy. Wśród mankamentów można wymienić drobnostki, takie jak nieco zmarnowany potencjał tworzenia własnej oprawy graficznej czy niemożność łatwego pobierania gotowych profili ustawień od innych graczy, ale nie mają one wpływu na znakomitą jakość dostarczanej rozrywki. Dla fanów wirtualnego latania na PC — absolutny must have.

Ocena końcowa: Zdecydowanie godne polecenia

O autorze
Jakub Foss
Zastępca redaktora naczelnego

Od trzech dekad zapalony miłośnik gier komputerowych. Od przyjaźni z Commodore, przez konsolki i konsole miał przyjemność dotrzeć do ekosystemu Xboxa. Zobacz więcej...

Niektóre odnośniki w powyższej publikacji to linki afiliacyjne. Jeżeli klikniesz taki link i dokonasz zakupu, otrzymamy niewielką prowizję, a Ty nie poniesiesz żadnych dodatkowych kosztów. | Etyka redakcyjna

Zastanawiasz się nad zakupem subskrypcji Xbox Game Pass Ultimate? Skorzystaj z naszych poradników i oszczędź nawet 80% ceny!

Dyskusja na temat wpisu

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Mimo że pozwalamy na komentowanie osobom bez konta na platformie Disqus, to i tak zalecamy jego założenie, bo wpisy gości często trafiają do spamu.

Ładowanie kolejnych wpisów...
FLASH SALE!
Zgłaszanie błędu

Błędy zdarzają sie każdemu, nawet nam. Jeżeli uważasz, że w niniejszej publikacji coś się nie zgadza, to poinformuj nas o tym korzystając z formularza poniżej. Autor tekstu otrzyma Twoje zgłoszenie, dzięki czemu będzie mógł go poprawić, jeśli zajdzie taka potrzeba.